Nora spoglądała na Ambroisa, kiedy się odezwał. Pokiwała głową z aprobatą, cóż, zawsze miał głowę na karku, wiedziała, że akurat on podejdzie do sprawy rozsądnie. Ufała jego osądowi. Nie miała pojęcia o co chodziło z ciotką, wydawało jej się, że jest bardziej rozgarnięta. Może miała mylne wrażenie, ale przecież nie znała jej od dziś, nie wykazywała się raczej taką bezmyślnością.
Nie powinny podchodzić lekkomyślnie do badania tego nietypowego okazu. Wypadałoby aby się zdystansowali, zdawała sobie sprawę, że niektórzy mogą być narwani, nowe okazy wbudzały różne reakcje, ale powinni podchodzić do tego z dozą ostrożności, nie był to ich pierwszy raz, kiedy mieli doczynienia z czymś takim.
Na jej twarzy pojawił się pormienny uśmiech, gdy podeszła do niej Victoria z wyczarowanymi specjalnie dla niej nausznikami. To było miłe, bardzo miłe. - Dziękuję, są urocze! - Dodała jeszcze, chociaż nadal z tyłu głowy miała myśl, że wyczrowywanie ich nie powinno zajmować panny Lestrange. Raczej wypadałoby, aby sprzęt był pod ręką, przygotowany dla wszystkich. Nie miała pojęcia, co się dzieje w towarzystwie, ale czuła, że nic dobrego. To bardzo źle o nich świadczyło.
Wychodzili na osoby, którym brakowało profesjonalizmu, słabo to wypadało w obecności osób spoza stowarzyszenie, cóż nie ona powinna się tym martwić, bo nie ona była za to odpowiedzialna, ale niesmak pozostawał.
- Nie wiemy, jak widać, bo pojawiły się na ten temat dywagacje. - Postanowiła się postawić ciotce, do której najwyraźniej jej słowa nie mogły dotrzeć. Nie miała siebie za laika, a miała wątpliwości co do tego, czy ta roślina jest faktycznie tym, o czym mówią. Raczej wydawało jej się, że jest jedynie podobna do pustynnej mandragory, ale nie do końca jest nią.
Podeszła w końcu bliżej rośliny, aby jeszcze raz się jej przyjrzeć. Przyglądała się przede wszystkim korzeniom, które wydawały jej się różnić od tych, które widziała w księgach. Chciała potwierdzić swoją tezę co do tego, że były inne i nie przypominały pustynnej mandragory.
Odwróciła się później, bo dotarło do niej, że zaczęli dyskutować na temat czarnej magii, której zapach podobno unosił się w powietrzu. Na jej ustach pojawił się grymas, nie była zadowolona z tego co usłyszała. - Nie wydaje mi się rozsądne dotykanie tej rośliny, jeśli faktycznie może być przesiąknięta zakazaną magią, rozumiem, że panna Lestrange ma doświadczenie, ale to może być dla nas niebezpieczne. - Tak, Nora była rozsądna, była pierdoloną matką i nie mogła myśleć tylko o sobie. Nie zamierzała niepotrzebnie ryzykować, szczególnie, że nikt nie przygotował jej na takie okoliczności. Irytowało ją to, że zostali postawieni pod ścianą. - Powinniście nas o tym uprzedzić. - Powiedziała jeszcze, a jej w głosie słychać było irytację.
Stanęła przy Cameronie, z którym łączyła ją wspólna historia. Właściwie to krok przed nim, żeby w razie czego mógł się za nią schować. Musiało to wyglądać dosyć zabawnie przy jej bardzo skromnym wzroście.
Slaby sukces...
Sukces!
Percepcja I Zielarstwo III