13.10.2024, 18:31 ✶
Przechadzam się z Eden, docelowo orbitując wokół Fortinbrasa i młodego Burke'a, ale na moment zatrzymując się w bliskiej okolicy wiedźm Parkinson
Było pewne wyrachowanie w tym, jak zawsze szukała uwagi Eden – w poufałym sposobie, z jakim splotła z nią teraz ręce, szepcząc na ucho im tylko znane tajemnice – było też pewne wyrachowanie w tym, jak powoli stawiała kroki, nieśpiesznie przechadzając się z kuzynką na oczach wszystkich zgromadzonych gości: ostentacyjna demonstracja przynależności, której tak desperacko pragnęła, głęboko przeświadczona, że jej wartość tutaj jest uzależniona nie od talentu, lecz od nazwiska.
Było w tym pewne wyrachowanie, owszem, bo Lorraine celowo pojawiała się w towarzystwie wyłącznie u boku kuzynostwa, solidarnie odmawiając zaproszenia, jeżeli zrobiła to Eden: po trosze dlatego, że nie chciała afiszować się urokiem wili – rozciągając swój czar także na swoją rodzinę – po trosze dlatego, że wiedziała, jakie wywiera to wrażenie na salonach: albo wszyscy, albo nikt.
Ale wreszcie, było też coś rozbrajającego w jej ślepym oddaniu Eden: w tym, jak patrzyła na nią z podziwem, jak wiecznie szukała w oczach kuzynki aprobaty – była szczera w swoich uczuciach i lojalna do bólu. Nawet teraz czuła wyrzuty sumienia, że wykorzystuje Eden, aby udowodnić innym, że rodzina wciąż się z nią liczy... Szybko jednak zdusiła w sobie te wyrzuty. Musiała walczyć o swoją reputację, o swoje miejsce tutaj i w rodzinie. Musiała być wyrachowana.
– Tak jak byłam przygotowana na nieobecność Josephine Avery... – Spojrzenie Lorraine prześlizgnęło się wymownie po Raphaeli, której przewodnicząca "Muzy" powierzyła dzisiaj rolę prowadzącej; ironiczny uśmieszek zadrgał na ustach półwiły, zdradzając, co sądzi na temat występu egzaltowanej młódki, uwieszonej u ramienia artysty mugolskiego pochodzenia. – ...tak nie spodziewałam się zobaczyć tu dzisiaj stryja. – Czy ma w tym jakiś ukryty cel, czy po prostu lubi takie... – Lorraine zacisnęła usta, zamykając w milczeniu to, co czaiło się na końcu jej języka. – ...Przebieranki?
Uniosła pytająco brwi, celowo pozostawiając niewypowiedzianym pytanie, które towarzyszyło jej od początku gali, od momentu, kiedy zobaczyła, jak Fortinbras i Eleonora zajmują honorowe miejsca na widowni. Nie były tutaj przecież same – nie mogły rozmawiać w pełni swobodnie, bo istniało ryzyko, że ktoś z otaczającego je tłumu gości przypadkiem podsłucha tę dyskusję, nieważne, jak cicho by nie szeptały. Lorraine wierzyła jednak, że Eden zrozumie zawoalowaną aluzję.
– Czy podzielił się z tobą wrażeniami po koncercie? – Czy wiesz cokolwiek?
percepcja (II) – staram się podsłuchać, co knuje stryjaszek Fortinbras
Nie patrzyła w stronę Fortinbrasa, nie chcąc zdradzać postronnym, wokół czyjej osoby krążą teraz jej myśli. Spojrzenie niebieskich oczu wiły obojętnie przesunęło się po siostrach Parkinson, kiedy razem z Eden przystanęły na chwilę – zajmując strategiczną pozycję między trzema wiedźmami, a stryjem Fortinbrasem, który trwał pogrążony w dyskusji z synem Theseusa Burke – by zaraz omieść sylwetki reszty gości, nie skupiając się na nikim w szczególności.
Pozory są w końcu wszystkim, pomyślała, przycisnąwszy do piersi bukiet lilii, kiedy z delikatnym uśmiechem przyjmowała kieliszek od kelnera, nie tylko dla Malfoyów. Przyjemny chłód zaczarowanego szkła koił dziwnie rozpaloną dłoń: na jej wnętrzu wciąż odbijały się krwiste półksiężyce paznokci Lorraine, którymi przebiła wcześniej delikatne ciało, zaciskając rękę w pięść. Przeniosła badawcze spojrzenie na twarz Eden.
