16.10.2024, 08:30 ✶
Florence stała spokojnie, gdy kapłanka wprawnie rysowała symbol – a potem skłoniła się lekko, w podziękowaniu. Była wytrącona z równowagi, całą tą sytuacją, dla Bulstrode bardzo niespodziewaną, obawą o Geraldine, ale i tym, co spotkało mieszkańców wioski, nie zamierzała jednak okazywać niewdzięczności. Obojętnie, jakie stały za tym przyczyny, czy chodziło o rozpaczliwe pragnienie pozbycia się Thorana, czy o czarujący uśmiech Erika, była im przychylna i dzieliła się informacjami.
– Narysujcie ten symbol na czołach. Uwaga, on zapewnia pewną ochronę, ale to wciąż za mało. W mojej ocenie powinniście wrócić do wioski. Rozmawiamy z miejscową kapłanką, ta historia się powtarza, a ta istota jest z tobą związana – poinformowała Florence do lusterka, gdy ustawiła je już w odpowiedniej pozycji, by mogli dobrze widzieć rysunek z papieru. Na jego opis i symbolikę zerknęła przelotnie, czy nie było tam czegoś, co koniecznie powinna przekazać. A potem zabrała się do przeszukiwania map, lusterko chwilowo odkładając, dając reszcie czas na narysowanie run.
– Przykro mi, siostro – powiedziała, bo i faktycznie było jej żal tej Abigail, która stała się ofiarą cudzej nieostrożności i własnego strachu. Nie był to żal dominujący: w szpitalu Florence widziała już wiele cierpienia i nauczyła się utrzymywać na powierzchni jego morza. Istniał jednak – bo wbrew pozorom nie miała serca z lodu. – Jak pewnie słyszałaś przed chwilą, ta historia się powtórzyła. Moja przyjaciółka oświadczyła mi pewnego dnia, że człowiek, który mnie zaatakował, to jej brat bliźniak. Problem w tym, że znam ją od kilkunastu lat, a nie znam jej bliźniaka. Okazało się, że jej ojciec również upiera się, że to nie jego syn, chociaż inni doskonale go pamiętają. Zaczęła badać sprawę i odkryła, że to potwór – stwierdziła, a potem jej spojrzenie zatrzymało się na miejscu oznaczonym na mapie.
Odetchnęła.
List do Geraldine na pewno napisał Thoran – to nie ulegało wątpliwości. Florence zakładała jednak, że faktycznie podał miejsce, w którym przebywa, bowiem… chciał ją pożreć. Musiał ją dostać w swoje ręce i pewnie oczekiwał też, że przyjdzie sama. Geraldine w końcu lubiła działać w pojedynkę. Ale albo kapłanka czegoś nie dopatrzyła, albo zwabił ją do innego miejsca niż to, o czym ta mówiła: i Florence zakładała, że chodzi o to drugie.
– To miejsce – podjęła, unosząc mapę i wskazując na X. – Tam podobno teraz przebywa ta istota, i wierzę w to nawet, bo chce pochłonąć Geraldine. Zakładam, że nie jest to ta sama lokacja, w której go zapieczętowano. Powinniśmy wiedzieć coś o niej?
– Narysujcie ten symbol na czołach. Uwaga, on zapewnia pewną ochronę, ale to wciąż za mało. W mojej ocenie powinniście wrócić do wioski. Rozmawiamy z miejscową kapłanką, ta historia się powtarza, a ta istota jest z tobą związana – poinformowała Florence do lusterka, gdy ustawiła je już w odpowiedniej pozycji, by mogli dobrze widzieć rysunek z papieru. Na jego opis i symbolikę zerknęła przelotnie, czy nie było tam czegoś, co koniecznie powinna przekazać. A potem zabrała się do przeszukiwania map, lusterko chwilowo odkładając, dając reszcie czas na narysowanie run.
– Przykro mi, siostro – powiedziała, bo i faktycznie było jej żal tej Abigail, która stała się ofiarą cudzej nieostrożności i własnego strachu. Nie był to żal dominujący: w szpitalu Florence widziała już wiele cierpienia i nauczyła się utrzymywać na powierzchni jego morza. Istniał jednak – bo wbrew pozorom nie miała serca z lodu. – Jak pewnie słyszałaś przed chwilą, ta historia się powtórzyła. Moja przyjaciółka oświadczyła mi pewnego dnia, że człowiek, który mnie zaatakował, to jej brat bliźniak. Problem w tym, że znam ją od kilkunastu lat, a nie znam jej bliźniaka. Okazało się, że jej ojciec również upiera się, że to nie jego syn, chociaż inni doskonale go pamiętają. Zaczęła badać sprawę i odkryła, że to potwór – stwierdziła, a potem jej spojrzenie zatrzymało się na miejscu oznaczonym na mapie.
Odetchnęła.
List do Geraldine na pewno napisał Thoran – to nie ulegało wątpliwości. Florence zakładała jednak, że faktycznie podał miejsce, w którym przebywa, bowiem… chciał ją pożreć. Musiał ją dostać w swoje ręce i pewnie oczekiwał też, że przyjdzie sama. Geraldine w końcu lubiła działać w pojedynkę. Ale albo kapłanka czegoś nie dopatrzyła, albo zwabił ją do innego miejsca niż to, o czym ta mówiła: i Florence zakładała, że chodzi o to drugie.
– To miejsce – podjęła, unosząc mapę i wskazując na X. – Tam podobno teraz przebywa ta istota, i wierzę w to nawet, bo chce pochłonąć Geraldine. Zakładam, że nie jest to ta sama lokacja, w której go zapieczętowano. Powinniśmy wiedzieć coś o niej?