Norka wiedziała, że aktualnie dzieje się wiele. Nie mieli czasu na odpoczynek, bo wróg właściwie nigdy nie spał. Zdarzały się pojedyncze momenty, które wyrywali teraźniejszości, chociażby jak ta potańcówka Zakonu, czy bal, tak to było całkiem miłe i przydatne, jednak nie pozwalało im na zbyt długo odrywać się od szarej rzeczywistości, w której przyszło im żyć. Byli przemęczeni, wiele się działo, to mogło powodować melancholię. Sama raczej średnio sobie radziła z obecną sytuacją, robiła co mogła, żeby wydawało się, że jest silna i że panuje nad swoim życiem. To było całkiem proste podejście. Przeżywała oczywiście bardzo mocno to, że większość jej bliskich znajdowała się w ciągłym niebezpieczeństwie. To nie była rzecz, do której była w stanie przywyknąć, nie zamierzała tego uznawać za codzienność. Wierzyła, że kiedyś wrócą do normalności, jeszcze będzie przepięknie...
- Każdy ma tajemnice. - Stwierdziła fakt, nie jej oceniać, czy jej brat miał ich mało, czy dużo. Jeśli o czymś nie mówił, to zapewne miał ku temu jakiś powód. Nie należała do osób, które mialy tendencje do ciągnięcia za język, to byłaby hipokryzja, bo sama miała rzeczy, o których nie chciała opowiadać nikomu. Wiedziała, że jeśli będzie gotowy, to postanowi się z nią tym podzielić. Ta świadomość jej wystarczała.
- Rozumiem do czego zmierzasz. - Trochę nie podobało jej się to, że brał na siebie tę odpowiedzialność. Wolałaby, żeby wiedział, że ona jest w stanie obronić się sama. Może nie była niewiadomo jak uzdolnioną czarownicą, ale potrafiła zadbać o siebie i o swoje dziecko, tego była pewna.
- Nie możesz jednak brać na siebie całej odpowiedzialności. - Nie był w stanie tego udźwignąć sam, to nie była jego rola, powinien mieć tego świadomość.
- Też się martwię o naszych przyjaciół i rodzinę. - Dodała jeszcze, nie wydało jej się w tym nic nietypowego, że wymienił część osób, która razem z nimi walczyła o lepsze jutro.