17.10.2024, 13:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2024, 00:44 przez Atreus Bulstrode.)
Atreus przez moment się wahał, bo nie był pewien czy to całe wyskakiwanie z krzaków na gobliny mu odpowiadało, bo był przecież poważnym funkcjonariuszem niosącym kaganek sprawiedliwości, żeby przypierdolić nim goblinowi w cymbał. Ale w końcu poddał się i zwyczajnie uśmiechnął z przekorą.
- Postaliśmy chwilę i go poobserwowaliśmy i kantował z pomocą magii bezróżdżkowej - wyjaśnił jej cierpliwie, ale w kącikach ust krył się zadowolony uśmiech. Szkoda, że go nie skuł wtedy tymi zasranymi kajdankami które od niego wygrał. To by dopiero było.
Zerknął na twarz Victorii, podchwytując z łatwością niewypowiedziane słowa, bo te obijały mu się pod czaszką głośno i wyraźnie. Kto by pomyślał, że taki niepozorny przedmiot okaże się taką nieprzyjemną niespodzianką, ale Bulstrode nie mógł nie był chociaż trochę zachwycony tym obrotem sytuacji. - Niewypowiedziana szkoda - parsknął, ni to do niej, ni to wciąż spoglądając na znajdujące się na dłoni znamię. To, podobnie jak wcześniej u Lestrange, w końcu zbladło, ale gdyby tak kazać komuś pisać powtarzające się zdania, w kółko i w kółko, to znamię zostałoby pewnie na bardzo długo. - Myślę, że tak. Dziwi mnie trochę, że nie robi tego za pierwszym razem, ale zakładam że chodzi o stworzenie dyskomfortu i amplifikowanie go potem. - zastanowił się, przyglądając jeszcze przez moment narzędziu i obracając go w palcach. - Ale nie sprawdzajmy tego - zawyrokował, z tym przekornym, rozbawionym uśmiechem, który chyba trochę nie pasował w tym momencie do sytuacji. Ale nawet jeśli się uśmiechał to nie znaczyło to, że nie brał tego wszystkiego na poważnie. Atreus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że tego typu przedmiot wśród niewinnych ludzi wcale nie był czymś pożądanym. Zwykle pewnie można było je dostać na Nokturnie i ktoś kto się tam nie zapuszczał nigdy nie widział, albo nawet nie pomyślał o czymś takim.
Ale widząc, że Victoria nie była chętna by wstać i iść, westchnął zrezygnowany. Złapał za zdjęcie, które jej wypadło i odłożył na jej biurko, nie mówiąc jednak nic, kiedy ona natomiast sięgnęła po pergamin i normalne pióro. Skrzywił się i usiadł po drugiej stronie biurka, na swoim krześle, podpierając brodę o pięść.
- Tak, był tam Alastor. Oprócz niego był też Hades McKinnon, to on był tym brygadzistą który się rzucał. I tak, na Alexandra Mulcibera. Mulciber dostał tak po łbie że prawie mi się siostrę zrzygał i nie był w stanie nic powiedzieć, dlatego teleportowałem McKinnona do Ministerstwa - i go w nagrodę rozszczepił, ale o tym nie zamierzał wspominać. Znaczy nie wprost. Z resztą, eliksiry i maści zadziałały, więc sam nawet już nie kulał i czuł się świetnie. - Jeśli chciałabyś o coś pytać Hadesa to trzeba sprawdzić czy za napaść na cywila podczas służby Bones się nie zdenerwował i go nie zawiesił. Jeśli chcesz zapytać o loterię kogoś kto sam kręcił kołem to mam paru znajomych i członków rodziny którzy wiem, że próbowali się w to bawić.
Cierpliwie, jak na niego, przyglądał się Victorii, jak ta kreśli kolejne słowa na pergaminie, w ślad za tym co miał jej do powiedzenia, a kiedy skończyła, pozbierali najpotrzebniejsze rzeczy i zabrali się do roboty.
- Postaliśmy chwilę i go poobserwowaliśmy i kantował z pomocą magii bezróżdżkowej - wyjaśnił jej cierpliwie, ale w kącikach ust krył się zadowolony uśmiech. Szkoda, że go nie skuł wtedy tymi zasranymi kajdankami które od niego wygrał. To by dopiero było.
Zerknął na twarz Victorii, podchwytując z łatwością niewypowiedziane słowa, bo te obijały mu się pod czaszką głośno i wyraźnie. Kto by pomyślał, że taki niepozorny przedmiot okaże się taką nieprzyjemną niespodzianką, ale Bulstrode nie mógł nie był chociaż trochę zachwycony tym obrotem sytuacji. - Niewypowiedziana szkoda - parsknął, ni to do niej, ni to wciąż spoglądając na znajdujące się na dłoni znamię. To, podobnie jak wcześniej u Lestrange, w końcu zbladło, ale gdyby tak kazać komuś pisać powtarzające się zdania, w kółko i w kółko, to znamię zostałoby pewnie na bardzo długo. - Myślę, że tak. Dziwi mnie trochę, że nie robi tego za pierwszym razem, ale zakładam że chodzi o stworzenie dyskomfortu i amplifikowanie go potem. - zastanowił się, przyglądając jeszcze przez moment narzędziu i obracając go w palcach. - Ale nie sprawdzajmy tego - zawyrokował, z tym przekornym, rozbawionym uśmiechem, który chyba trochę nie pasował w tym momencie do sytuacji. Ale nawet jeśli się uśmiechał to nie znaczyło to, że nie brał tego wszystkiego na poważnie. Atreus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że tego typu przedmiot wśród niewinnych ludzi wcale nie był czymś pożądanym. Zwykle pewnie można było je dostać na Nokturnie i ktoś kto się tam nie zapuszczał nigdy nie widział, albo nawet nie pomyślał o czymś takim.
Ale widząc, że Victoria nie była chętna by wstać i iść, westchnął zrezygnowany. Złapał za zdjęcie, które jej wypadło i odłożył na jej biurko, nie mówiąc jednak nic, kiedy ona natomiast sięgnęła po pergamin i normalne pióro. Skrzywił się i usiadł po drugiej stronie biurka, na swoim krześle, podpierając brodę o pięść.
- Tak, był tam Alastor. Oprócz niego był też Hades McKinnon, to on był tym brygadzistą który się rzucał. I tak, na Alexandra Mulcibera. Mulciber dostał tak po łbie że prawie mi się siostrę zrzygał i nie był w stanie nic powiedzieć, dlatego teleportowałem McKinnona do Ministerstwa - i go w nagrodę rozszczepił, ale o tym nie zamierzał wspominać. Znaczy nie wprost. Z resztą, eliksiry i maści zadziałały, więc sam nawet już nie kulał i czuł się świetnie. - Jeśli chciałabyś o coś pytać Hadesa to trzeba sprawdzić czy za napaść na cywila podczas służby Bones się nie zdenerwował i go nie zawiesił. Jeśli chcesz zapytać o loterię kogoś kto sam kręcił kołem to mam paru znajomych i członków rodziny którzy wiem, że próbowali się w to bawić.
Cierpliwie, jak na niego, przyglądał się Victorii, jak ta kreśli kolejne słowa na pergaminie, w ślad za tym co miał jej do powiedzenia, a kiedy skończyła, pozbierali najpotrzebniejsze rzeczy i zabrali się do roboty.
Koniec sesji