14.10.2024, 21:58 ✶
Tak naprawdę gdyby Tristan mógł mówić, to z ogromnym prawdopodobieństwem nic by do Olivii nie dotarło. Dziewczyna zachowywała się jak w jakimś amoku. Krzyczała, piszczała i próbowała przenieść się jeszcze wyżej, jakby Tristan był drabiną do nieba - nieba które mogło ją uratować przed szczurem, który co prawda już zniknął z pola widzenia, ale wciąż mógł tu gdzieś krążyć.
Ward ściągnął ją z siebie siłą, co w zasadzie nie było specjalnie trudne - był wysportowany, był aurorem i miał przeszkolenie, a ona była spanikowana. Jej ciało jej nie słuchało i co prawda istniało przekonanie, że ludzie walczący o swoje życie potrafili zatopić osobę, chcącą im pomóc, ale tutaj była pewna ogromna różnica. Olivia nie walczyła o życie: nie tonęła, była po prostu spanikowana. Dzięki temu Tristan mógł ją z siebie ściągnąć i zapewne uratować swoją głowę przed tym, by złamała się jak zapałka, bo mimo że Quirke nie była specjalnie ciężka, to jednak x kilogramów na głowie... Cóż.
- Ja... - jej ciałem wstrząsnął szloch. Chciała powiedzieć, że przeprasza, wcale nie chciała. Czy zauważyła kokardkę? Być może, ale to wcale jej nie uspokoiło. Szczur to szczur, brudny i śmierdzący, przenoszący choroby. Jej ojciec pracował ze zwierzętami, ona także miała do nich rękę - doskonale wiedziała, jak rozprzestrzeniała się Dżuma czy inne zarazy. Jebane, jebane szczury. Poza tym te ogony... - Ja nie chciałam...
Szepnęła niemalże niesłyszalnie, prosto w ramię Tristana. Cała się trzęsła, a łzy same leciały jej po policzkach. Nie dosłyszała słów osoby, która ich odprowadzała - albo zwyczajnie je zignorowała, bo nie miała jak skupić się na dwóch rzeczach naraz. Starała się uspokoić, ale nie potrafiła.
Ward ściągnął ją z siebie siłą, co w zasadzie nie było specjalnie trudne - był wysportowany, był aurorem i miał przeszkolenie, a ona była spanikowana. Jej ciało jej nie słuchało i co prawda istniało przekonanie, że ludzie walczący o swoje życie potrafili zatopić osobę, chcącą im pomóc, ale tutaj była pewna ogromna różnica. Olivia nie walczyła o życie: nie tonęła, była po prostu spanikowana. Dzięki temu Tristan mógł ją z siebie ściągnąć i zapewne uratować swoją głowę przed tym, by złamała się jak zapałka, bo mimo że Quirke nie była specjalnie ciężka, to jednak x kilogramów na głowie... Cóż.
- Ja... - jej ciałem wstrząsnął szloch. Chciała powiedzieć, że przeprasza, wcale nie chciała. Czy zauważyła kokardkę? Być może, ale to wcale jej nie uspokoiło. Szczur to szczur, brudny i śmierdzący, przenoszący choroby. Jej ojciec pracował ze zwierzętami, ona także miała do nich rękę - doskonale wiedziała, jak rozprzestrzeniała się Dżuma czy inne zarazy. Jebane, jebane szczury. Poza tym te ogony... - Ja nie chciałam...
Szepnęła niemalże niesłyszalnie, prosto w ramię Tristana. Cała się trzęsła, a łzy same leciały jej po policzkach. Nie dosłyszała słów osoby, która ich odprowadzała - albo zwyczajnie je zignorowała, bo nie miała jak skupić się na dwóch rzeczach naraz. Starała się uspokoić, ale nie potrafiła.