14.10.2024, 00:34 ✶
Pytanie Scylli, dotyczące stanu matki Electry, faktycznie mogłoby przez niektórych zostać uznane za niestosowne. Prewettówna jednak zinterpretowała je bardziej jako przejaw czarnego humoru i zaśmiała się z żartu towarzyszki.
— Haha, tak, miewa się dobrze. Jeśli coś miałoby spowodować jej śmierć, to prędzej choroba serca, a nie ja... — mówiąc to, spochmurniała. Wolała nie myśleć o tym, że bez regularnie zażywanych eliksirów, słabe serce Elise mogłoby nie wytrzymać. Zresztą, z Basilem było tak samo. Jej głupi brat musiał chyba lubić ryzyko, skoro mimo choroby genetycznej, zdecydował się na męczący zawód uzdrowiciela. Dziewczyna pokręciła głową, próbując otrząsnąć się z tych negatywnych myśli. Nastrój w tym lesie i tak był wystarczająco przygnębiający.
Kiwała głową, słuchając wyjaśnień Greyback, o tym, jak dokładnie działał dar dziewczyny.
— Hmm, rozumiem. Znaczy, pewnie nie do końca rozumiem, ale się domyślam. — wiedziała, że nawet Florence trafiały się niekontrolowane wizje, których znaczenia kuzynka nie zawsze potrafiła zrozumieć. Jasnowidzenie wydawało się strasznie skomplikowaną i zarazem pokręconą dziedziną. — Potrzeba chyba lat praktyki, żeby móc z łatwością odczytywać przyszłość, tak jak ten cały Dolohov na przykład. — nie kojarzyła wielu jasnowidzów, ale tego znała z artykułów w "Czarownicy".
Kiedy Scylla nagle stanęła w miejscu, Electra również się zatrzymała. Z początku nie rozumiała, do czego zmierza jej towarzyszka, ale po usłyszeniu wyznania Greyback, Prewettównie zrobiło jej się strasznie żal. Najgorsze, że nie miała zielonego pojęcia jak pomóc dziewczynie. No bo co można było zrobić, jeśli z jednej strony nawiedzały cię wizje przyszłości, a z drugiej ciągle żyłaś w cieniu przeszłości? Z tego co usłyszała, towarzyszka niestety miała rację; ich życia były zbyt różne, by mogły się w pełni zrozumieć. Electra chciała teraz przytulić Scyllę, ale biorąc pod uwagę jak krótko się znały, pewnie byłoby to dla drugiej dziewczyny bardziej krępujące niż kojące. Prewettówa zacisnęła więc tylko mocniej dłonie na trzymanej w rękach miotle.
— Ja... Nie wiem, jak mogę ci pomóc, ale... — przełknęła ślinę. Nie chciała speszyć Greyback, ale mimo wszystko, wolała też nie zostawiać jej zupełnie samej. — Ale jeśli zechcesz, żebym cokolwiek dla ciebie zrobiła, to możesz zawsze wysłać mi sowę. Serio, nie obrażę się za żadną wiadomość. Nawet jeśli mamy zupełnie inne życia to... Możemy przecież spróbować zrozumieć siebie nawzajem, prawda? — nie była pewna, czy w tym momencie jej słowa w ogóle miały sens, ale na brodę Merlina, Scylla zasługiwała na coś lepszego w życiu!
Fakt, Electra nie zdawała sobie sprawy z ciężaru daru, jakim było jasnowidzenie; stąd jej dziecinny wręcz entuzjazm. Dlatego też widok Scylli, która poniekąd opuściła teraźniejszość i zdawała się być nawiedzona przez jakiś wyższy byt, był dla niej sporym szokiem. Stała więc w osłupieniu, z oczami wielkimi jak spodki przypatrując się wieszcze. W momencie, w którym Greyback złapała ją za rękę, Prewettównę aż przeszedł dreszcz. Tak, z pewnością zapamięta te słowa. Dziewczyna zazwyczaj traktowała wróżby po prostu jako rozrywkę, ale teraz nie mogła wątpić, że usłyszała prawdziwą przepowiednię.
Kiedy Greyback już wróciła do siebie, Electra wzięła głęboki oddech, żeby ochłonąć.
— Nie musisz przepraszać. To... chyba nie masz nad tym pełnej kontroli, prawda? — starała się jakoś opanować, lecz dalej nie do końca docierało do niej, co się właśnie wydarzyło. — Szczerze mówiąc, nie wiem na co liczyłam. Chociaż jeśli "to miłość go znajdzie", wróżba brzmi raczej pozytywnie. — druga część przepowiedni była bardziej niepokojąca, ale skoro zdawała się dotyczyć działań jej brata, Prewettówna nie mogła już więcej wskórać. Tylko jedna rzecz nie miała dla niej sensu; niby kiedy Basil został poparzony przez słońce? On był przecież chorobliwie blady. Najwyraźniej była to jakaś metafora, której dziewczyna jeszcze w pełni nie zrozumiała. Uznała jednak, że zostawi interpretację wróżby na później, bo w tym momencie Scylla bardziej potrzebowała jej uwagi. — Dziękuję. — uśmiechnęła się lekko do towarzyszki.
