15.10.2024, 20:51 ✶
Z Oleandrem, państwem Burke, widownia - wręcza wieniec Oleandrowi
Obdarzyła jeszcze wzrokiem Baldwina, któremu posłała delikatny, acz nieco spięty uśmiech.
- Pan Baldwin. Pan również potrafi przenieść człowieka w samo serce opowiadania. Sprawił pan, że na moment sceneria wokół mnie się zmieniła. Żałuję, że nie miał pan więcej czasu - powiedziała uprzejmie i chyba szczerze. Nic w jej postawie nie sugerowało, że miałaby na ten temat kłamać. Jednak jej uwaga była skupiona przede wszystkim na Oleandrze, którego musiała znać i w nim pokładać nadzieję. Zrobiła krok w stronę chłopaka. Jej napięcie było widoczne, jeżeli ktoś ją znał - być może dla nieznajomych mogła wydać się osobą, która miała kija w dupie i dlatego jej postawa była wyprostowana jak struna, niemalże sztywna jak krok, który zrobiła w stronę Oleandra.
Podobało jej się wyjaśnienie chłopaka, co skwitowała lekkim rozluźnieniem. Bardzo lubiła rozmawiać z artystami, bo czym innym było jej własne rozumienie utworów, a czym innym było usłyszenie tego z ust prawdziwego wirtuoza. Miała wrażenie, że artystyczne dusze były dużo bardziej wrażliwe od jej duszy. Ich oczy potrafiły dostrzegać to, co niedostrzegalne dla innych. Ona nie posiadła tego daru, była zbyt pragmatyczna. Oczywiście otrzymała odpowiednie wykształcenie, nie mogło być inaczej, przebywała wśród tego towarzystwa jednak zawsze miała wrażenie, że czegoś w jej sercu brakuje. Tej iskry, tej nuty, która sprawiłaby że naprawdę zrozumie.
- Oczywiście, mój drogi - odpowiedziała nieco sztywno, przyjmując laur, zdjęty z jego głowy. I chociaż chciała zacisnąć na nim dłonie, tak powstrzymała się, bo wiedziała, że delikatne liście mogą nie wytrzymać uścisku. - Do zobaczenia.
Jej wzrok przez krótką chwilę odprowadzał hrabiego, lecz szybko pochwycił państwo Burke, którzy najwyraźniej chcieli również złożyć laur na głowie Oleandra.
- Musisz mieć więcej wiary w siebie, Oleandrze. Twoje słowa są doskonałym dopełnieniem twojej muzyki - powiedziała wyraźnie rozluźniona. Na jej twarzy pojawił się spokój, którego brakowało, gdy obok nich znajdował się hrabia. Camille uniosła nieco laur, rozciągając pociągnięte krwistoczerwoną szminką usta. - Nie jestem pewna, czy doskonale oszlifowany diament da się poprawić, ale chciałabym, byś wiedział, że dla mnie błyszczysz w tej chwili najbardziej.
Powiedziała miękko, tak samo delikatnie jak składała w tej chwili laur na jego skroniach. Zanim zrobi to pani Burke, którą ewidentnie Camille chciała ubiec.
- Państwo Burke! Niezmiernie miło mi państwa widzieć - powiedziała, rzucając jeszcze jedno, nerwowe spojrzenie w stronę pustych krzeseł - miejsca, do którego udał się hrabia.