Było pewne wyrachowanie w tym, jak zawsze szukała uwagi Eden – w poufałym sposobie, z jakim splotła z nią teraz ręce, szepcząc na ucho im tylko znane tajemnice – było też pewne wyrachowanie w tym, jak powoli stawiała kroki, nieśpiesznie przechadzając się z kuzynką na oczach wszystkich zgromadzonych gości: ostentacyjna demonstracja przynależności, której tak desperacko pragnęła, głęboko przeświadczona, że jej wartość tutaj jest uzależniona nie od talentu, lecz od nazwiska.
Było w tym pewne wyrachowanie, owszem, bo Lorraine celowo pojawiała się w towarzystwie wyłącznie u boku kuzynostwa, solidarnie odmawiając zaproszenia, jeżeli zrobiła to Eden: po trosze dlatego, że nie chciała afiszować się urokiem wili – rozciągając swój czar także na swoją rodzinę – po trosze dlatego, że wiedziała, jakie wywiera to wrażenie na salonach: albo wszyscy, albo nikt.
Ale wreszcie, było też coś rozbrajającego w jej ślepym oddaniu Eden: w tym, jak patrzyła na nią z podziwem, jak wiecznie szukała w oczach kuzynki aprobaty – była szczera w swoich uczuciach i lojalna do bólu. Nawet teraz czuła wyrzuty sumienia, że wykorzystuje Eden, aby udowodnić innym, że rodzina wciąż się z nią liczy... Szybko jednak zdusiła w sobie te wyrzuty. Musiała walczyć o swoją reputację, o swoje miejsce tutaj i w rodzinie. Musiała być wyrachowana.
– Tak jak byłam przygotowana na nieobecność Josephine Avery... – Spojrzenie Lorraine prześlizgnęło się wymownie po Raphaeli, której przewodnicząca "Muzy" powierzyła dzisiaj rolę prowadzącej; ironiczny uśmieszek zadrgał na ustach półwiły, zdradzając, co sądzi na temat występu egzaltowanej młódki, uwieszonej u ramienia artysty mugolskiego pochodzenia. – ...tak nie spodziewałam się zobaczyć tu dzisiaj stryja. – Czy ma w tym jakiś ukryty cel, czy po prostu lubi takie... – Lorraine zacisnęła usta, zamykając w milczeniu to, co czaiło się na końcu jej języka. – ...Przebieranki?
Uniosła pytająco brwi, celowo pozostawiając niewypowiedzianym pytanie, które towarzyszyło jej od początku gali, od momentu, kiedy zobaczyła, jak Fortinbras i Eleonora zajmują honorowe miejsca na widowni. Nie były tutaj przecież same – nie mogły rozmawiać w pełni swobodnie, bo istniało ryzyko, że ktoś z otaczającego je tłumu gości przypadkiem podsłucha tę dyskusję, nieważne, jak cicho by nie szeptały. Lorraine wierzyła jednak, że Eden zrozumie zawoalowaną aluzję.
– Czy podzielił się z tobą wrażeniami po koncercie? – Czy wiesz cokolwiek?
percepcja (II) – staram się podsłuchać, co knuje stryjaszek Fortinbras
Rzut N 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
Nie patrzyła w stronę Fortinbrasa, nie chcąc zdradzać postronnym, wokół czyjej osoby krążą teraz jej myśli. Spojrzenie niebieskich oczu wiły obojętnie przesunęło się po siostrach Parkinson, kiedy razem z Eden przystanęły na chwilę – zajmując strategiczną pozycję między trzema wiedźmami, a stryjem Fortinbrasem, który trwał pogrążony w dyskusji z synem Theseusa Burke – by zaraz omieść sylwetki reszty gości, nie skupiając się na nikim w szczególności.
Pozory są w końcu wszystkim, pomyślała, przycisnąwszy do piersi bukiet lilii, kiedy z delikatnym uśmiechem przyjmowała kieliszek od kelnera, nie tylko dla Malfoyów. Przyjemny chłód zaczarowanego szkła koił dziwnie rozpaloną dłoń: na jej wnętrzu wciąż odbijały się krwiste półksiężyce paznokci Lorraine, którymi przebiła wcześniej delikatne ciało, zaciskając rękę w pięść. Przeniosła badawcze spojrzenie na twarz Eden.