17.10.2024, 21:51 ✶
Uśmiechnął się do siostry i pokiwał głową, on zdecydowanie też się z tego cieszył. Przecież gdyby nie oni to już dawno stoczyłby się na samo dno - ponownie. Nie mógłby obserwować jak Mabel dorasta i zaczyna odkrywać świat, nie mógłby patrzeć jak Nora sprawdza się zawodowo, jak znajduje ukochanego. Nie mógłbym im w niczym pomóc. Figgów i Longbottomów może i nie łączyły więzy krwi, ale nie miał oto dla niego znaczenia, zarówno Brenna jak i Erika traktował jak rodzone rodzeństwo (którego też nie było mało).
- Musimy żyć, a do tego musimy być bezpieczni. Spokojnie, wiem, że niewyspany i przemęczony na nic się nie zdam, a jak zacznę podkradać eliksir energetyzujący to się połapiesz szybciej niż zdążę cokolwiek zrobić - zażartował, dając znać siostrze, że powoli wraca do dawnego siebie, tego starszego brata, który chodzi wiecznie roześmiany i wszystko potrafi obrócić w żart - byleby tylko wywołać uśmiech na ich twarzach. To prawda, ze bał się o swoich najbliższych, jednak cały ten strach zawsze przekuwał w to co go napędzało, czasami tylko potykał się i potrzebował chwili wytchnienia - jak dzisiaj. Doceniał, jak wielkie szczęście miał, że wokół niego były osoby, które w takich momentach łapały go pod pachy i pomagały wstać.
Dla niego naturalnym było zakładać, że w razie potrzeby będzie gotów poświęcić się za swoich najbliższych. Nie chciał zgrywać heroicznego bohatera, po prostu zdawał sobie sprawę, ze nie wszystkich i nie zawsze pokona przeciwnika, a swojego może nie rzucał jak papierka po cukierku do kosza, ale nie zamierzał uciekać kosztem innych. Nie nadawał się na bohatera całego świata, ale chciał nim być dla swoich bliskich.
Wpatrywał się w Norę z nadzieją, że mu pomoże, wiedział, że on był bardzo kiepski jeżeli chodziło o budowanie relacji z innymi, to prawda, że potrafił dogadać się z niemal każdym. Jednak zawiązanie bliższych znajomości było już dla niego pewnym problemem, bo nie każdego chciał wpuszczać w swój wewnętrzny krąg przyjaciół.
To co mu ma do powiedzenia Nora było dla niego niezwykle istotne, cenił jej rady, może i była młodsza od niego, to jednak wiedział, że jest dużo dojrzalsza i silniejsza niż on. Wiedziała niemało o życiu, a on zachowywał się jak mały pisklak chcący opuścić gniazdo.
Drgnął kiedy odezwała się po jego tyradzie. Miłość? On i zakochanie? Ostatnim razem kiedy myślał, że się zakochał, okazał się, że darzy te osobę siostrzaną miłością, do teraz pamiętał te niezręczne chwile kiedy nie był świadom jakie to jest uczucie. A teraz? Przesunął dłońmi po policzkach patrząc na siostrę wzorkiem zagubionego psiaka. Więź jaka łączyła ją i Eriką nie była dla niego nowością, ale nie brał tego pod uwagę, bo przecież znali się tak długo, to nie zdarzyło się z dnia na dzień. I wtedy uderzyło go to co usłyszał od pewnego mędrca w Japonii: Osoba, którą poznałeś zaledwie wczoraj, może sprawić, że poczujesz to, czego nie czułeś przy osobie, którą znałeś przez dwadzieścia lat. Czas nic nie znaczy, charakter ma znaczenie. Dopiero teraz uderzyło go faktyczne znaczenie tych słów. Czyli miał dwa wyjścia? Albo się zakochał albo faktycznie jest to niezwykle bliska przyjaźń? Nie miał pojęcia co by chciał, czego by bardziej pragnął. Czy powinien był kochać? W takich czasach jak te... Nie zdołał zatonąć w swoich rozważaniach, bo spłynęły na niego słowa porady siostry. - Popłyń - powtórzy cicho to jedno słowo. Tego potrzebował, sam niemal nigdy nie robił nic dla siebie, żeby być szczęśliwym. Ale teraz pchnięty słowami Nory, na jego twarzy odmalowało się zdecydowanie, gdy kiwnął głową. - Tak, to dobry pomysł - uśmiechnął się, jakby pokazała mu drogę, którą powinien iść przez życie, bo trochę w sumie tak było, tylko dlaczego znów czuł zapach Millie, to pojawiało się tak nagle. Od zawsze był związany z różnymi zapachami, które pozwalały mu czuć się bezpiecznie i koiły, czyżby o to chodziło?
