13.10.2024, 12:29 ✶
- Ja? Posiłki? Częściej? Jesteś pewna, ze twoja kuchnia to wytrzyma? - odpowiedział patrząc na siostrę ale zaraz odwrócił się ku Mabel. - To co księżniczko, od jutra będziemy gotować razem? - zapytał najmłodszej przedstawicielki rodu Figgów. Wspólne gotowanie mogło być nie lada przygodą!
- Skandynawskie wrzosowiska są cudowne wczesną jesienią, naprawdę polecam je odwiedzić, bo zapierają dech w piersiach i czasami można zobaczyć tam smoki - odpowiedział Erikowi na jego słowa o urlopie i zerknął na niego zmartwiony
Drgnął na pytanie Brenny o rewelacje - czy były? Wbrew pozorom było ich trochę, jednak wyjątkowo paląc, a druga? Druga nie wiem czy Nora i Sam chcieli już teraz dzielić się tą rewelacją. Choć po prawdzie to nie było czego ukrywać, fakt, że to McGonagall jest ojcem Mabel był na pewno mniej szokujący niż to, ze z Woodym wczoraj porwali dziecko od jego biologicznego ojca. Nie ważne jakie nimi kierowały pobudki, to jednak fakt był faktem i nazwać tego inaczej niż porwaniem nie mogli. Przed dwoma dniami to on wyrzucał siostrze wszystko co leżało mu na sercu szukając w niej oparcia i pomocy, a dzisiaj rano było na odwrót. Popatrzył na rodzeństwo Longbottomów i Sama - czy oni mieli w jak wielką jaskinie zamieszkaną przez chaos i stres się pchali? McGonagall chyba niekoniecznie, nie znał go za bardzo, jednak pozostała dwójka...
- Eleonoro, daj im najpierw zjeść, bo dostaną zgagi! - zwrócił się do siostry z udawanym oburzeniem, ale fakt faktem, że zbytnie odwlekanie tematu też nie było im na rękę. Zalegalizowanie tego co zrobili wczoraj nie mogło zbyt długo czekać. Chociaż nie miał za grosz pojęcia jak i czy cokolwiek takiego mogłoby zostać wyjaśnione i ustosunkowane prawnie, nawet z pomocą Brenny i Erika.
- Ktoś powiedział tuńczyk? - Pazur zajrzał do pomieszczenia, ale widząc, że Thomas znajduje się w środku czmychnął czym prędzej z przeciągłym miauknięciem.
- Mówisz? Muszę zapamiętać i jak Pazur będzie wyjątkowo nieznośny to go tam zabrać chyba - podziękował Erikowi za jakże cudowny pomysł, może stary kocur się czegoś nauczy po takiej wizycie. Chociaż z drugiej strony z gadającym kotem do mogolskiego weterynarza? Musiałby go jakoś uciszyć najpierw.
Do uszu Thomasa dobiegły słowa Sam na temat tortu i dobrze, że nic akurat nie trzymał w rękach, bo by to upuścił. - Nie kupiłem nic na deser - jęknął totalnie zapominając w czyim domu się znajdują. Przecież u Nory zawsze znajdzie się coś słodkiego. Zerknął na siostrę z nadzieją w oczach. - Powiedz proszę, że coś masz w zanadrzu - lecenie teraz do jakiejś cukierni było jak przynoszenie własnego drzewa do lasu, ale jak będzie potrzeba to po coś poleci przecież. Absulotnie nie miał pojęcia jakim cudem Brenna odnajduje się roli gospodyni tych wszystkich przyjęć, miał wrażenie, ze prosty obiad go przerasta jeśli chodzi o organizację.
Zatrzymał się na chwilę i popatrzył na Sama i Mabel czując przyjemne ciepło w sercu. Mała chyba też nie wiedziała, że to jest jej ojciec, cóż nie powinno to popsuć ich relacji, tylko jeszcze bardziej ją wzmocnić.
- Mabel ma rację, chętnie cię powitamy w rodzinie i przyjmiemy jak swojego - zwrócił się do Sama potwierdzając słowa dziewczynki. Wydawało mu się, że w postaci McGonagalla widział to co sam ukrywał w sobie, może tylko mu się wydawało? Nawet jeśli to była tylko jego ułuda, to i tak zamierzał mu ułatwić "wejście" do rodziny.
