13.10.2024, 16:30 ✶
Popatrzył uważnie na Ambroise, jakby się nad czymś zastanawiał. Próbował sobie przypomnieć cze kiedykolwiek z Greengrasem znalazł się w niebezpiecznej sytuacji, która byłaby tak nieciekawa i zagadkowa jak tutaj, ale nic takiego sobie nie przypominał.
- Ciebie zaraz wrzucę i przysypie ziemią - powiedział z szerokim uśmiechem, ah te przyjacielskie uszczypliwości. - Ale po wszystkim stawiasz piwo, skoro już zaproponowałeś - uśmiechnął się chytrze, nawet jeżeli to byłą ironia ze strony przyjaciela to powinien uważać na to co mówi, szczególnie przy Figgu.
Rzucił okiem na wejście do jaskini, normalnie by już dawno tam wszedł wiedziony wizją przygody i zagadki do rozwiązania, teraz jednak cała ta brawura z której nie znał go Ambroise była bardziej stonowana. Odrzucenie życia nie było tak proste kiedy pojawiają się osoby, którym obiecujesz ochronę i dla których warto żyć. Nie mógł już pędzić od niebezpieczeństwa do niebezpieczeństwa niczym wezbrana rzeka. Westchnął.
- Przyznaj się ,że chcesz iść z tyłu, żeby gapić się nam na tyłki, a myślałem, że tylko Geraldine nie jest przy tobie bezpieczna - rzucił jeszcze z chytrym uśmieszkiem do Ambroise nim spoważniał i przeszedł do ustaleń.
- Z przodu powinien iść ktoś kto zna się na pułapkach, a z tyłu ktoś zdolny do obrony - odezwał się do wszystkich i popatrzył w niebo, pozwalając, żeby krople deszczy obmyły mu twarz. Gdzie to było? W Starożytnym Rzymie legiony formowały kolumny gdzie na szpicy i na tyłach szły doborowe jednostki bo były najbardziej narażone na atak, nie uśmiechało mu się iść z przodu, ale nie zamierzał uciekać się od tej odpowiedzialności. Znajomość pułapek i klątw jasno wskazywała na to, że to on będzie ich prowadził. - Zakładam, że w takim razie to ja będę szedł przodem... - już chciał dodać, żeby nie marnowali czasu i ruszyli już do jamy i mieli to za sobą. Ale w tym czasie Ger wyciągnęła lusterko i do kogoś zadzwoniła.
- To się nazywa głowa na karku - mruknął do siebie i przybliżył się bardziej żeby słyszeć co się tam dzieje podczas rozmowy.
- Ciebie zaraz wrzucę i przysypie ziemią - powiedział z szerokim uśmiechem, ah te przyjacielskie uszczypliwości. - Ale po wszystkim stawiasz piwo, skoro już zaproponowałeś - uśmiechnął się chytrze, nawet jeżeli to byłą ironia ze strony przyjaciela to powinien uważać na to co mówi, szczególnie przy Figgu.
Rzucił okiem na wejście do jaskini, normalnie by już dawno tam wszedł wiedziony wizją przygody i zagadki do rozwiązania, teraz jednak cała ta brawura z której nie znał go Ambroise była bardziej stonowana. Odrzucenie życia nie było tak proste kiedy pojawiają się osoby, którym obiecujesz ochronę i dla których warto żyć. Nie mógł już pędzić od niebezpieczeństwa do niebezpieczeństwa niczym wezbrana rzeka. Westchnął.
- Przyznaj się ,że chcesz iść z tyłu, żeby gapić się nam na tyłki, a myślałem, że tylko Geraldine nie jest przy tobie bezpieczna - rzucił jeszcze z chytrym uśmieszkiem do Ambroise nim spoważniał i przeszedł do ustaleń.
- Z przodu powinien iść ktoś kto zna się na pułapkach, a z tyłu ktoś zdolny do obrony - odezwał się do wszystkich i popatrzył w niebo, pozwalając, żeby krople deszczy obmyły mu twarz. Gdzie to było? W Starożytnym Rzymie legiony formowały kolumny gdzie na szpicy i na tyłach szły doborowe jednostki bo były najbardziej narażone na atak, nie uśmiechało mu się iść z przodu, ale nie zamierzał uciekać się od tej odpowiedzialności. Znajomość pułapek i klątw jasno wskazywała na to, że to on będzie ich prowadził. - Zakładam, że w takim razie to ja będę szedł przodem... - już chciał dodać, żeby nie marnowali czasu i ruszyli już do jamy i mieli to za sobą. Ale w tym czasie Ger wyciągnęła lusterko i do kogoś zadzwoniła.
- To się nazywa głowa na karku - mruknął do siebie i przybliżył się bardziej żeby słyszeć co się tam dzieje podczas rozmowy.