15.10.2024, 11:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.10.2024, 11:44 przez Brenna Longbottom.)
– Na moment – zgodziła się, układając dłoń na jego ramieniu. I „na moment” nawet nie dlatego, że miała coś przeciwko chodzeniu po brzegu jeziora, nad którym w oddali majaczył zarys ukochanego zamku, a dlatego, że wolała nie odchodzić za daleko od terenu imprezy, na której… za kulisami chyba działy się rzeczy, których do końca nie rozumiała, a których konsekwencje mogły być poważne. I nawet kiedy szli, rozglądała się pośród gości, jakby liczyła, że zobaczą cokolwiek podejrzanego.
Jeżeli szło o nią, nie narzekałaby na przyjęcie – Brenna nie była wymagająca, równie dobrze umiała się bawić w kilka osób na ognisku, na wielkim balu, albo w takim, szykowanym klimacie – gdyby nie to, że słowa obu panien Malfoy postawiły ją na alarm. Nawet jeśli były to alarmy zupełnie innego rodzaju.
– Eden mnie nie cierpi – odparła szczerze na jego słowa. Też nie spodziewała się zobaczyć Lestrange na tamtej plaży: zdziwiło ją, że Millie zdecydowała się wprowadzić akurat Eden, ale nie pisnęła słowa, bo i w założeniu nie była to przecież impreza całkowicie zamknięta. A ona sama była tam z Atreusem.
Mogłaby się od odpowiedzi wywijać, nie kłamiąc, a zbywając ją żartem, rzucić coś wymijającego, jak często miewała w zwyczaju, zwłaszcza gdy ktoś pytał „ile dzisiaj spałaś” albo coś równie problematycznego. Ale nie chciała, a poza tym był aurorem i może sam zauważył na dzisiejszym przyjęciu coś, na co powinna zwrócić uwagę.
– Coś ją chyba zaniepokoiło. Nie wiem co, poprosiła po prostu, żebym miała oczy otwarte. A skoro za mną nie przepada, to chyba musiało być mocne. Będę wdzięczna, jeśli nie przekażesz tego dalej – stwierdziła w zamyśleniu, spoglądając w tył, ku sylwetkom przesuwającym się w pobliżu jasno oświetlonych namiotów. Jeśli Eden zaniepokoiło coś w zachowaniu własnej rodziny, to raczej nie chciałaby, aby wszyscy o tym wiedzieli. – Shafiq nie przyszedł, nikt nie wie, co właściwie dolega Avery, na imprezie jest francuski wampir, którego nikt się tu nie spodziewał, Brygada nie oczekuje kłopotów albo dobrze udają, że ich nie oczekują. Nie wyłapałam nic, co by sugerowało jakieś problemy.
Co innego Morpheus, ale o tym na razie nie miała pojęcia.
Jeżeli szło o nią, nie narzekałaby na przyjęcie – Brenna nie była wymagająca, równie dobrze umiała się bawić w kilka osób na ognisku, na wielkim balu, albo w takim, szykowanym klimacie – gdyby nie to, że słowa obu panien Malfoy postawiły ją na alarm. Nawet jeśli były to alarmy zupełnie innego rodzaju.
– Eden mnie nie cierpi – odparła szczerze na jego słowa. Też nie spodziewała się zobaczyć Lestrange na tamtej plaży: zdziwiło ją, że Millie zdecydowała się wprowadzić akurat Eden, ale nie pisnęła słowa, bo i w założeniu nie była to przecież impreza całkowicie zamknięta. A ona sama była tam z Atreusem.
Mogłaby się od odpowiedzi wywijać, nie kłamiąc, a zbywając ją żartem, rzucić coś wymijającego, jak często miewała w zwyczaju, zwłaszcza gdy ktoś pytał „ile dzisiaj spałaś” albo coś równie problematycznego. Ale nie chciała, a poza tym był aurorem i może sam zauważył na dzisiejszym przyjęciu coś, na co powinna zwrócić uwagę.
– Coś ją chyba zaniepokoiło. Nie wiem co, poprosiła po prostu, żebym miała oczy otwarte. A skoro za mną nie przepada, to chyba musiało być mocne. Będę wdzięczna, jeśli nie przekażesz tego dalej – stwierdziła w zamyśleniu, spoglądając w tył, ku sylwetkom przesuwającym się w pobliżu jasno oświetlonych namiotów. Jeśli Eden zaniepokoiło coś w zachowaniu własnej rodziny, to raczej nie chciałaby, aby wszyscy o tym wiedzieli. – Shafiq nie przyszedł, nikt nie wie, co właściwie dolega Avery, na imprezie jest francuski wampir, którego nikt się tu nie spodziewał, Brygada nie oczekuje kłopotów albo dobrze udają, że ich nie oczekują. Nie wyłapałam nic, co by sugerowało jakieś problemy.
Co innego Morpheus, ale o tym na razie nie miała pojęcia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.