17.10.2024, 19:12 ✶
Brenna rzuciła mu takie spojrzenie, że nie powstydziłby się go żaden uzdrowiciel, po tej specjalnej szkole uzdrowicielskich spojrzeń (a Brenna była pewna, że mieli z tego zajęcia w Akademii), gdy za knuta nie wierzył w zapewnienia pacjenta, że nie, absolutnie, nic mi nie jest. Ale nie skomentowała.
– Nie trzeba. Rzucę zaklęcia chroniące przed deszczem i to właściwie wszystko, nie powinnam niczego ruszać, dopóki nie ściągną patologa – powiedziała, nie dodając tego, co Prewett na pewno też wiedział: jeśli ciało leżało tutaj dłużej, a tak prawdopodobnie było, na oko wczoraj albo przedwczoraj, to ogromną ilość śladów i tak nocą zmyło.
Ten deszcz obecnie nawet Brenny nie dziwił. Idealnie wpasowywał się w mroczną atmosferę Little Hangleton nocą i w cóż, ogólną konwencję piątków trzynastego.
– Myślę, że wyjątkowo zrezygnujemy z biegania, chociaż możemy rozważyć gwiazdę albo dwie – oświadczyła, posyłając mu uśmiech, tak w ramach rozładowywania atmosfery. Nie zażartowałaby w ten sposób tuż po tym, jak Basiliusa naćpano dziwnym proszkiem, ale w tej chwili minęło od tamtego wydarzenia na tyle dużo czasu, że nie niosło już takiego ładunku emocjonalnego. – To nie powinno potrwać długo, pewnie jak patolog określi czas zgonu mogą mieć parę dodatkowych pytań, ale to też będzie formalność…
Uśmiech zamarł jej na ustach na jego kolejne słowa, odwróciła się szybko, już z różdżką w ręku.
Ławka.
Jej umysł zaciął się trochę na tym – na myśli o przeklętej, morderczej ławce, zaczarowanej tak, aby atakował przechodniów. A to nie było przecież niemożliwe, nie tak dawno urząd zajmujący się niewłaściwym używaniem przedmiotów mugoli miał wielki problem z szalejącym w mugolskim domu zestawem herbacianym… Na całe szczęście umysł sobie, a ciało sobie, bo niektóre odruchy były już w Brennę bardzo mocno wdrukowane. Mieli tutaj dziury, trupa, ławkę, która zbliżała się do nich, gdy nie patrzyli, miała wyraźnie – jak Brenna zauważyła dopiero teraz – bardzo, bardzo ostre brzegi – była ciężka i ustawiła się jakby w pozycji do ataku.
Palce lewej dłoni Brenny zacisnęły się na przedramieniu Prewetta, w gotowości do teleportowania się stąd z nim. A różdżką wycelowała prosto w ławkę, i machnęła, próbując wyczarować łańcuchy, które przygwożdżą mebel do ziemi. Czy to była paranoja? Może, ale Brenna nie uważała, aby napis „zabiła ich mordercza ławka, którą zlekceważyli” mógł dobrze wyglądać na ich nagrobkach.
kształtowanie, próba uziemienia ławki
– Nie trzeba. Rzucę zaklęcia chroniące przed deszczem i to właściwie wszystko, nie powinnam niczego ruszać, dopóki nie ściągną patologa – powiedziała, nie dodając tego, co Prewett na pewno też wiedział: jeśli ciało leżało tutaj dłużej, a tak prawdopodobnie było, na oko wczoraj albo przedwczoraj, to ogromną ilość śladów i tak nocą zmyło.
Ten deszcz obecnie nawet Brenny nie dziwił. Idealnie wpasowywał się w mroczną atmosferę Little Hangleton nocą i w cóż, ogólną konwencję piątków trzynastego.
– Myślę, że wyjątkowo zrezygnujemy z biegania, chociaż możemy rozważyć gwiazdę albo dwie – oświadczyła, posyłając mu uśmiech, tak w ramach rozładowywania atmosfery. Nie zażartowałaby w ten sposób tuż po tym, jak Basiliusa naćpano dziwnym proszkiem, ale w tej chwili minęło od tamtego wydarzenia na tyle dużo czasu, że nie niosło już takiego ładunku emocjonalnego. – To nie powinno potrwać długo, pewnie jak patolog określi czas zgonu mogą mieć parę dodatkowych pytań, ale to też będzie formalność…
Uśmiech zamarł jej na ustach na jego kolejne słowa, odwróciła się szybko, już z różdżką w ręku.
Ławka.
Jej umysł zaciął się trochę na tym – na myśli o przeklętej, morderczej ławce, zaczarowanej tak, aby atakował przechodniów. A to nie było przecież niemożliwe, nie tak dawno urząd zajmujący się niewłaściwym używaniem przedmiotów mugoli miał wielki problem z szalejącym w mugolskim domu zestawem herbacianym… Na całe szczęście umysł sobie, a ciało sobie, bo niektóre odruchy były już w Brennę bardzo mocno wdrukowane. Mieli tutaj dziury, trupa, ławkę, która zbliżała się do nich, gdy nie patrzyli, miała wyraźnie – jak Brenna zauważyła dopiero teraz – bardzo, bardzo ostre brzegi – była ciężka i ustawiła się jakby w pozycji do ataku.
Palce lewej dłoni Brenny zacisnęły się na przedramieniu Prewetta, w gotowości do teleportowania się stąd z nim. A różdżką wycelowała prosto w ławkę, i machnęła, próbując wyczarować łańcuchy, które przygwożdżą mebel do ziemi. Czy to była paranoja? Może, ale Brenna nie uważała, aby napis „zabiła ich mordercza ławka, którą zlekceważyli” mógł dobrze wyglądać na ich nagrobkach.
kształtowanie, próba uziemienia ławki
Rzut PO 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 20
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.