17.10.2024, 09:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2024, 09:16 przez Brenna Longbottom.)
Czerwień i fiolet nie od razu ustąpiły z twarzy schwytanego rudzielca, ale przestał się szarpać w uścisku i opadł na trawę, spazmatycznie chwytając powietrze, a Brenna odetchnęła z ulgą. Do tego momentu w jej życiu, gdy coraz częściej myślała, że wolałaby nie brać zatrzymanego żywcem – że najlepiej byłoby, gdyby tego spotkał wypadek po drodze – było jeszcze bardzo daleko. Była młoda, a ten człowiek wycinał nielegalnie drzewa Greengrassów, nie mordował niewinnych ludzi. Tak jak on usiłował pochwycić oddech, tak ona przestała go wstrzymywać, pozwoliła, by powietrze wydostało się z jej płuc i dopiero teraz podniosła głowę.
Nie zauważyła tego szczura, nie była nawet pewna, czy w namiocie była kolejna osoba, więc zwiałby z pewnością, gdyby nie powstrzymał go Greengrass. A kto wie, może by i zaatakował z krzaków albo uwolnił swojego kolegę, co mogłoby skończyć się różnie.
– Nieźle – skwitowała więc to krótko, puszczając swojego zatrzymanego, teraz i tak skutego, nie mogącego się teleportować i ledwo żywego po zaklęciu, którym potraktował go kolega. – Czarna magia. Ten się nie wywinie – dodała beznamiętnym tonem, jednocześnie grzebiąc po kieszeniach w poszukiwaniu drugiej pary kajdanek. O ile trzech mogli oskarżyć o nielegalną wycinkę, kradzież i dorzucić z dobrego serca zarzut oporu przy aresztowaniu i ataku na funkcjonariuszkę na służbie, to ten, który omal nie udusił swojego kolegi, na pewno dostanie dodatkowy zarzut. I jak reszta miała szansę trafić do tego „zwykłego” więzienia, tak on miał sporą szansę zarobić Azkaban.
– Muszę zacząć nosić więcej kajdanek – powiedziała, zabierając swojej ofierze różdżkę, bardziej do siebie niż do Ambroise’a, z pewną irytacją, bo na rzucone do niej słowa „idź, sprawdź, kto tam ukradł las” nie wpadła na to, aby zabierać ze sobą kilka par takowych. Standardowo nosiło się przy sobie jedną parę, dwie, jeśli ktoś był ostrożny albo szedł w teren sam, jak teraz ona. Dwie pary, trzech... nie, zaraz, czterech? Do aresztowania!
Zawahała się, spoglądając ku drzewom, spomiędzy których chwilę wcześniej wyszedł Greengrass, a skąd chyba słyszała wcześniej jakieś przekleństwa i świst zaklęć – ale nie za bardzo mogła zareagować, kiedy przy namiocie zaczęła się wymiana ognia. Jeżeli kogoś się tam pozbył, to te czary były rzucone najdawniej, a więc ich ofiara miała największą szansę na uwolnienie się…
– Ktoś tam leży? Dobrze słyszałam, że z kimś walczyłeś? Jak tak, to go skuj? – zasugerowała, gdy zapytał, co teraz, rzucając mu kajdanki. Absolutnie niezgodnie z procedurą, ale teraz to trzeba było zrobić pięć rzeczy na raz, czyli skuć jednego gościa, zabezpieczyć przed ucieczką animaga, skuć trzeciego gościa, gdy nie miała już trzecich kajdanek, wyrecytować im wszystkim formułkę aresztowania, sprawdzić ten namiot, wezwać pomoc, przetransportować ich do Ministerstwa i tak dalej… i Brenna bardzo chciałaby się móc rozdwoić, ale chociaż myślała o tym wyjątkowo intensywnie, to jakoś nie wychodziło. Może dobrze, świat zdecydowanie nie był gotowy na kolejną Brennę.
Sama ruszyła więc ku krzewom, gdzie szarpał się mężczyzna, który użył czarnej magii.
– Ty kurwo ty!!! – wrzasnął, gdy przy nim przyklękła.
– Pańskie nazwisko, proszę? – poprosiła Brenna, jednocześnie zabierając różdżkę. Tę szczęśliwie upuścił, gdy się przewrócił, opleciony więzami.
– Pierdol się!!!
