15.10.2024, 14:02 ✶
— Ach, myślałam o pracy w domu mody Rosierów ale... — "ale większość Rosierów to snobistyczne dupki, które pewnie nawet nie mają pojęcia kim jest Mary Quant" cisnęło jej się na usta. Nie mogła jednak tak powiedzieć w towarzystwie, zwłaszcza, że pan Shafiq reklamował ubrania domu mody. — Ale póki co wolałabym raczej poznawać nowe miejsca, w poszukiwaniu inspiracji. — miała nadzieję, że ta odpowiedź będzie dla nich satysfakcjonująca, bo w gruncie rzeczy była zgodna z prawdą. Electra nie mogła odmówić Rosierom talentu krawieckiego; ich kreacje potrafiły zapierać dech w piersiach. Dziewczynie najbardziej przeszkadzało skostniałe podejście do mody, jakie prezentowała ta część rodziny (nie wspominając o tym, że część kuzynów miała zdecydowanie wygórowane mniemanie o sobie). Prewettówna sama czerpała najwięcej inspiracji z mody ulicznej, a zwłaszcza z różnych młodzieżowych subkultur, co ani trochę nie pasowało do wizerunku luksusowej marki. Jeśli faktycznie miałaby kiedyś pracować jako projektantka, wolałaby szyć we własnym butiku na własnych zasadach.
— To prawda, teraz sporo jest ubrań z poliestru. Chociaż są też marki wykorzystujące materiały lepszej jakości, więc tak naprawdę wszystko zależy od sklepu. — wypiła kolejny łyk herbaty. — Fakt, nie mają dostępu do zaczarowanych materiałów, ale osobiście podziwiam, jak wiele oryginalnych kreacji potrafią stworzyć bez magii. — przecież samo uszycie sukni, która idealnie pasowałaby do figury modelki i podkreślała jej naturalne atuty, wymagało niezwykłego kunsztu. Czego Electra by nie oddała, żeby móc przymierzyć kreację od takiego Halstona albo Biby!
— Hmm, cóż. Nie jest to najprostsze, ale można się przyzwyczaić. — na początku rzeczywiście dziewczynie ciężko było udawać zwykłą mugolkę. Szybko jednak udało jej się dostosować, zwłaszcza kiedy poznała osoby o podobnych poglądach na życie. W pewnym sensie, pośród mugoli Prewettówna mogła być bardziej sobą niż wśród czarodziejów. Skoro nikt jej nie znał, nie musiała aż tak bardzo ukrywać swojej orientacji seksualnej ani częstych randek (było też mniejsze prawdopodobieństwo, że przez przypadek umówi się z jakimś dalszym krewnym). Zdecydowanie o wiele gorszym doświadczeniem od ukrywania magicznych zdolności, było trzymanie w sekrecie jej związku z Lesley. Serce Electry krajało się na myśl o tym, że musiała skrywać przed rodziną kogoś, kto dawał jej tyle radości.
Bo największym koszmarem dziewczyny było właśnie robienie czegoś wbrew sobie. I choć nie potrafiła wyobrazić sobie życia zupełnie bez magii, to mogła przeboleć te parę godzin dziennie, byle tylko poczuć się wolna na inny sposób.
Nawet teraz, pomimo lat wychowywania na "porządną czarownicę z dobrego domu", nie potrafiła powstrzymać swoich naturalnych odruchów by mówić, co jej ślina na język przyniesie i żywo przy tym gestykulować. Na razie na szczęście nikt nie zwrócił jej uwagi, a patrząc po zachowaniu Charlotte i Anthony'ego nie mogła podejrzewać, co dwójka starszych czarodziejów naprawdę o niej myślała.
Pytanie o początek znajomości z Jessiem trochę ją zaskoczyło. Czyżby chłopak nie wspomniał wcześniej wujkowi o tym, w jaki sposób się poznali? A może pan Shafiq miał już problemy z pamięcią? Tak czy siak, nie miała problemu, by opowiedzieć tę historię jeszcze raz. Jasper mógł zauważyć w oku Prewettówny znajomy błysk.
— Tak, tak. To był nasz pierwszy mecz i Jessie posłał tłuczka, który prawie zrzucił mnie z miotły. Prawie. — rzuciła przyjacielowi spojrzenie z udawanym wyrzutem. — Niestety, zaczęło padać więc musieliśmy przerwać grę. Ale nie mogłam tak po prostu zostawić tej akcji bez wyjaśnienia, więc złapałam Jaspera na korytarzu. A potem... jakoś tak wyszło, że zaproponowałam wspólne spotkanie z duchem. — w sumie sama nie pamiętała już, jak wtedy przeszli od sprzeczania się do wycieczki do nawiedzonej łazienki. Z perspektywy czasu, wydawało się to dość absurdalne. — Ostatecznie rozmowa z duchem nie była zbyt udana, a ja się rozchorowałam i nie mogłam grać w kontynuacji meczu. Ale najwyraźniej Jessiemu to nie przeszkadzało, bo przyszedł mnie odwiedzić w skrzydle szpitalnym. No i tak już zostało. — uśmiechnęła się do kolegi. Ona również najbardziej doceniała w ich przyjaźni to, że Kelly po prostu był i miała nadzieję, że zostanie już zawsze, niezależnie od tego, jak bardzo różne nie byłyby ich ścieżki życiowe.
