15.10.2024, 11:12 ✶
Odchodzę od Alice i staję sobie na boku, obserwując gości
Francuski wampir, dopisany nagle na listę gości na zabawie – Brenna może nie nienawidziła wampirów wieczną nienawiścią, ale wobec osób, które napędzał wieczny głód krwi, pozostawała trochę nieufna. Kolejna rzecz do przegródki „podejrzane” po dzisiejszym wieczorze.
Uśmiechnęła się tylko do Burke, całkiem normalnie, bez śladu chłodu w oczach, chociaż wychwyciła tę przerwę, słowo zmielone w ustach, „wilkołak” albo jakaś wariacja na ten temat, może niekoniecznie zbyt przyjemna. Czy to czasem bolało? Trochę, ale to nie tak, że Brenna nie rozumiała strachu – nawet jeżeli sama lubiła mawiać, że jej brat ma mały, futerkowy problem, nijak nie potrafiąc zobaczyć w Eriku potwora.
– Dzięki, gdybyście czegoś potrzebowali, dawaj znać. Tata by się mnie wyparł, jakbym powiedziała, że nie jestem na służbie, bo nie mam na sobie munduru – rzuciła, zanim przemieściła się, rozglądając pośród gości. Może ruszyłaby za młodym Yaxleyem, skoro sam odchodził od reszty, ale Erik już o tym chyba pomyślał, bo jeden z Brygadzistów ruszył za nim jak cień. Pilnowała, by na nikim nie zawieszać wzroku na dłużej, chociaż postarała się namierzyć Eden, najwyraźniej trzymającą się w pobliżu ojca, a potem niby to po drinka przeszła i w pobliżu Malfoya i Burke’a, ale nie zatrzymała się, nie spojrzała na nich nawet, nie chcąc przypadkiem ich alarmować. Stanęła potem gdzieś na skraju namiotu, udając że popija tego nieszczęsnego drinka (w istocie nie miała zamiaru go wypijać), i robiła dokładnie to, co robiłaby gdyby faktycznie była na służbie – ot zajęła się obserwowaniem, zwłaszcza że Atreus chwilowo zaczepił samą Ministrę Magii. Patrząc po tym, jak zachowywała się wobec Yaxleya na widowni, to pewnie przyciągnąłby jej uwagę skuteczniej, jakby był ze cztery lata młodszy…
Francuski wampir, dopisany nagle na listę gości na zabawie – Brenna może nie nienawidziła wampirów wieczną nienawiścią, ale wobec osób, które napędzał wieczny głód krwi, pozostawała trochę nieufna. Kolejna rzecz do przegródki „podejrzane” po dzisiejszym wieczorze.
Uśmiechnęła się tylko do Burke, całkiem normalnie, bez śladu chłodu w oczach, chociaż wychwyciła tę przerwę, słowo zmielone w ustach, „wilkołak” albo jakaś wariacja na ten temat, może niekoniecznie zbyt przyjemna. Czy to czasem bolało? Trochę, ale to nie tak, że Brenna nie rozumiała strachu – nawet jeżeli sama lubiła mawiać, że jej brat ma mały, futerkowy problem, nijak nie potrafiąc zobaczyć w Eriku potwora.
– Dzięki, gdybyście czegoś potrzebowali, dawaj znać. Tata by się mnie wyparł, jakbym powiedziała, że nie jestem na służbie, bo nie mam na sobie munduru – rzuciła, zanim przemieściła się, rozglądając pośród gości. Może ruszyłaby za młodym Yaxleyem, skoro sam odchodził od reszty, ale Erik już o tym chyba pomyślał, bo jeden z Brygadzistów ruszył za nim jak cień. Pilnowała, by na nikim nie zawieszać wzroku na dłużej, chociaż postarała się namierzyć Eden, najwyraźniej trzymającą się w pobliżu ojca, a potem niby to po drinka przeszła i w pobliżu Malfoya i Burke’a, ale nie zatrzymała się, nie spojrzała na nich nawet, nie chcąc przypadkiem ich alarmować. Stanęła potem gdzieś na skraju namiotu, udając że popija tego nieszczęsnego drinka (w istocie nie miała zamiaru go wypijać), i robiła dokładnie to, co robiłaby gdyby faktycznie była na służbie – ot zajęła się obserwowaniem, zwłaszcza że Atreus chwilowo zaczepił samą Ministrę Magii. Patrząc po tym, jak zachowywała się wobec Yaxleya na widowni, to pewnie przyciągnąłby jej uwagę skuteczniej, jakby był ze cztery lata młodszy…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.