– Dobrze, panie Pierdol Się, jest pan aresztowany pod zarzutem nielegalnej wycinki, stawiania oporu podczas aresztowania, użycia czarnomagicznego zaklęcia… – zaczęła recytować stosowne formułki i przepisy, bardzo monotonnym głosem, jednocześnie kolejnym zaklęciem wzmacniając więzy, by chwilę wytrzymały i zerkając na animaga, co by przypadkiem nie spierdolił, gdyby zaklęcie rzucone przez Greengrassa zaczęło tracić moc.
Nie zauważyła tego szczura, nie była nawet pewna, czy w namiocie była kolejna osoba, więc zwiałby z pewnością, gdyby nie powstrzymał go Greengrass. A kto wie, może by i zaatakował z krzaków albo uwolnił swojego kolegę, co mogłoby skończyć się różnie.
– Nieźle – skwitowała więc to krótko, puszczając swojego zatrzymanego, teraz i tak skutego, nie mogącego się teleportować i ledwo żywego po zaklęciu, którym potraktował go kolega. – Czarna magia. Ten się nie wywinie – dodała beznamiętnym tonem, jednocześnie grzebiąc po kieszeniach w poszukiwaniu drugiej pary kajdanek. O ile trzech mogli oskarżyć o nielegalną wycinkę, kradzież i dorzucić z dobrego serca zarzut oporu przy aresztowaniu i ataku na funkcjonariuszkę na służbie, to ten, który omal nie udusił swojego kolegi, na pewno dostanie dodatkowy zarzut. I jak reszta miała szansę trafić do tego „zwykłego” więzienia, tak on miał sporą szansę zarobić Azkaban.
– Muszę zacząć nosić więcej kajdanek – powiedziała, zabierając swojej ofierze różdżkę, bardziej do siebie niż do Ambroise’a, z pewną irytacją, bo na rzucone do niej słowa „idź, sprawdź, kto tam ukradł las” nie wpadła na to, aby zabierać ze sobą kilka par takowych. Standardowo nosiło się przy sobie jedną parę, dwie, jeśli ktoś był ostrożny albo szedł w teren sam, jak teraz ona. Dwie pary, trzech... nie, zaraz, czterech? Do aresztowania!
Zawahała się, spoglądając ku drzewom, spomiędzy których chwilę wcześniej wyszedł Greengrass, a skąd chyba słyszała wcześniej jakieś przekleństwa i świst zaklęć – ale nie za bardzo mogła zareagować, kiedy przy namiocie zaczęła się wymiana ognia. Jeżeli kogoś się tam pozbył, to te czary były rzucone najdawniej, a więc ich ofiara miała największą szansę na uwolnienie się…
– Ktoś tam leży? Dobrze słyszałam, że z kimś walczyłeś? Jak tak, to go skuj? – zasugerowała, gdy zapytał, co teraz, rzucając mu kajdanki. Absolutnie niezgodnie z procedurą, ale teraz to trzeba było zrobić pięć rzeczy na raz, czyli skuć jednego gościa, zabezpieczyć przed ucieczką animaga, skuć trzeciego gościa, gdy nie miała już trzecich kajdanek, wyrecytować im wszystkim formułkę aresztowania, sprawdzić ten namiot, wezwać pomoc, przetransportować ich do Ministerstwa i tak dalej… i Brenna bardzo chciałaby się móc rozdwoić, ale chociaż myślała o tym wyjątkowo intensywnie, to jakoś nie wychodziło. Może dobrze, świat zdecydowanie nie był gotowy na kolejną Brennę.
Sama ruszyła więc ku krzewom, gdzie szarpał się mężczyzna, który użył czarnej magii.
– Ty kurwo ty!!! – wrzasnął, gdy przy nim przyklękła.
– Pańskie nazwisko, proszę? – poprosiła Brenna, jednocześnie zabierając różdżkę. Tę szczęśliwie upuścił, gdy się przewrócił, opleciony więzami.
– Pierdol się!!!
– Dobrze, panie Pierdol Się, jest pan aresztowany pod zarzutem nielegalnej wycinki, stawiania oporu podczas aresztowania, użycia czarnomagicznego zaklęcia… – zaczęła recytować stosowne formułki i przepisy, bardzo monotonnym głosem, jednocześnie kolejnym zaklęciem wzmacniając więzy, by chwilę wytrzymały i zerkając na animaga, co by przypadkiem nie spierdolił, gdyby zaklęcie rzucone przez Greengrassa zaczęło tracić moc.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.