Wtedy pod kanapę przydreptał Benji, a Electra absolutnie musiała podrapać pieska za uchem. Odstawiła więc pustą już filiżankę na stolik i pochyliła się zamaszyście. Zrobiła to jednak ze zbyt dużą energią, przez co jednocześnie zrzuciła swoją torebkę na podłogę. A że dziewczyna najwyraźniej nie nauczyła się zamykać torebki nawet po tym, jak skradziono jej portfel, ze środka wysypało się parę dziwnych rzeczy. Charlotte, Anthony i Jessie mieli więc okazję zobaczyć na własne oczy: szkicownik z projektami sukienek (niektóre były dość odważne), mugolskie prawo jazdy (wyrobione oczywiście na poczcie, bez zdawania kursu), zapalniczkę z (prawie) gołą babą, magazyn dla nastolatek oraz paczkę prezerwatyw. Prewettówna rzuciła się najpierw, żeby złapać zapalniczkę i na szczęście udało jej się to zrobić, zanim wieczko się otwarło i dywan pani Kelly został podpalony.
— To prawda, teraz sporo jest ubrań z poliestru. Chociaż są też marki wykorzystujące materiały lepszej jakości, więc tak naprawdę wszystko zależy od sklepu. — wypiła kolejny łyk herbaty. — Fakt, nie mają dostępu do zaczarowanych materiałów, ale osobiście podziwiam, jak wiele oryginalnych kreacji potrafią stworzyć bez magii. — przecież samo uszycie sukni, która idealnie pasowałaby do figury modelki i podkreślała jej naturalne atuty, wymagało niezwykłego kunsztu. Czego Electra by nie oddała, żeby móc przymierzyć kreację od takiego Halstona albo Biby!
— Hmm, cóż. Nie jest to najprostsze, ale można się przyzwyczaić. — na początku rzeczywiście dziewczynie ciężko było udawać zwykłą mugolkę. Szybko jednak udało jej się dostosować, zwłaszcza kiedy poznała osoby o podobnych poglądach na życie. W pewnym sensie, pośród mugoli Prewettówna mogła być bardziej sobą niż wśród czarodziejów. Skoro nikt jej nie znał, nie musiała aż tak bardzo ukrywać swojej orientacji seksualnej ani częstych randek (było też mniejsze prawdopodobieństwo, że przez przypadek umówi się z jakimś dalszym krewnym). Zdecydowanie o wiele gorszym doświadczeniem od ukrywania magicznych zdolności, było trzymanie w sekrecie jej związku z Lesley. Serce Electry krajało się na myśl o tym, że musiała skrywać przed rodziną kogoś, kto dawał jej tyle radości.
Bo największym koszmarem dziewczyny było właśnie robienie czegoś wbrew sobie. I choć nie potrafiła wyobrazić sobie życia zupełnie bez magii, to mogła przeboleć te parę godzin dziennie, byle tylko poczuć się wolna na inny sposób.
Nawet teraz, pomimo lat wychowywania na "porządną czarownicę z dobrego domu", nie potrafiła powstrzymać swoich naturalnych odruchów by mówić, co jej ślina na język przyniesie i żywo przy tym gestykulować. Na razie na szczęście nikt nie zwrócił jej uwagi, a patrząc po zachowaniu Charlotte i Anthony'ego nie mogła podejrzewać, co dwójka starszych czarodziejów naprawdę o niej myślała.
Pytanie o początek znajomości z Jessiem trochę ją zaskoczyło. Czyżby chłopak nie wspomniał wcześniej wujkowi o tym, w jaki sposób się poznali? A może pan Shafiq miał już problemy z pamięcią? Tak czy siak, nie miała problemu, by opowiedzieć tę historię jeszcze raz. Jasper mógł zauważyć w oku Prewettówny znajomy błysk.
— Tak, tak. To był nasz pierwszy mecz i Jessie posłał tłuczka, który prawie zrzucił mnie z miotły. Prawie. — rzuciła przyjacielowi spojrzenie z udawanym wyrzutem. — Niestety, zaczęło padać więc musieliśmy przerwać grę. Ale nie mogłam tak po prostu zostawić tej akcji bez wyjaśnienia, więc złapałam Jaspera na korytarzu. A potem... jakoś tak wyszło, że zaproponowałam wspólne spotkanie z duchem. — w sumie sama nie pamiętała już, jak wtedy przeszli od sprzeczania się do wycieczki do nawiedzonej łazienki. Z perspektywy czasu, wydawało się to dość absurdalne. — Ostatecznie rozmowa z duchem nie była zbyt udana, a ja się rozchorowałam i nie mogłam grać w kontynuacji meczu. Ale najwyraźniej Jessiemu to nie przeszkadzało, bo przyszedł mnie odwiedzić w skrzydle szpitalnym. No i tak już zostało. — uśmiechnęła się do kolegi. Ona również najbardziej doceniała w ich przyjaźni to, że Kelly po prostu był i miała nadzieję, że zostanie już zawsze, niezależnie od tego, jak bardzo różne nie byłyby ich ścieżki życiowe.
Wtedy pod kanapę przydreptał Benji, a Electra absolutnie musiała podrapać pieska za uchem. Odstawiła więc pustą już filiżankę na stolik i pochyliła się zamaszyście. Zrobiła to jednak ze zbyt dużą energią, przez co jednocześnie zrzuciła swoją torebkę na podłogę. A że dziewczyna najwyraźniej nie nauczyła się zamykać torebki nawet po tym, jak skradziono jej portfel, ze środka wysypało się parę dziwnych rzeczy. Charlotte, Anthony i Jessie mieli więc okazję zobaczyć na własne oczy: szkicownik z projektami sukienek (niektóre były dość odważne), mugolskie prawo jazdy (wyrobione oczywiście na poczcie, bez zdawania kursu), zapalniczkę z (prawie) gołą babą, magazyn dla nastolatek oraz paczkę prezerwatyw. Prewettówna rzuciła się najpierw, żeby złapać zapalniczkę i na szczęście udało jej się to zrobić, zanim wieczko się otwarło i dywan pani Kelly został podpalony.