13.10.2024, 12:48 ✶
Sekundy upływały, zlewając się w minuty. Minuty zlewały się w godziny, a godziny - w dnie. Te z kolei przeplatały się z różnymi liniami czasowymi, istniejącymi w twoim umyśle i pamięci. Longbottom, igrasz z niebezpieczeństwem dużo bardziej, niż większość Niewymownych. Linie czasu plączą się i rozprostowują, niejednokrotnie wprowadzając Cię, Morpheusie, w konsternację. Czy to była kolejna próba Czasu, kolejna próba tajemniczych bóstw przeszłości? Ile czasu minęło, zanim mogłeś przymknąć oczy, gdy twoje normalne widzenie zaczęło tracić na ostrości? Obraz, znajdujący się przed tobą rozmył się w kolejnej pętli czasowej, a na bieżącą sytuację nałożyły się widma scenerii z przyszłości.
Nie byłeś już w Departamencie Tajemnic. Nie byłeś już w Londynie. Byłeś w Kniei Godryka. Las szumiał złowrogo, zupełnie tak jakby drzewa starały się ciebie ostrzec przed niebezpieczeństwem. Lecz przecież ty nie byłeś tu i teraz, znajdowałeś się gdzie indziej. W dwóch, może trzech miejscach naraz. Obraz Kniei został momentalnie przytłumiony przed dojmujące uczucie grozy, by w jednej sekundzie drzewa zmieniły swój wygląd. Nie widziałeś już strzelistych, grubych pni, pokrytych wieloletnią korą. Widziałeś gęsty, czarny dym, owijający się wokół roślinności. Ta płakała, chociaż bezgłośnie. Czułeś jej rozpacz, czułeś przerażenie. Czułeś jej ból tak, jakby to była twoja własna tragedia. Bolało cię fizycznie - ciało, ale także bolała cię dusza. Dojmujące przerażenie sprawiało, że nie mogłeś się ruszyć, lecz świat postanowił zrobić to za ciebie. Sceneria wokół zawirowała, a ty znowu stałeś w sadzie Abbottów. Widziałeś jak się przegrupowują, nakładając na furtki pieczęcie. Widziałeś aurorów i klątwołamaczy, kręcących się wokół zamkniętej części sadu. Widziałeś Mirabellę razem z jej mężem, którzy gestykulują żywo, rozmawiając z... Kimś. Chyba mężczyzną, ale nie byłeś pewny, bo postać wydawała ci się zrobiona z dymu. Gdy wyciągnąłeś rękę, by ją pochwycić, rozwiała się, a ziemia ponownie się zatrzęsła.
Wszystkie rośliny uschły, a na niebie pojawił się znak. Trzy tuziny kruków krążyły nad sadem niczym tornado, pędząc coraz szybciej i szybciej. Ich pióra płonęły szkarłatno-czarnym ogniem, topiąc po kolei kolejne jednostki. Nie widziałeś, gdzie upadają, lecz dostrzegałeś, że w locie zmieniają się w czarną jak noc, dziwną maź. Z Sadu Abbottów unosił się gęsty, paskudny dym.
Obudziłeś się, wróciłeś do rzeczywistości. Wszystko to wydawało się nierealne, lecz wciąż czułeś przerażenie. Bolało cię ciało, chociaż wciąż byłeś w tym samym miejscu. Miałeś mokre od potu ubranie, a sercem targał niepokój. Tłukło się w klatce z żeber, jakby chciało wydostać się na wolność i wzlecieć w górę tak, jak kruki, które widziałeś w swojej wizji.
Przepowiednia
Nie byłeś już w Departamencie Tajemnic. Nie byłeś już w Londynie. Byłeś w Kniei Godryka. Las szumiał złowrogo, zupełnie tak jakby drzewa starały się ciebie ostrzec przed niebezpieczeństwem. Lecz przecież ty nie byłeś tu i teraz, znajdowałeś się gdzie indziej. W dwóch, może trzech miejscach naraz. Obraz Kniei został momentalnie przytłumiony przed dojmujące uczucie grozy, by w jednej sekundzie drzewa zmieniły swój wygląd. Nie widziałeś już strzelistych, grubych pni, pokrytych wieloletnią korą. Widziałeś gęsty, czarny dym, owijający się wokół roślinności. Ta płakała, chociaż bezgłośnie. Czułeś jej rozpacz, czułeś przerażenie. Czułeś jej ból tak, jakby to była twoja własna tragedia. Bolało cię fizycznie - ciało, ale także bolała cię dusza. Dojmujące przerażenie sprawiało, że nie mogłeś się ruszyć, lecz świat postanowił zrobić to za ciebie. Sceneria wokół zawirowała, a ty znowu stałeś w sadzie Abbottów. Widziałeś jak się przegrupowują, nakładając na furtki pieczęcie. Widziałeś aurorów i klątwołamaczy, kręcących się wokół zamkniętej części sadu. Widziałeś Mirabellę razem z jej mężem, którzy gestykulują żywo, rozmawiając z... Kimś. Chyba mężczyzną, ale nie byłeś pewny, bo postać wydawała ci się zrobiona z dymu. Gdy wyciągnąłeś rękę, by ją pochwycić, rozwiała się, a ziemia ponownie się zatrzęsła.
Wszystkie rośliny uschły, a na niebie pojawił się znak. Trzy tuziny kruków krążyły nad sadem niczym tornado, pędząc coraz szybciej i szybciej. Ich pióra płonęły szkarłatno-czarnym ogniem, topiąc po kolei kolejne jednostki. Nie widziałeś, gdzie upadają, lecz dostrzegałeś, że w locie zmieniają się w czarną jak noc, dziwną maź. Z Sadu Abbottów unosił się gęsty, paskudny dym.
Obudziłeś się, wróciłeś do rzeczywistości. Wszystko to wydawało się nierealne, lecz wciąż czułeś przerażenie. Bolało cię ciało, chociaż wciąż byłeś w tym samym miejscu. Miałeś mokre od potu ubranie, a sercem targał niepokój. Tłukło się w klatce z żeber, jakby chciało wydostać się na wolność i wzlecieć w górę tak, jak kruki, które widziałeś w swojej wizji.
MG nie kontynuuje rozgrywki @Morpheus Longbottom