16.10.2024, 01:11 ✶
Jonathan rozejrzał się po wnętrzu, jeszcze raz próbując podejść do całego wystroju z krytycznym okiem. Mona niewątpliwe mu schlebiała i no cóż... Jej słowa były prawdziwe, bo przecież kto jak kto, ale on doskonale znał się na tego typu rzeczach, ale jednak wolał zawsze się upewnić. Przecież nie będzie tematem plotek tylko dlatego, że wybrał nieodpowiedni kolor mebli!
– Dziękuję ci moja droga. Rzeczywiście fotele są podobne, chociaż jeśli dobrze się przyjrzysz im wykończeniom, zobaczysz, że są nieco inne, niż te u was. Zresztą mają jeszcze jedną różnicę i nie jestem jej pewny, ale rozumiem, że tak po prostu, gdy stoją są dobre?
Jonathan posłał kuzynce ciepły uśmiech. Nigdy nie rozumiał zamiłowania Mony do bardziej prowincjonalnych klimatów, on wychowany w centrum Londynu od samego dzieciństwa, ale potrafił się domyśleć, że to wszystko musiało być dla niej dużą zmianą, zwłaszcza po tym co tę zmianę stylu życia wywołało. Może też dlatego, tak chętnie zapraszał ją do siebie i może też dlatego, trochę zwlekał z zaproszeniem jej na duże zakupy ubraniowe w obawie, że jeszcze jego entuzjazm wobec tego, co było modne, a co nie, nieco przygasi jej humor. Chociaż ostatnio u Rosierów widział świetny jesienny płaszcza w kolorze ciemnej zieleni, który idealnie pasowałby do czarownicy I... I chyba Mona jednak nie uniknie z nim zakupów. Chociaż trzeba było przyznać, że czarownica, to było rodzinne, i tak miała naprawdę dobry gust, a sam Jonathan nigdy nie kręcił nosem na to w czym przychodziła ubrana. A przecież były takie osoby, którym wciskał inny szalik na do widzenia, uznawszy że ten, w którym przyszli absolutnie nie nadawał się do pokazywania się publicznie.
– Oh Mono, ciężko mi doradzić, kiedy to ma być twój mural, a nie mój – odpowiedział z uśmiechem. – Może smoki? Walijski krajobraz? Ilustracja którejś z walijskich baśni? Coś bardziej nowoczesnego? Albo po prostu ładnie napisany napis? Ja stawiam, tak że ty pomysł tylko o tym co chciałabyś zobaczyć na ścianie w swoim mieszkaniu i nie przejmuj się jeśli ci się kiedyś znudzi. – Chciał jej jakoś pomóc zadomowić się w nowym miejscu, zwłaszcza że, nawet jeśli ich nazwiska widniały na tym samym szczeblu drzewa genealogicznego, to ze względu na różnicę wieku czuł się bardziej, jak jej wujek, który wybaczył jej nawet to, że kiedyś rzuciła błotem w jego nową koszulę od Rosierów. Poza tym Mona, ze swoją inteligencją i uporem godnym smoków, naprawdę miała potencjał by rozbłysnąć jako nowa gwiazdą Ministerstwa Magii i Selwyn zamierzał ją w tym wspierać. – A co do mieszkania, to może daj mu jeszcze trochę czasu?
Gdyby nie to, że spędził lata w polityce, doskonaląc ukrywanie niektórych emocji, na wspomnienie romansów niewątpliwie by się skrzywił. Romanse... Powinien opowiedzieć o tym jak strzelali do niego i Charlotte, a oni potem się pocałowali, czy może o koszmarach towarzyszczących mu w nocy od momentu dostania listu od pewnego wampirzego kochanka? Uśmiechnął się.
– Obawiam się, że ostatnio moje życie oscyluje głównie wokół Kambodży, do której nawet nie jadę – zaśmiał się cicho. – Mamy na tyle dużo zamieszania w pracy, że randki musiały zejść na dalszy plan. Zresztą mniejszą o to. Muszę ci jeszcze coś pokazać a propos foteli, bo widzisz... – Tu Jonathan chwycił różdżkę i za pomocą jednego machnięcia włączył muzykę ze stojącego nieopodal gramofonu, a potem zaklaskał. Skoczna melodią wypełniła cały salon, a fotele... A fotele zaczęły powoli podrygiwać do rytmu, tak że po chwili całkiem zgrabnie, jak na swoje możliwości, tańczyły. Jonathan przygryzł usta.