- No to się zdecyduj, potrzebujesz urlopu czy chcesz działać - zaśmiał się cicho po słowach Eriką i gestem zaprosił wszystkich do stołu. Siadajcie, nie możemy pozwolić, żeby wystygło jedzenie z pełnymi brzuchami się lepiej rozmawia- teraz już zwrócił się do wszystkich.
- Skandynawskie wrzosowiska są cudowne wczesną jesienią, naprawdę polecam je odwiedzić, bo zapierają dech w piersiach i czasami można zobaczyć tam smoki - odpowiedział Erikowi na jego słowa o urlopie i zerknął na niego zmartwiony
Drgnął na pytanie Brenny o rewelacje - czy były? Wbrew pozorom było ich trochę, jednak wyjątkowo paląc, a druga? Druga nie wiem czy Nora i Sam chcieli już teraz dzielić się tą rewelacją. Choć po prawdzie to nie było czego ukrywać, fakt, że to McGonagall jest ojcem Mabel był na pewno mniej szokujący niż to, ze z Woodym wczoraj porwali dziecko od jego biologicznego ojca. Nie ważne jakie nimi kierowały pobudki, to jednak fakt był faktem i nazwać tego inaczej niż porwaniem nie mogli. Przed dwoma dniami to on wyrzucał siostrze wszystko co leżało mu na sercu szukając w niej oparcia i pomocy, a dzisiaj rano było na odwrót. Popatrzył na rodzeństwo Longbottomów i Sama - czy oni mieli w jak wielką jaskinie zamieszkaną przez chaos i stres się pchali? McGonagall chyba niekoniecznie, nie znał go za bardzo, jednak pozostała dwójka...
- Eleonoro, daj im najpierw zjeść, bo dostaną zgagi! - zwrócił się do siostry z udawanym oburzeniem, ale fakt faktem, że zbytnie odwlekanie tematu też nie było im na rękę. Zalegalizowanie tego co zrobili wczoraj nie mogło zbyt długo czekać. Chociaż nie miał za grosz pojęcia jak i czy cokolwiek takiego mogłoby zostać wyjaśnione i ustosunkowane prawnie, nawet z pomocą Brenny i Erika.
- Ktoś powiedział tuńczyk? - Pazur zajrzał do pomieszczenia, ale widząc, że Thomas znajduje się w środku czmychnął czym prędzej z przeciągłym miauknięciem.
- Mówisz? Muszę zapamiętać i jak Pazur będzie wyjątkowo nieznośny to go tam zabrać chyba - podziękował Erikowi za jakże cudowny pomysł, może stary kocur się czegoś nauczy po takiej wizycie. Chociaż z drugiej strony z gadającym kotem do mogolskiego weterynarza? Musiałby go jakoś uciszyć najpierw.
Do uszu Thomasa dobiegły słowa Sam na temat tortu i dobrze, że nic akurat nie trzymał w rękach, bo by to upuścił. - Nie kupiłem nic na deser - jęknął totalnie zapominając w czyim domu się znajdują. Przecież u Nory zawsze znajdzie się coś słodkiego. Zerknął na siostrę z nadzieją w oczach. - Powiedz proszę, że coś masz w zanadrzu - lecenie teraz do jakiejś cukierni było jak przynoszenie własnego drzewa do lasu, ale jak będzie potrzeba to po coś poleci przecież. Absulotnie nie miał pojęcia jakim cudem Brenna odnajduje się roli gospodyni tych wszystkich przyjęć, miał wrażenie, ze prosty obiad go przerasta jeśli chodzi o organizację.
Zatrzymał się na chwilę i popatrzył na Sama i Mabel czując przyjemne ciepło w sercu. Mała chyba też nie wiedziała, że to jest jej ojciec, cóż nie powinno to popsuć ich relacji, tylko jeszcze bardziej ją wzmocnić.
- Mabel ma rację, chętnie cię powitamy w rodzinie i przyjmiemy jak swojego - zwrócił się do Sama potwierdzając słowa dziewczynki. Wydawało mu się, że w postaci McGonagalla widział to co sam ukrywał w sobie, może tylko mu się wydawało? Nawet jeśli to była tylko jego ułuda, to i tak zamierzał mu ułatwić "wejście" do rodziny.
- No to się zdecyduj, potrzebujesz urlopu czy chcesz działać - zaśmiał się cicho po słowach Eriką i gestem zaprosił wszystkich do stołu. Siadajcie, nie możemy pozwolić, żeby wystygło jedzenie z pełnymi brzuchami się lepiej rozmawia- teraz już zwrócił się do wszystkich.