15.10.2024, 13:29 ✶
Ona cię nie potrzebuje zawiodłeś Pozwoliłeś, żeby prąd zniósł cię od Ziemi - głosi kw głowie stał się bardziej natarczywy.
Ale czy nie miał racji? Zamiast móc ja zobaczyć i dotknąć miał przed sobą chłodną powłokę drzwi. Zacisnął zęby nie chcąc ufać temu co mówi mu głos w jego głowie, on chciał tylko żeby nurzał się w głębinie żałości. Nie mógł poddać się rozmyśleniom, musiał skupić się na tu i teraz, na chwili bieżącej i tym co istotne.
Zacisnął powieki przykładając dłoń do drewna i powoli opierając o nie czoło. Nie wiedział czego oczekiwał, że poczeka na niego za drzewiami kuchni? Że jak tylko go usłyszy to poczeka i wpuści do siebie? Ale czy naprawdę chciała być sama?
- Nie kłam - powiedział wprost w drzwi - tamę oddzielającą Staw od Ziemi. Samotność była pustką - pustka bolała. Tylko czy zdoła zapełnić jej pustkę czy nie będzie jedynie kroplą w morzu potrzeb? Nie wiedział, choć głos w jego głowie mówił mu: jesteś dla niej nikim. Nie chciał jej zostawiać samej, czuł że kłamała, chciał aby kłamała, bo gdyby mówiła prawdę mielizna, która pojawiła się pod jego stopami zmieniłaby się w bezkresną toń.
- Nie odejdę - dodał jeszcze czując przypływ sił, był gotów się poddać, zgodzić się ze swoją porażką, odejść i nurzać się w żałości, że nie był w stanie jej ochronić. Ale nie mógł, nie kiedy widział je ból. - Pozwól mi zabrać twój ból, podziel się nim by stał się lżejszy - miał ją chronić, miał jej zapewnić bezpieczeństwo, gdyby mógł wziąłby na nią cały jej ból, przyjął bez chwili wahania, aby mogła być wolna. Gdyby tylko mógł... Tak samo jak wiedział, że nie może zamilknąć, chciał żeby wiedziała, że tutaj jest, że pamiętał.
- Przyniosłem ci żonkile - powiedział zgodnie z prawdą, od czasu rozmowy z Norą nosił zabezpieczony zaklęciem bukiet tych kwiatów w swojej torbie. Mówienie było łatwe, mógł udawać, że mówi do siebie i mówić prosto ze swojego dziurawego serca. - Samotność męczy, samotność boli. Pozwól mi cię przed nią ochronić...
Ale czy nie miał racji? Zamiast móc ja zobaczyć i dotknąć miał przed sobą chłodną powłokę drzwi. Zacisnął zęby nie chcąc ufać temu co mówi mu głos w jego głowie, on chciał tylko żeby nurzał się w głębinie żałości. Nie mógł poddać się rozmyśleniom, musiał skupić się na tu i teraz, na chwili bieżącej i tym co istotne.
Zacisnął powieki przykładając dłoń do drewna i powoli opierając o nie czoło. Nie wiedział czego oczekiwał, że poczeka na niego za drzewiami kuchni? Że jak tylko go usłyszy to poczeka i wpuści do siebie? Ale czy naprawdę chciała być sama?
- Nie kłam - powiedział wprost w drzwi - tamę oddzielającą Staw od Ziemi. Samotność była pustką - pustka bolała. Tylko czy zdoła zapełnić jej pustkę czy nie będzie jedynie kroplą w morzu potrzeb? Nie wiedział, choć głos w jego głowie mówił mu: jesteś dla niej nikim. Nie chciał jej zostawiać samej, czuł że kłamała, chciał aby kłamała, bo gdyby mówiła prawdę mielizna, która pojawiła się pod jego stopami zmieniłaby się w bezkresną toń.
- Nie odejdę - dodał jeszcze czując przypływ sił, był gotów się poddać, zgodzić się ze swoją porażką, odejść i nurzać się w żałości, że nie był w stanie jej ochronić. Ale nie mógł, nie kiedy widział je ból. - Pozwól mi zabrać twój ból, podziel się nim by stał się lżejszy - miał ją chronić, miał jej zapewnić bezpieczeństwo, gdyby mógł wziąłby na nią cały jej ból, przyjął bez chwili wahania, aby mogła być wolna. Gdyby tylko mógł... Tak samo jak wiedział, że nie może zamilknąć, chciał żeby wiedziała, że tutaj jest, że pamiętał.
- Przyniosłem ci żonkile - powiedział zgodnie z prawdą, od czasu rozmowy z Norą nosił zabezpieczony zaklęciem bukiet tych kwiatów w swojej torbie. Mówienie było łatwe, mógł udawać, że mówi do siebie i mówić prosto ze swojego dziurawego serca. - Samotność męczy, samotność boli. Pozwól mi cię przed nią ochronić...