14.10.2024, 09:52 ✶
Umysł Charlotte był skrzywiony – może w wyniku naturalnych predyspozycji, może w toku wychowania. Gdyby teoria o alternatywnych rzeczywistościach była słuszna, gdzieś tam zapewne istniał świat, w którym Charlotte Crouch zabijała ludzi, i robiła to w bardzo metodyczny, przemyślany sposób. W tym konkretnym wymiarze zamiast tego jadła ciasteczka i popijała wino na kocyku, z pewnym zaintrygowaniem śledząc nawiedzoną ruinę, ani trochę nieprzejęta tym, że mogłoby im grozić niebezpieczeństwo.
– Może czerpią radość z ludzkiego strachu? – zasugerowała Charlotte z namysłem. Niektóre duchy były bardzo przyjazne: jak choćby Gruby Mnich z Hogwartu. Inne pełne wściekłości i pragnienia zemsty. Były i takie, które lubiły płatać ludziom figle oraz takie, które w ogóle nie wiedziały, że umarły. – No, zobaczmy, co tam się dzieje… – zdecydowała, gdy zjadła kolejne ciasteczko i upiła łyk wina. Potem wstała z koca i ruszyła do najbliższego z okien: położonego na tyle wysoko, że wejście przez nie do środka byłoby trudne (zresztą, Charlotte nie zamierzała wdrapywać się po żadnych oknach, a na pewno nie w tej sukience), ale że dało się zajrzeć do środka.
Wnętrze było podniszczone, ale wciąż stały w nim meble, a nawet różne drobiazgi, które dało się wynieść. Od razu uznała, że coś jest na rzeczy – spadkobiercy albo złodzieje, nawet jeśli nie mogliby przejąć czy odsprzedać nieruchomości, powinni je wynieść.
– Niższa temperatura – poinformowała córkę odruchowo, chociaż jeżeli Rita podeszła bliżej, sama mogła wyczuć ten charakterystyczny chłód, którym aż wionęło od budynku. Bliskość duchów, jak nic.
Charlotte machnęła różdżką, rzucając accio, i do jej dłoni przyleciały najpierw świecznik, potem zwilgotniała książka, leżąca dotąd na stoliku, i wreszcie szal, już zmurszały. Kelly nie dotykając ich, ułożyła je na parapecie, i zaczęła oglądać uważnie, jakby oceniała, co lepiej nada się do wywoływania. Jeżeli Rita się zbliżyła, mogła zaś dostrzec, że gdy Charlotte opuściła spojrzenie na przedmioty, tuż przy ognie światło zaczęło migotać: materializował się kobiecy duch, o twarzy wykrzywionej złością.
– Może czerpią radość z ludzkiego strachu? – zasugerowała Charlotte z namysłem. Niektóre duchy były bardzo przyjazne: jak choćby Gruby Mnich z Hogwartu. Inne pełne wściekłości i pragnienia zemsty. Były i takie, które lubiły płatać ludziom figle oraz takie, które w ogóle nie wiedziały, że umarły. – No, zobaczmy, co tam się dzieje… – zdecydowała, gdy zjadła kolejne ciasteczko i upiła łyk wina. Potem wstała z koca i ruszyła do najbliższego z okien: położonego na tyle wysoko, że wejście przez nie do środka byłoby trudne (zresztą, Charlotte nie zamierzała wdrapywać się po żadnych oknach, a na pewno nie w tej sukience), ale że dało się zajrzeć do środka.
Wnętrze było podniszczone, ale wciąż stały w nim meble, a nawet różne drobiazgi, które dało się wynieść. Od razu uznała, że coś jest na rzeczy – spadkobiercy albo złodzieje, nawet jeśli nie mogliby przejąć czy odsprzedać nieruchomości, powinni je wynieść.
– Niższa temperatura – poinformowała córkę odruchowo, chociaż jeżeli Rita podeszła bliżej, sama mogła wyczuć ten charakterystyczny chłód, którym aż wionęło od budynku. Bliskość duchów, jak nic.
Charlotte machnęła różdżką, rzucając accio, i do jej dłoni przyleciały najpierw świecznik, potem zwilgotniała książka, leżąca dotąd na stoliku, i wreszcie szal, już zmurszały. Kelly nie dotykając ich, ułożyła je na parapecie, i zaczęła oglądać uważnie, jakby oceniała, co lepiej nada się do wywoływania. Jeżeli Rita się zbliżyła, mogła zaś dostrzec, że gdy Charlotte opuściła spojrzenie na przedmioty, tuż przy ognie światło zaczęło migotać: materializował się kobiecy duch, o twarzy wykrzywionej złością.