15.10.2024, 14:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.10.2024, 17:20 przez Brenna Longbottom.)
– Nie? A myślałam, że łączy nas coś specjalnego – westchnęła Brenna z udawanym żalem. – Sądziłam, że Eden większość ludzi zupełnie ignoruje i nie obchodzi, a ja wzbudzam w niej irytację, więc to zawsze jakieś emocje, a tu się okazuje, że nie cierpi wszystkich…
Nie była pewna, co sama myśli o Eden Lestrange, z domu Malfoy. Nie przeszkadzała Brennie jej kolczastość – nie poruszały złośliwe uwagi, a determinacja, z jaką Eden próbowała wbijać szpilki Bren, wywoływała pewne rozbawienie. Nie czuła do niej ni grama antypatii, może nawet trochę Eden lubiła: a na pewno lubiła te słowne utarczki. Była to sympatia raczej powierzchowna, bo nie znały się bardzo dobre, teraz jednak podszyta dodatkowo pewnym zastanowieniem. Z powodu rozmowy o ciężkiej koronie - ze względu na to udzielone dziś ostrzeżenie.
– Się nie potknij po drodze, jak tak będziesz biegł, zgubisz jeszcze elfie uszy – odparła, przystając na brzegu jeziora, niezbyt daleko od terenu całej imprezy. To nie tak, że podejrzewała go, że pogna na wyścigi do Fortinbrasa, ale… po prostu chyba nie chciałaby, aby komukolwiek wspomniał o tej dziwnej rozmowie nawet mimochodem. Może Eden miała paranoję. A może faktycznie stało się coś dziwnego. I chociaż Brenna też nie nazwałaby zaufaniem tego, że Lestrange przyszła właśnie do niej, to i tak… po prostu chyba czułaby się źle, gdyby za wiele osób dowiedziało się o tym wyszeptanym ostrzeżeniu. – Wampir – przytaknęła. Ulegała tu z pewnością uprzedzeniom, ale skoro szukała czegoś podejrzanego, to wampir na widowni, który pojawił się nagle, i jeszcze przyjechał z obcego kraju, podejrzany się wydawał. – Wychodzi na to, że miał tutaj być, i to chyba z osobą towarzyszącą. Dwa puste krzesła. Myślałam, że mogą coś znaczyć, ale chyba po prostu mu coś wypadło, skoro przyszli Morpheus i Jonathan.
Spochmurniała na moment, gdy wspomniał o Moody. Jej akurat utrata stanowiska przez Harper była wybitnie nie na rękę – bo Brenna niewielu osobom ufała, że faktycznie nie staną po przeciwnej stronie, a Harper tak. Ale też ciężko było nie wiedzieć, że po Beltane coś jest nie tak. Na potencjalny awans brata niemal nie zareagowała – nie była zaskoczona, bo Erika ludzie lubili, dobrze się prezentował, miał za sobą parę spraw, był rozpoznawalny, a Brygadziści zwykle chętnie robili to, o co prosił. Jeżeli miałby go dostać, mogła mu tylko kibicować, ale nie to zaprzątało jej głowę.
– Mam nadzieję, że nie, jedyne, czego nam brakuje, to awansu dla takiego Chestera Rookwooda na przykład. – Który w tym dniu już nie żył: ale Brenna tego nie wiedziała, poza tym był dla niej zaledwie przykładem kogoś, kogo nie chciałaby widzieć na tak wysokim stanowisku. – Ministra ci o tym mówiła? Przyznaję, że po tej kampanii przeciwko Leachowi, trochę mnie dziwi, że po Beltane jawnie się tu pokazuje z Yaxleyem, który mógłby być jej synem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.