21.10.2022, 22:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2022, 22:33 przez Erik Longbottom.)
Pokiwał z namysłem głową, mrużąc lekko oczy, jak gdyby próbował wyobrazić sobie dokładnie, jak taka decyzja wpłynęłaby na przedstawiony wcześniej przez niego scenariusz. Czy dyskusja na temat mandatu mimo wszystko by wypłynęła? A może z uwagi na to, że osoba odpowiedzialna za jego nieanulowanie odeszła od stołu cioteczka postanowiłaby zostawić swoje przemyślenia dla siebie? Tyle opcji, tak wiele możliwości.
— Jak wysokie są szanse, że jej cukiernia stanie się stałym punktem pielgrzymkowym dla naszych drogich brygadzistów? — Jedna z jego brwi powędrowała górę w komicznym geście, zupełnie, jakby nie znał odpowiedzi na to pytanie.
Plotki szybko się rozchodziły w Ministerstwie Magii, a te dotyczące miejsc, które można odwiedzić tuż po służbie, również do nich należały. Niektórzy decydowali się na sprawdzenie okolicznych barów i pubów, czy to tych bardziej obskurnych lub ekskluzywnych, a inni skupiają się na namierzeniu najbliższego miejsca, gdzie mogą wrzucić w siebie taką ilość słodkich wypieków, na jaką Merlin im pozwoli. Jak razem zaczną chodzić w odwiedziny do Nory, to niektórzy mogą pójść za nimi, słysząc historie o niespotykanej dotąd jakości wypieków czarownicy.
— Musiałoby dojść do naprawdę poważnej katastrofy, żebym uznał siebie za osobę, która powinna wytyczać drogę całemu społeczeństwu czarodziejów na wyspach brytyjskich — odparował z niezłomnym przekonaniem. — Robię wystarczająco dobrą robotę tu, gdzie teraz jestem. Bez względu na to, czy mowa o pracy, interesach rodzinnych, czy ekhm naszych innych zobowiązaniach.
Na wszelki wypadek strzelił oczami na boki. Miał oczywiście na myśli ich powiązania z Zakonem Feniksa. Wprawdzie ciężko było powiedzieć, czy byli na ten moment wystarczająco „głęboko” w organizacji, aby znać jej wszystkie sekrety, tak ciężko było tego nie nazwać trzecią pracą. A cichy głosik w jego głowie podpowiadał mu, że w najbliższych dniach propozycje pomocy, które złożyli, mogą zostać faktycznie zaakceptowane.
— Cóż, robisz dobre uczynki bez względu na pobudki, siostrzyczko. Czy to przez wewnętrzną potrzebę pomocy, która telepie twoje ciało, żeby tylko się ruszyło do roboty, czy przez zwykłą chęć wsparcia innych.
Kiedy Erik naprawdę chciał, to potrafił moralizować, jednak nie sądził, aby w tym przypadku było to potrzebne. Raz, że byli w kuchni, więc z jego szczęściem w każdej chwili coś mogło wybuchnąć, a dwa... Chyba po prostu lubił wierzyć, że faktycznie robią to wszystko przez to, że taka była ich natura. Łatwiej byłoby zaakceptować ewentualne niebezpieczeństwa i problemy związane z podejmowanymi przez nich działaniami.
Westchnął cicho i spojrzał pełnym cierpienia wzrokiem w kierunku jadalni, gdzie zostawił swoje dokumenty. O ile nie chciał nadrabiać zaległości przez najbliższy tydzień, to faktycznie powinien to skończyć, jak najszybciej.
— Musimy? — spytał bez przekonania, zeskakując ze stołu i bardzo powoli zmierzając w stronę wyjścia z kuchni. Zerknął za Brenną. Może udałoby się odsunąć powrót do szarej rzeczywistości jeszcze na jakieś pół godzinki? Teoretycznie mogliby przejść się na spacer i nacieszyć się budzącą się powoli do życia naturą. Czyż zieleń nie robiła dobrze na oczy?
— Jak wysokie są szanse, że jej cukiernia stanie się stałym punktem pielgrzymkowym dla naszych drogich brygadzistów? — Jedna z jego brwi powędrowała górę w komicznym geście, zupełnie, jakby nie znał odpowiedzi na to pytanie.
Plotki szybko się rozchodziły w Ministerstwie Magii, a te dotyczące miejsc, które można odwiedzić tuż po służbie, również do nich należały. Niektórzy decydowali się na sprawdzenie okolicznych barów i pubów, czy to tych bardziej obskurnych lub ekskluzywnych, a inni skupiają się na namierzeniu najbliższego miejsca, gdzie mogą wrzucić w siebie taką ilość słodkich wypieków, na jaką Merlin im pozwoli. Jak razem zaczną chodzić w odwiedziny do Nory, to niektórzy mogą pójść za nimi, słysząc historie o niespotykanej dotąd jakości wypieków czarownicy.
— Musiałoby dojść do naprawdę poważnej katastrofy, żebym uznał siebie za osobę, która powinna wytyczać drogę całemu społeczeństwu czarodziejów na wyspach brytyjskich — odparował z niezłomnym przekonaniem. — Robię wystarczająco dobrą robotę tu, gdzie teraz jestem. Bez względu na to, czy mowa o pracy, interesach rodzinnych, czy ekhm naszych innych zobowiązaniach.
Na wszelki wypadek strzelił oczami na boki. Miał oczywiście na myśli ich powiązania z Zakonem Feniksa. Wprawdzie ciężko było powiedzieć, czy byli na ten moment wystarczająco „głęboko” w organizacji, aby znać jej wszystkie sekrety, tak ciężko było tego nie nazwać trzecią pracą. A cichy głosik w jego głowie podpowiadał mu, że w najbliższych dniach propozycje pomocy, które złożyli, mogą zostać faktycznie zaakceptowane.
— Cóż, robisz dobre uczynki bez względu na pobudki, siostrzyczko. Czy to przez wewnętrzną potrzebę pomocy, która telepie twoje ciało, żeby tylko się ruszyło do roboty, czy przez zwykłą chęć wsparcia innych.
Kiedy Erik naprawdę chciał, to potrafił moralizować, jednak nie sądził, aby w tym przypadku było to potrzebne. Raz, że byli w kuchni, więc z jego szczęściem w każdej chwili coś mogło wybuchnąć, a dwa... Chyba po prostu lubił wierzyć, że faktycznie robią to wszystko przez to, że taka była ich natura. Łatwiej byłoby zaakceptować ewentualne niebezpieczeństwa i problemy związane z podejmowanymi przez nich działaniami.
Westchnął cicho i spojrzał pełnym cierpienia wzrokiem w kierunku jadalni, gdzie zostawił swoje dokumenty. O ile nie chciał nadrabiać zaległości przez najbliższy tydzień, to faktycznie powinien to skończyć, jak najszybciej.
— Musimy? — spytał bez przekonania, zeskakując ze stołu i bardzo powoli zmierzając w stronę wyjścia z kuchni. Zerknął za Brenną. Może udałoby się odsunąć powrót do szarej rzeczywistości jeszcze na jakieś pół godzinki? Teoretycznie mogliby przejść się na spacer i nacieszyć się budzącą się powoli do życia naturą. Czyż zieleń nie robiła dobrze na oczy?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