16.10.2024, 22:23 ✶
Charlie czuł się swobodnie przy Scylli nawet pomimo początkowej niepewności i późniejszych gaf. Dziewczyna zdawała się jednak przepuszczać każde jego potknięcie, jakby było niczym. Tego typu cierpliwość i wyrozumiałość dobrze wróżyła na przyszłość.
- Będę cię wyczekiwał. - Obiecał, na niepewność dziewczęcia odpowiadając kolejnym ciepłym uśmiechem. Nieco różnił się od swojej rodziny, bo jego uśmiech sięgał oczu, tańcząc iskierkami w ciemnym spojrzeniu, a intencje były czyste i szczere, gdy nie zdążył jeszcze być splamiony przez zło i rodzinne ciemne interesy. Poza tym, któż nie chciałby po raz kolejny spotkać takiej słodkiej dziewczyny?
Żywica mieszała się z proszkiem estragonu, uwalniając więcej aromatów. Świeży, cytrusowy zapach wypełnił zmysły z siłą, która odpychała wszystko inne. Charles nie pozwolił jednak, by woń wypchnęła z jego myśli dzisiejsze towarzystwo.
- Ten dar potrafi być przekleństwem, nie mylę się? - Podpytał. - Nie potrafię sobie tego wyobrazić, ale chciałbym zrozumieć. Te wizje... przychodzą często? Jak to jest, gdy masz wizję? - Pytał, mieszając miksturę w miseczce, nie chcąc, by ta zgęstniała nim składniki połączą się odpowiednio. - Nie musisz mi mówić, jeśli nie chcesz. Nie musimy o tym rozmawiać. - Podkreślił szybko, nie chcąc zmuszać jej do przeżywania czegoś, co może być przykre. Z drugiej strony wiedział, jak ważne czasami jest wygadanie się, nawet jeśli nie miał pojęcia, czy jest właściwą do zwierzeń osobą. Przecież w ogóle się nie znali.
I chociaż starał się uratować temat czystości krwi, podkreślając, że to nie jest tak ważne, jak w istocie było, poczuł, że poniósł klęskę, a dziewczę tylko bardziej się zestresowało. Kolejny raz poczuł ucisk w klatce, tym razem z zupełnie innych powodów. Nie powinien jej zasmucać. Kto chciałby zasmucać taką osóbkę?
- W takim razie można uznać, że jesteś czystej krwi? - Zaproponował, bo chociaż fakt, iż Greybackowie nie byli nazywani czystokrwistymi mierził go jak kamień w bucie, to nie zamierzał kłócić się z jej logiką. Szlachta czarodziejska, z której się wywodził, miała swoje zasady i rodzina Scylli musiała w jakiś sposób od nich odstawać, skoro zostali nazwani półkrwi. Charlie nie miał pojęcia, co musieli zrobić, nie znał większości czystokrwistych rodów Anglii i przeszłości. - Chociaż... nieoficjalnie. - Dodał, posyłając jej ten sam ciepły uśmiech, gdy tylko na niego spojrzała. Chciał podtrzymać ją na duchu. - Niechęć do mugoli, czy to nie typowo czystokrwiste podejście? - Dodał. Zganił sam siebie za swoje pytania, które tak zestresowały koleżankę. Musiał teraz naprawić sytuację. - Wszystko wskazuje na to, że jesteś czystokrwista.
Zostawił swoją robótkę, pozwalając żywicy stężeć, po czym podszedł bliżej Scylli. Nie dotykał jej jeszcze, wiedząc, że Angielki różnie reagowały na niespodziewany kontakt, ale zmniejszył dystans. Chciał być blisko.
- W jaki sposób się czujesz, Scyllo? - Jej wyznanie zmartwiło go wyraźnie. - Nie jesteś przecież gorsza od nikogo tutaj. Nie masz żadnego powodu do wstydu. - Przekonywał, nachylając się lekko do dziewczyny. - Nie powinienem pytać, to moja wina, że się zdenerwowałaś. Przepraszam.
