15.10.2024, 16:38 ✶
Czego tak naprawdę się spodziewał? Nie miał zielonego pojęcia, ale chyba nie tego, co brzmiało nieco paradoksalnie w tej sytuacji, że przed oczami zabłyśnie mi krwsita linia z żyłkami fioletu. Zdecydowanie nie udało mu ukryć do końca tej mieszaniny szoku i pewnego zniesmaczenia, które nie potrafił całkowicie zamaskować nawet wtedy, gdy Jean zaczął zbliżać się do nich, a potem... Odszedł.
Aha.
Eh, czemu Szekspir, w tym całym swoim geniuszu, nigdy nie wymyślił słowa, które jedynie za pomocą kilku sylab byłoby w stanie określić to co właśnie teraz przeżywał?
– To jest jakieś szaleństwo Morphy... Morphy? – Szybko przytrzymał Morpheusa, tak aby ten na pewno nie upadł i jeszcze szybciej zerknął za Jeana, aby upewnić się, że ten nic nie planuje. – Ziemia do Morheusa? Żyjesz? Co się stało?
Rozejrzał się za jakimś krzesłem, bo przecież na tym bankiecie musiało być chociaż jedno krzesło, gotowy zrzucić z niego nawet jakąś staruszkę (o ile była odpowiednio wredna, aby zrzucić ją z krzesła), ale najwyraźniej wypatrzony przedmiot jakby czekał na nich. Jonathan ostrożnie podprowadził do niego przyjaciela, gadając o wszystkim i niczym, tak by nie alarmować innych, że coś się wydarzyło i posadził na nim ich drużynowego Tejrezjasza.
– Proszę nie mów, że byłeś tak samo głupi jak ja i użyłeś na nim trzeciego oka, bo jeden z nas dzisiaj musi być tym mądrzejszym i jeśli ty nim nie będziesz, to ja będę musiał nim być, a bardzo nie chcę dzisiaj nim być.
Nić była czerwienią, w której pływał fiolet. Mylił się. Czerwień dalej tam była.
Aha.
Eh, czemu Szekspir, w tym całym swoim geniuszu, nigdy nie wymyślił słowa, które jedynie za pomocą kilku sylab byłoby w stanie określić to co właśnie teraz przeżywał?
– To jest jakieś szaleństwo Morphy... Morphy? – Szybko przytrzymał Morpheusa, tak aby ten na pewno nie upadł i jeszcze szybciej zerknął za Jeana, aby upewnić się, że ten nic nie planuje. – Ziemia do Morheusa? Żyjesz? Co się stało?
Rozejrzał się za jakimś krzesłem, bo przecież na tym bankiecie musiało być chociaż jedno krzesło, gotowy zrzucić z niego nawet jakąś staruszkę (o ile była odpowiednio wredna, aby zrzucić ją z krzesła), ale najwyraźniej wypatrzony przedmiot jakby czekał na nich. Jonathan ostrożnie podprowadził do niego przyjaciela, gadając o wszystkim i niczym, tak by nie alarmować innych, że coś się wydarzyło i posadził na nim ich drużynowego Tejrezjasza.
– Proszę nie mów, że byłeś tak samo głupi jak ja i użyłeś na nim trzeciego oka, bo jeden z nas dzisiaj musi być tym mądrzejszym i jeśli ty nim nie będziesz, to ja będę musiał nim być, a bardzo nie chcę dzisiaj nim być.
Nić była czerwienią, w której pływał fiolet. Mylił się. Czerwień dalej tam była.