Powinna dostrzec chociaż drobne sygnały o tym, że coś się działo. Niestety Norka ostatnio sama miała dosyć burzliwy czas. Wiele się działo w jej życiu, nie była w stanie skupiać się na innych tak bardzo jakby chciała. Dotarło do niej, że powinna nieco zastopować i zająć się tym, co było faktycznie istotne. Wypadałoby, aby była w stanie poświęcić swoim bliskim odpowiednią uwagę.
- To dobrze, cieszę się, że to działa. - Zawsze doceniała to, że Longbottomowie byli im tacy bliscy. Dobrze mieć świadomość, że obok znajduje się ktoś, kto troszczy się o twoją rodzinę równie mocno, co ty sam. Zresztą panna Figg traktowała Longbottomów jako swoją rodzinę, mimo, że nie łączyły ich więzy krwi. Ich znajomość trwała od lat, Erik i Brenna zawsze byli jej wyjątkowo bliscy, nie bez powodu wybrała ich na rodziców chrzestnych swojej jedynej córki.
- Obyś tylko nie popadł w paranoję, zdaję sobie sprawę, że jest niebezpiecznie, ale musimy żyć. Jakoś sobie radzić, nie powinniśmy dać się zastraszyć i ciągle o tym myśleć. - Sama miewała chwile, kiedy zastanawiała się nad tym, co się działo. Dosyć często, jednak potrafiła pozbyć się tych ciemnych myśli i zauważać światło. To też było istotne, szukać chwil, momentów, które potrafiły nadać koloru tej smutnej rzeczywistości, w której przyszło im żyć. Nie mogli się sfiksować na punkcie całego zła, które mogło ich spotkać. To nie było zdrowe, wręcz przeciwnie.
Nie oczekiwała, że brat poświęci wszystko dla ich bezpieczeństwa, to nie miało żadnego sensu. Naprawdę starali się jakoś sobie radzić z tym wszystkim, wręcz wydawało jej się, że nie mogło być lepiej. Byli w stanie sobie zapewnić bezpieczeństwo, przynajmniej jak na razie. Nie czuła zresztą, że powinni aktualnie się martwić o to, że staną się kolejnym celem. Starała się żyć ze wszystkimi w zgodzie, nie dzieliła się z nikim swoimi poglądami, robiła wszystko, co mogła, aby faktycznie nie być na świeczniku.
- To chyba dobrze? - Nie była pewna, jak powinna zareagować na wieść o tym, że Thomas poczuł coś, czego nie miał jeszcze szans doświadczyć. Nadal jednak nie dostała od niego żadnych konkretów, nie miała pojęcia o jakie uczucia może chodzić. Wiedziała, że jest wiele możliwości. Mogło być tak jak z nią i z Samem, którego pokochała dawno temu, albo tak jak z nią i Erikiem, który był jej bratnią duszą, z którym rozumiała się bez słów. Ta więź była dla niektórych niezrozumiała, mało kto potrafił zrozumieć tę głębie, która wynikała z tej relacji, ale zawsze wiedziała, że ją i Longbottoma łączy coś wyjątkowego, co nie zdarza się zbyt często. To było jedyne w swoim rodzaju.
Zmrużyła oczy, gdy zaczął mówić dalej. Kiedy usłyszała Heather niemal się zakrztusiła, bo pamiętała, że ta dziewczyna niedawno się zaręczyła z tym słodkim chłopaczkiem od Lupinów (swoją drogą nie wiedziała, jak to możliwe, że ze sobą byli, ta ruda była strasznie zarozumiała).
Na szczęście to nie był koniec, bo wspomniał jeszcze o Millie, cóż dotarło do niej, że jednak chodzi o Moody. Nie była pewna co powinna o tym myśleć, bo to nie była szczególnie stabilna osoba, na pewno nie ostatnio. Nie była jednak matką Thomasa, aby sugerować mu o tym, z kim powinien się spotykać. Musiała to zaakceptować, zresztą mówił o niej w taki sposób, jakby faktycznie połączyło ich coś silnego.
Wydawało jej się, że u boku brata chętniej zobaczyłaby kogoś, kto będzie dla niego oparciem, w tym przypadku znalazł kolejną osobę, o którą będzie się musiał martwić, najwyraźniej miał pewne tendencje co do otaczania się osobami, które potrzebowały wsparcia. Nie miała pojęcia z czego to wynikało.
- Są dwie możliwości, albo się zakochałeś. - Zaczęła mówić, nie miała pojęcia, czy rozumie to w odpowiedni sposób, ale musiała mu dać jakieś odpowiedzi. - Wiesz, zakochanie takie bywa, atakuje znienacka i bywa wręcz obsesyjne. - Słyszała o takiej miłości, kiedy zakochani nie potrafili zasnąć, bo myśleli ciągle o tej drugiej osobie. - Albo możesz wyczuwać więź podobną do tej mojej i Erika, to nie jest zwykła przyjaźń, ale w naszym przypadku jest to budowane od wielu lat, zresztą nie reagowałam na niego nigdy aż tak. - Niemożliwość pozbycia się zapachu brzmiała dla niej nieco abstrakcyjnie. - Popłyń, nie ma się nad czym zastanawiać. - Nie mogła mu doradzić niczego innego.