— Haha, tak, miewa się dobrze. Jeśli coś miałoby spowodować jej śmierć, to prędzej choroba serca, a nie ja... — mówiąc to, spochmurniała. Wolała nie myśleć o tym, że bez regularnie zażywanych eliksirów, słabe serce Elise mogłoby nie wytrzymać. Zresztą, z Basilem było tak samo. Jej głupi brat musiał chyba lubić ryzyko, skoro mimo choroby genetycznej, zdecydował się na męczący zawód uzdrowiciela. Dziewczyna pokręciła głową, próbując otrząsnąć się z tych negatywnych myśli. Nastrój w tym lesie i tak był wystarczająco przygnębiający.
Kiwała głową, słuchając wyjaśnień Greyback, o tym, jak dokładnie działał dar dziewczyny.
— Hmm, rozumiem. Znaczy, pewnie nie do końca rozumiem, ale się domyślam. — wiedziała, że nawet Florence trafiały się niekontrolowane wizje, których znaczenia kuzynka nie zawsze potrafiła zrozumieć. Jasnowidzenie wydawało się strasznie skomplikowaną i zarazem pokręconą dziedziną. — Potrzeba chyba lat praktyki, żeby móc z łatwością odczytywać przyszłość, tak jak ten cały Dolohov na przykład. — nie kojarzyła wielu jasnowidzów, ale tego znała z artykułów w "Czarownicy".
Kiedy Scylla nagle stanęła w miejscu, Electra również się zatrzymała. Z początku nie rozumiała, do czego zmierza jej towarzyszka, ale po usłyszeniu wyznania Greyback, Prewettównie zrobiło jej się strasznie żal. Najgorsze, że nie miała zielonego pojęcia jak pomóc dziewczynie. No bo co można było zrobić, jeśli z jednej strony nawiedzały cię wizje przyszłości, a z drugiej ciągle żyłaś w cieniu przeszłości? Z tego co usłyszała, towarzyszka niestety miała rację; ich życia były zbyt różne, by mogły się w pełni zrozumieć. Electra chciała teraz przytulić Scyllę, ale biorąc pod uwagę jak krótko się znały, pewnie byłoby to dla drugiej dziewczyny bardziej krępujące niż kojące. Prewettówa zacisnęła więc tylko mocniej dłonie na trzymanej w rękach miotle.
— Ja... Nie wiem, jak mogę ci pomóc, ale... — przełknęła ślinę. Nie chciała speszyć Greyback, ale mimo wszystko, wolała też nie zostawiać jej zupełnie samej. — Ale jeśli zechcesz, żebym cokolwiek dla ciebie zrobiła, to możesz zawsze wysłać mi sowę. Serio, nie obrażę się za żadną wiadomość. Nawet jeśli mamy zupełnie inne życia to... Możemy przecież spróbować zrozumieć siebie nawzajem, prawda? — nie była pewna, czy w tym momencie jej słowa w ogóle miały sens, ale na brodę Merlina, Scylla zasługiwała na coś lepszego w życiu!
Fakt, Electra nie zdawała sobie sprawy z ciężaru daru, jakim było jasnowidzenie; stąd jej dziecinny wręcz entuzjazm. Dlatego też widok Scylli, która poniekąd opuściła teraźniejszość i zdawała się być nawiedzona przez jakiś wyższy byt, był dla niej sporym szokiem. Stała więc w osłupieniu, z oczami wielkimi jak spodki przypatrując się wieszcze. W momencie, w którym Greyback złapała ją za rękę, Prewettównę aż przeszedł dreszcz. Tak, z pewnością zapamięta te słowa. Dziewczyna zazwyczaj traktowała wróżby po prostu jako rozrywkę, ale teraz nie mogła wątpić, że usłyszała prawdziwą przepowiednię.
Kiedy Greyback już wróciła do siebie, Electra wzięła głęboki oddech, żeby ochłonąć.
— Nie musisz przepraszać. To... chyba nie masz nad tym pełnej kontroli, prawda? — starała się jakoś opanować, lecz dalej nie do końca docierało do niej, co się właśnie wydarzyło. — Szczerze mówiąc, nie wiem na co liczyłam. Chociaż jeśli "to miłość go znajdzie", wróżba brzmi raczej pozytywnie. — druga część przepowiedni była bardziej niepokojąca, ale skoro zdawała się dotyczyć działań jej brata, Prewettówna nie mogła już więcej wskórać. Tylko jedna rzecz nie miała dla niej sensu; niby kiedy Basil został poparzony przez słońce? On był przecież chorobliwie blady. Najwyraźniej była to jakaś metafora, której dziewczyna jeszcze w pełni nie zrozumiała. Uznała jednak, że zostawi interpretację wróżby na później, bo w tym momencie Scylla bardziej potrzebowała jej uwagi. — Dziękuję. — uśmiechnęła się lekko do towarzyszki.