19.01.2023, 13:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2023, 13:45 przez Brenna Longbottom.)
Takie wyzwania do siedzib rodów czystej krwi nie zdarzały się często, a przynajmniej nie zdarzały się Brennie. Rodziny takie jak Shafiq zwykle miały dość pieniędzy, aby zadbać o ochronę swoich skarbów i już samo to w jej oczach wskazywało na to, że albo złodziej był naprawdę utalentowany, albo miał wiele szczęścia, albo... powiązania z samą rodziną.
Intrygowało ją też, czy złodziejaszek przypadkiem nie wiedział o kamieniu więcej niż sami Shafiqowie, skoro połasił się właśnie na niego, a sama rodzina nie była pewna, jakie dokładnie miał właściwości. Na razie Brenna nie robiła jednak zbyt wielu założeń. I nawet w jej umyśle, wiecznie doszukującym się najczarniejszych scenariuszy, nie powstała ani jedna myśl o powiązaniu tej kradzieży z nadchodzącym Beltaine. Przed wyjściem za to zapakowała do przepastnej kieszeni płaszcza pudełeczko świec.
Cenny artefakt to raz. Dwa, chodziło o wpływowy ród. Brenna zawsze się starała w takich przypadkach, ale w tym wiedziała, że jeżeli zawalą, dowództwo je obwiesi. Już to, że na miejsce posyłano widmowidzkę i brygadzistkę ze słynnym nosem Bonesów wiele mówiło
Gdy zbliżyła się do posiadłości, nie od razu popędziła do drzwi. Najpierw przyjrzała się murowi, sprawdzając, czy istniały łatwe drogi jego pokonania inaczej niż za pomocą magii. Zerknęła na sąsiednie budynki i dom na przeciwko, pod kątem tego, z których okien dało się obserwować jeśli nie dom Shafiqów, to mury posiadłości. Same okna posiadłości rodu też stały się przedmiotem jej uwagi, podobnie jak balkony i same drzwi.
Nie zarzucała na razie Mavelle swoimi przemyśleniami. Przywitała lokaja i ruszyła za nim na spotkanie z panem domu.
- Panie Shafiq. Brenna Longbottom, Detektyw Brygady, Mavelle Bones, Brygadzistka - przedstawiła je obie uprzejmie. W takich sytuacjach nie mogła występować w swojej ulubionej roli dużo gadającego pajaca. - Przysłano nas, żebyśmy obejrzały miejsce kradzieży oraz z państwem porozmawiały.
Miała całą listę pytań, którą chciała mu zadać, a na przód wybijało się pięć. Powstrzymała się jednak, bo nie wypadało wyskakiwać z nimi tak na wejściu, zanim pan domu choćby się odezwał.
Intrygowało ją też, czy złodziejaszek przypadkiem nie wiedział o kamieniu więcej niż sami Shafiqowie, skoro połasił się właśnie na niego, a sama rodzina nie była pewna, jakie dokładnie miał właściwości. Na razie Brenna nie robiła jednak zbyt wielu założeń. I nawet w jej umyśle, wiecznie doszukującym się najczarniejszych scenariuszy, nie powstała ani jedna myśl o powiązaniu tej kradzieży z nadchodzącym Beltaine. Przed wyjściem za to zapakowała do przepastnej kieszeni płaszcza pudełeczko świec.
Cenny artefakt to raz. Dwa, chodziło o wpływowy ród. Brenna zawsze się starała w takich przypadkach, ale w tym wiedziała, że jeżeli zawalą, dowództwo je obwiesi. Już to, że na miejsce posyłano widmowidzkę i brygadzistkę ze słynnym nosem Bonesów wiele mówiło
Gdy zbliżyła się do posiadłości, nie od razu popędziła do drzwi. Najpierw przyjrzała się murowi, sprawdzając, czy istniały łatwe drogi jego pokonania inaczej niż za pomocą magii. Zerknęła na sąsiednie budynki i dom na przeciwko, pod kątem tego, z których okien dało się obserwować jeśli nie dom Shafiqów, to mury posiadłości. Same okna posiadłości rodu też stały się przedmiotem jej uwagi, podobnie jak balkony i same drzwi.
Nie zarzucała na razie Mavelle swoimi przemyśleniami. Przywitała lokaja i ruszyła za nim na spotkanie z panem domu.
- Panie Shafiq. Brenna Longbottom, Detektyw Brygady, Mavelle Bones, Brygadzistka - przedstawiła je obie uprzejmie. W takich sytuacjach nie mogła występować w swojej ulubionej roli dużo gadającego pajaca. - Przysłano nas, żebyśmy obejrzały miejsce kradzieży oraz z państwem porozmawiały.
Miała całą listę pytań, którą chciała mu zadać, a na przód wybijało się pięć. Powstrzymała się jednak, bo nie wypadało wyskakiwać z nimi tak na wejściu, zanim pan domu choćby się odezwał.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.