17.10.2024, 21:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2024, 13:59 przez Atreus Bulstrode.)
- Może powinnaś się bardziej postarać? Próbowałaś być dla niej milsza? - zasugerował, wcale nie aż tak żartobliwie, bo wyobrażał sobie jak na Eden mogła zadziałać faktyczna szczerość i pozytywne uczucia. Pewnie zaczynała widzieć wtedy czerwień i miała ochotę kogoś zamordować, a przynajmniej tak obstawiał.
Zawsze lubił, że Eden miała taki cięty język. Gdyby była jakimś geometrycznym kształtem to niewątpliwie takim jak najbardziej kanciastym i posiadającym liczne kąty ostre o które wszyscy inni by się obijali. Zabawnie było słuchać jak podsumowywała innych ludzi, chociaż nie ukrywał że o wiele mniej podobało mu się, kiedy to on stawał się celem jej przytyków. Kiedy natomiast znalazły się z Lorraine obok siebie, dochodziło do jakieś niesmacznego apogeum, jakby napędzały jedna drugą.
Wzruszył obojętnie ramionami, bo akurat że był tu Morpheus i Jonathan nic dla niego nie znaczyło. Dla niego nie byli zespoleni z Anthonym i jego nieodłącznym elementem, co nie zmieniało faktu, że zapisał sobie gdzieś w głowie informację, że cała trójka najwyraźniej bardzo się przyjaźniła.
Zaciągnął się dymem, kątem oka spoglądając na nią i na jej aurę, jak powoli wykwita na niej jakieś niezadowolenie na wspomnienie o Moody. Nie zastanawiał się nad tym jednak jakoś bardzo, bo Longbottom przyjaźniła się z Alastorem, to może i siłą rzeczy miała jakieś lepsze relacje z Harper, kto wie.
- Już bez przesady - prychnął, wyraźnie rozbawiony jej słowami. - Chester Rookwood zrobił ostatnio absolutnie nic, dokładnie jak przez całą swoją karierę w aurorskim biurze. Nikt go za to nie poklepie po plecach i nie zaoferuje nowego stanowiska - dla niego jeśli Rookwood tak długo siedział w miejscu, jakby w ogóle nie miał zamiaru się rozwijać i sięgać po coś więcej, to nie miało się to zmienić w najbliższym czasie. Ale cóż, dokładnie tak samo jak Brenna, nie miał pojęcia że właśnie myśleli o zmarłym. - Mówiła to dużo powiedziane, ale rozmawiała o tym z Bletcheyem zanim do nich podszedłem, a Alexander zwyczajnie wskazał na twojego brata, kiedy zdawali się dyskutować o tym kto ostatnio się wykazywał. - podrapał się po skroni, zastanawiając kogo jeszcze mogli chcieć próbować pchać wyżej. - Ale ona w sumie niezamężna, to co jej to robi? I raczej się z nim już więcej nie pokaże, skoro dzieciak robi dookoła siebie tyle zamieszania. Nie podobało jej się to ewidentnie. Możliwe też, że wzięła go ze sobą z jakiegoś innego powodu niż przez chęć nauczenia go życia - wzruszył ramionami, uśmiechając się przy tym nieco sztywno. - Ale widać po niej, że pewnie Beltane i inne problemy kładą się na jej aurze.
Zawsze lubił, że Eden miała taki cięty język. Gdyby była jakimś geometrycznym kształtem to niewątpliwie takim jak najbardziej kanciastym i posiadającym liczne kąty ostre o które wszyscy inni by się obijali. Zabawnie było słuchać jak podsumowywała innych ludzi, chociaż nie ukrywał że o wiele mniej podobało mu się, kiedy to on stawał się celem jej przytyków. Kiedy natomiast znalazły się z Lorraine obok siebie, dochodziło do jakieś niesmacznego apogeum, jakby napędzały jedna drugą.
Wzruszył obojętnie ramionami, bo akurat że był tu Morpheus i Jonathan nic dla niego nie znaczyło. Dla niego nie byli zespoleni z Anthonym i jego nieodłącznym elementem, co nie zmieniało faktu, że zapisał sobie gdzieś w głowie informację, że cała trójka najwyraźniej bardzo się przyjaźniła.
Zaciągnął się dymem, kątem oka spoglądając na nią i na jej aurę, jak powoli wykwita na niej jakieś niezadowolenie na wspomnienie o Moody. Nie zastanawiał się nad tym jednak jakoś bardzo, bo Longbottom przyjaźniła się z Alastorem, to może i siłą rzeczy miała jakieś lepsze relacje z Harper, kto wie.
- Już bez przesady - prychnął, wyraźnie rozbawiony jej słowami. - Chester Rookwood zrobił ostatnio absolutnie nic, dokładnie jak przez całą swoją karierę w aurorskim biurze. Nikt go za to nie poklepie po plecach i nie zaoferuje nowego stanowiska - dla niego jeśli Rookwood tak długo siedział w miejscu, jakby w ogóle nie miał zamiaru się rozwijać i sięgać po coś więcej, to nie miało się to zmienić w najbliższym czasie. Ale cóż, dokładnie tak samo jak Brenna, nie miał pojęcia że właśnie myśleli o zmarłym. - Mówiła to dużo powiedziane, ale rozmawiała o tym z Bletcheyem zanim do nich podszedłem, a Alexander zwyczajnie wskazał na twojego brata, kiedy zdawali się dyskutować o tym kto ostatnio się wykazywał. - podrapał się po skroni, zastanawiając kogo jeszcze mogli chcieć próbować pchać wyżej. - Ale ona w sumie niezamężna, to co jej to robi? I raczej się z nim już więcej nie pokaże, skoro dzieciak robi dookoła siebie tyle zamieszania. Nie podobało jej się to ewidentnie. Możliwe też, że wzięła go ze sobą z jakiegoś innego powodu niż przez chęć nauczenia go życia - wzruszył ramionami, uśmiechając się przy tym nieco sztywno. - Ale widać po niej, że pewnie Beltane i inne problemy kładą się na jej aurze.