14.10.2024, 08:38 ✶
Electra była ładną, miłą dziewczyną o dobrym nazwisku, którą Jessie ewidentnie lubił. Była też osobą, na którą w normalnych okolicznościach Charlotte nie chciałoby się spojrzeć – bo mimo bycia żoną mugolaka naprawdę nie pojmowała, jak czarodziejka, czystej krwi w dodatku, mogła chcieć pracować pośród mugoli. Nie wspominając już o tym, że wydawała się jakoś… mało odpowiedzialna. Dla Charlotte ciężkie było do pojęcia, jak można nie mieć żadnych planów na życie i po prostu skakać to tu, to tam. Ale po pierwsze, Charlotte obiecała być miła, po drugie, umiała być miła nawet gdy miała o kimś jak najgorsze zdanie, po trzecie – Electra przynajmniej nie była goblinem i na pewno nie miała w takim wypadku niczego wspólnego ze śmierciożercami. A Kelly nie chciałaby, aby Jessie zadawał się z kimś, kto mógłby w pewnym momencie zrobić mu krzywdę.
– Mugole mają więcej domów mody, magazynów i firm kosmetycznych i tak dalej. Agencje pośredniczą więc między nimi, a modelkami – uzupełniła po pytaniu Anthony’ego. Uśmiechała się dalej miło, spoglądając na Electrę znad filiżanki, i absolutnie nic w jej wyrazie twarzy nie zdradzało, co jej chodziło po głowie. – Nie myślałaś o pracy dla Rosierów? Mugole używają przecież tych okropnych, sztucznych materiałów i ich ubraniom… zwykle brakuje magii.
„Zwykle”, bo parę mugolskich ubrań Charlotte w szafie miała – tych więcej odsłaniających, nie do końca zgodnych z czarodziejską modą, ale oczywiście starannie wybranych, dobrze uszytych i nie z tego straszliwego poliestru.
– Trudno mi też sobie wyobrazić, jak ma wyglądać codzienne życie pośród ludzi, przed którymi trzeba stale ukrywać, kim się jest…
Guzik prawda. Charlotte stale ukrywała, kim jest, przynajmniej pośród ludzi, którzy nie byli jej bliscy. Udawała nawet teraz.
– Mugole mają więcej domów mody, magazynów i firm kosmetycznych i tak dalej. Agencje pośredniczą więc między nimi, a modelkami – uzupełniła po pytaniu Anthony’ego. Uśmiechała się dalej miło, spoglądając na Electrę znad filiżanki, i absolutnie nic w jej wyrazie twarzy nie zdradzało, co jej chodziło po głowie. – Nie myślałaś o pracy dla Rosierów? Mugole używają przecież tych okropnych, sztucznych materiałów i ich ubraniom… zwykle brakuje magii.
„Zwykle”, bo parę mugolskich ubrań Charlotte w szafie miała – tych więcej odsłaniających, nie do końca zgodnych z czarodziejską modą, ale oczywiście starannie wybranych, dobrze uszytych i nie z tego straszliwego poliestru.
– Trudno mi też sobie wyobrazić, jak ma wyglądać codzienne życie pośród ludzi, przed którymi trzeba stale ukrywać, kim się jest…
Guzik prawda. Charlotte stale ukrywała, kim jest, przynajmniej pośród ludzi, którzy nie byli jej bliscy. Udawała nawet teraz.