Mężczyzna uważnie patrzył na twarz Geraldine, kiedy ta oglądała podany nóż myśliwski. Naturalnie był zadowolony ze swojej pracy i był przekonany, że jest najwyższej jakości. Jednak nie przeszkadzało mu to w otrzymaniu od czasu do czasu pochwały swojej pracy. Nie chodziło tu o powierzchowne poklepanie po plecach, bo to było w rzeczywistości umiarkowanie nobilitujące. Błysk w oku nabywcy, czyste cięcie miecza i klient wracający do zakładu. To były prawdziwe pochwały rzemieślnika.
- Zajmie to dosłownie chwilę. - Mrugnął z uśmiechem zadowolony, że może się popisać swoim kunsztem. Przez chwilę musiał się zastanowić, czy potrzebuje się udać schodami na górę czy w dół. Szybko jednak przypomniał sobie gdzie znajdują się potrzebne materiały.
Na wieść, że kobieta jest łowczynią potworów Calas kiwnął ze zrozumieniem głową. Nie odezwał sie od razu. Jednak w jego głowie zaczęła się dosyć gorączkowa gonitwa myśli. Tok rozumowania był bardzo prosty. Magiczne potwory równały się z egzotycznymi materiałami, a te, z luksusowymi produktami. Praca nad takimi to sama gratka, no i nie zapominajmy o drobnostce jakim była sowita zapłata. Uznaniem w oku klienta trudno było się najeść.
- Można? - Wystawił rękę po rzeczony sztylet, a gdy go dostał dodał. - Zaraz wracam, niecały kwadrans. - Rzucił i z pośpiechem niemal zleciał po schodach na dolne piętro.
Od razu skierował się do stołu z narzędziami i po owinięciu ostrza w szmatkę umocował je w imadle. Machnięciem różdżki przywołał kilka potrzebnych narzędzi takich jak dłuta czy młoteczki. Sprawnym ruchem ręki pozbył się praworęcznej rękojeści i oczyścił ujawniony metal. Kolejny ruch ręki przywołał z magazynu prefabrykat leworęcznej rączki. Jego ręce, wspierane przez lewitujące wokół niego pozostałe narzędzia, pracowały w zawrotnym tempie. Głównym paliwem do tak żarliwej pracy była wizja współpracy z łowczynią. Zabezpieczenie logistyczne było podstawa dobrze funkcjonującego zakładu pracy.
- Skłamałem, dokładnie kwadrans. - Powiedział wchodząc po schodach i patrząc na zegar na ścianie. Nie podobało mu się to bardziej niż powinno. Wolał gdy dotrzymywał obietnic, nawet jak były drobne i niedorzeczne. Lekko zdyszany podszedł trzymając w ręku broń zawiniętą w materiał. Podał ponownie nóż rękojeścią do przodu, tym razem leworęczną. - Mam nadzieję, że dobrze leży w ręce. - Gdy Yaxley wzięła sztylet, rzucił z uśmiechem wycierając zroszone czołą tą samą szmatką.
- Słuchaj, wydaje mi się, że moglibyśmy wejść w jakiś układ. - Kowal nie należał do najbardziej cierpliwych ludzi. - Dam ci ten nóż, jako próbkę i jeśli… przypadkiem… - Zatrzymał się dla efektu. - Weszłabyś w posiadanie jakiś ciekawych materiałów, na przykład jakiś ząb czy róg. Z radością przerobię je na coś interesującego. - Podniósł ręce do góry nie dając szansy na odpowiedź. - Nie musisz teraz decydować, ale jak coś… to coś. - Zakończył z uśmiechem i podał jej rękę.