Był ostrożny, gdy powoli unosił dłoń, by oprzeć ją o ramię Scylli, tuż nad jej łokciem. To było bezpieczne miejsce.
- Będę cię wyczekiwał. - Obiecał, na niepewność dziewczęcia odpowiadając kolejnym ciepłym uśmiechem. Nieco różnił się od swojej rodziny, bo jego uśmiech sięgał oczu, tańcząc iskierkami w ciemnym spojrzeniu, a intencje były czyste i szczere, gdy nie zdążył jeszcze być splamiony przez zło i rodzinne ciemne interesy. Poza tym, któż nie chciałby po raz kolejny spotkać takiej słodkiej dziewczyny?
Żywica mieszała się z proszkiem estragonu, uwalniając więcej aromatów. Świeży, cytrusowy zapach wypełnił zmysły z siłą, która odpychała wszystko inne. Charles nie pozwolił jednak, by woń wypchnęła z jego myśli dzisiejsze towarzystwo.
- Ten dar potrafi być przekleństwem, nie mylę się? - Podpytał. - Nie potrafię sobie tego wyobrazić, ale chciałbym zrozumieć. Te wizje... przychodzą często? Jak to jest, gdy masz wizję? - Pytał, mieszając miksturę w miseczce, nie chcąc, by ta zgęstniała nim składniki połączą się odpowiednio. - Nie musisz mi mówić, jeśli nie chcesz. Nie musimy o tym rozmawiać. - Podkreślił szybko, nie chcąc zmuszać jej do przeżywania czegoś, co może być przykre. Z drugiej strony wiedział, jak ważne czasami jest wygadanie się, nawet jeśli nie miał pojęcia, czy jest właściwą do zwierzeń osobą. Przecież w ogóle się nie znali.
I chociaż starał się uratować temat czystości krwi, podkreślając, że to nie jest tak ważne, jak w istocie było, poczuł, że poniósł klęskę, a dziewczę tylko bardziej się zestresowało. Kolejny raz poczuł ucisk w klatce, tym razem z zupełnie innych powodów. Nie powinien jej zasmucać. Kto chciałby zasmucać taką osóbkę?
- W takim razie można uznać, że jesteś czystej krwi? - Zaproponował, bo chociaż fakt, iż Greybackowie nie byli nazywani czystokrwistymi mierził go jak kamień w bucie, to nie zamierzał kłócić się z jej logiką. Szlachta czarodziejska, z której się wywodził, miała swoje zasady i rodzina Scylli musiała w jakiś sposób od nich odstawać, skoro zostali nazwani półkrwi. Charlie nie miał pojęcia, co musieli zrobić, nie znał większości czystokrwistych rodów Anglii i przeszłości. - Chociaż... nieoficjalnie. - Dodał, posyłając jej ten sam ciepły uśmiech, gdy tylko na niego spojrzała. Chciał podtrzymać ją na duchu. - Niechęć do mugoli, czy to nie typowo czystokrwiste podejście? - Dodał. Zganił sam siebie za swoje pytania, które tak zestresowały koleżankę. Musiał teraz naprawić sytuację. - Wszystko wskazuje na to, że jesteś czystokrwista.
Zostawił swoją robótkę, pozwalając żywicy stężeć, po czym podszedł bliżej Scylli. Nie dotykał jej jeszcze, wiedząc, że Angielki różnie reagowały na niespodziewany kontakt, ale zmniejszył dystans. Chciał być blisko.
- W jaki sposób się czujesz, Scyllo? - Jej wyznanie zmartwiło go wyraźnie. - Nie jesteś przecież gorsza od nikogo tutaj. Nie masz żadnego powodu do wstydu. - Przekonywał, nachylając się lekko do dziewczyny. - Nie powinienem pytać, to moja wina, że się zdenerwowałaś. Przepraszam.
Był ostrożny, gdy powoli unosił dłoń, by oprzeć ją o ramię Scylli, tuż nad jej łokciem. To było bezpieczne miejsce.