– I właśnie tego nie jestem pewny. Są ładne, ale trochę się boję, że tańczące meble jednak niebezpiecznie zahaczają o kicz. W każdym razie, a może to masz coś do powiedzenia o swoich romansach?
– Dziękuję ci moja droga. Rzeczywiście fotele są podobne, chociaż jeśli dobrze się przyjrzysz im wykończeniom, zobaczysz, że są nieco inne, niż te u was. Zresztą mają jeszcze jedną różnicę i nie jestem jej pewny, ale rozumiem, że tak po prostu, gdy stoją są dobre?
Jonathan posłał kuzynce ciepły uśmiech. Nigdy nie rozumiał zamiłowania Mony do bardziej prowincjonalnych klimatów, on wychowany w centrum Londynu od samego dzieciństwa, ale potrafił się domyśleć, że to wszystko musiało być dla niej dużą zmianą, zwłaszcza po tym co tę zmianę stylu życia wywołało. Może też dlatego, tak chętnie zapraszał ją do siebie i może też dlatego, trochę zwlekał z zaproszeniem jej na duże zakupy ubraniowe w obawie, że jeszcze jego entuzjazm wobec tego, co było modne, a co nie, nieco przygasi jej humor. Chociaż ostatnio u Rosierów widział świetny jesienny płaszcza w kolorze ciemnej zieleni, który idealnie pasowałby do czarownicy I... I chyba Mona jednak nie uniknie z nim zakupów. Chociaż trzeba było przyznać, że czarownica, to było rodzinne, i tak miała naprawdę dobry gust, a sam Jonathan nigdy nie kręcił nosem na to w czym przychodziła ubrana. A przecież były takie osoby, którym wciskał inny szalik na do widzenia, uznawszy że ten, w którym przyszli absolutnie nie nadawał się do pokazywania się publicznie.
– Oh Mono, ciężko mi doradzić, kiedy to ma być twój mural, a nie mój – odpowiedział z uśmiechem. – Może smoki? Walijski krajobraz? Ilustracja którejś z walijskich baśni? Coś bardziej nowoczesnego? Albo po prostu ładnie napisany napis? Ja stawiam, tak że ty pomysł tylko o tym co chciałabyś zobaczyć na ścianie w swoim mieszkaniu i nie przejmuj się jeśli ci się kiedyś znudzi. – Chciał jej jakoś pomóc zadomowić się w nowym miejscu, zwłaszcza że, nawet jeśli ich nazwiska widniały na tym samym szczeblu drzewa genealogicznego, to ze względu na różnicę wieku czuł się bardziej, jak jej wujek, który wybaczył jej nawet to, że kiedyś rzuciła błotem w jego nową koszulę od Rosierów. Poza tym Mona, ze swoją inteligencją i uporem godnym smoków, naprawdę miała potencjał by rozbłysnąć jako nowa gwiazdą Ministerstwa Magii i Selwyn zamierzał ją w tym wspierać. – A co do mieszkania, to może daj mu jeszcze trochę czasu?
Gdyby nie to, że spędził lata w polityce, doskonaląc ukrywanie niektórych emocji, na wspomnienie romansów niewątpliwie by się skrzywił. Romanse... Powinien opowiedzieć o tym jak strzelali do niego i Charlotte, a oni potem się pocałowali, czy może o koszmarach towarzyszczących mu w nocy od momentu dostania listu od pewnego wampirzego kochanka? Uśmiechnął się.
– Obawiam się, że ostatnio moje życie oscyluje głównie wokół Kambodży, do której nawet nie jadę – zaśmiał się cicho. – Mamy na tyle dużo zamieszania w pracy, że randki musiały zejść na dalszy plan. Zresztą mniejszą o to. Muszę ci jeszcze coś pokazać a propos foteli, bo widzisz... – Tu Jonathan chwycił różdżkę i za pomocą jednego machnięcia włączył muzykę ze stojącego nieopodal gramofonu, a potem zaklaskał. Skoczna melodią wypełniła cały salon, a fotele... A fotele zaczęły powoli podrygiwać do rytmu, tak że po chwili całkiem zgrabnie, jak na swoje możliwości, tańczyły. Jonathan przygryzł usta.
– I właśnie tego nie jestem pewny. Są ładne, ale trochę się boję, że tańczące meble jednak niebezpiecznie zahaczają o kicz. W każdym razie, a może to masz coś do powiedzenia o swoich romansach?