- Dziękuję ci, gdyby nie ty spędziłbym chyba miesiąc na dręczeniu się tymi sprawami - przyznał, bo była to w sumie prawda, gdyby nie to, że natrafiła tu na niego to przez najbliższy czas zapewne trawiłoby go od środka. A jej obecność, samo to, że mógł do niej otworzyć usta i wyrzucić z siebie to wszystko, doprawione jej radami sprawiało, że powoli wszystko mu się klarowało.
- Musimy żyć, a do tego musimy być bezpieczni. Spokojnie, wiem, że niewyspany i przemęczony na nic się nie zdam, a jak zacznę podkradać eliksir energetyzujący to się połapiesz szybciej niż zdążę cokolwiek zrobić - zażartował, dając znać siostrze, że powoli wraca do dawnego siebie, tego starszego brata, który chodzi wiecznie roześmiany i wszystko potrafi obrócić w żart - byleby tylko wywołać uśmiech na ich twarzach. To prawda, ze bał się o swoich najbliższych, jednak cały ten strach zawsze przekuwał w to co go napędzało, czasami tylko potykał się i potrzebował chwili wytchnienia - jak dzisiaj. Doceniał, jak wielkie szczęście miał, że wokół niego były osoby, które w takich momentach łapały go pod pachy i pomagały wstać.
Dla niego naturalnym było zakładać, że w razie potrzeby będzie gotów poświęcić się za swoich najbliższych. Nie chciał zgrywać heroicznego bohatera, po prostu zdawał sobie sprawę, ze nie wszystkich i nie zawsze pokona przeciwnika, a swojego może nie rzucał jak papierka po cukierku do kosza, ale nie zamierzał uciekać kosztem innych. Nie nadawał się na bohatera całego świata, ale chciał nim być dla swoich bliskich.
Wpatrywał się w Norę z nadzieją, że mu pomoże, wiedział, że on był bardzo kiepski jeżeli chodziło o budowanie relacji z innymi, to prawda, że potrafił dogadać się z niemal każdym. Jednak zawiązanie bliższych znajomości było już dla niego pewnym problemem, bo nie każdego chciał wpuszczać w swój wewnętrzny krąg przyjaciół.
To co mu ma do powiedzenia Nora było dla niego niezwykle istotne, cenił jej rady, może i była młodsza od niego, to jednak wiedział, że jest dużo dojrzalsza i silniejsza niż on. Wiedziała niemało o życiu, a on zachowywał się jak mały pisklak chcący opuścić gniazdo.
Drgnął kiedy odezwała się po jego tyradzie. Miłość? On i zakochanie? Ostatnim razem kiedy myślał, że się zakochał, okazał się, że darzy te osobę siostrzaną miłością, do teraz pamiętał te niezręczne chwile kiedy nie był świadom jakie to jest uczucie. A teraz? Przesunął dłońmi po policzkach patrząc na siostrę wzorkiem zagubionego psiaka. Więź jaka łączyła ją i Eriką nie była dla niego nowością, ale nie brał tego pod uwagę, bo przecież znali się tak długo, to nie zdarzyło się z dnia na dzień. I wtedy uderzyło go to co usłyszał od pewnego mędrca w Japonii: Osoba, którą poznałeś zaledwie wczoraj, może sprawić, że poczujesz to, czego nie czułeś przy osobie, którą znałeś przez dwadzieścia lat. Czas nic nie znaczy, charakter ma znaczenie. Dopiero teraz uderzyło go faktyczne znaczenie tych słów. Czyli miał dwa wyjścia? Albo się zakochał albo faktycznie jest to niezwykle bliska przyjaźń? Nie miał pojęcia co by chciał, czego by bardziej pragnął. Czy powinien był kochać? W takich czasach jak te... Nie zdołał zatonąć w swoich rozważaniach, bo spłynęły na niego słowa porady siostry. - Popłyń - powtórzy cicho to jedno słowo. Tego potrzebował, sam niemal nigdy nie robił nic dla siebie, żeby być szczęśliwym. Ale teraz pchnięty słowami Nory, na jego twarzy odmalowało się zdecydowanie, gdy kiwnął głową. - Tak, to dobry pomysł - uśmiechnął się, jakby pokazała mu drogę, którą powinien iść przez życie, bo trochę w sumie tak było, tylko dlaczego znów czuł zapach Millie, to pojawiało się tak nagle. Od zawsze był związany z różnymi zapachami, które pozwalały mu czuć się bezpiecznie i koiły, czyżby o to chodziło?
- Dziękuję ci, gdyby nie ty spędziłbym chyba miesiąc na dręczeniu się tymi sprawami - przyznał, bo była to w sumie prawda, gdyby nie to, że natrafiła tu na niego to przez najbliższy czas zapewne trawiłoby go od środka. A jej obecność, samo to, że mógł do niej otworzyć usta i wyrzucić z siebie to wszystko, doprawione jej radami sprawiało, że powoli wszystko mu się klarowało.