17.10.2024, 21:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.10.2024, 22:09 przez Brenna Longbottom.)
– Hm… i tak, i nie? – odparła Brenna po chwili zastanowienia. Bo w gruncie rzeczy zwykle była miła dla Eden: nawet te dwa dni temu nie pozwalała jej upaść na schodach, przyniosła jej do wyboru stroje nocne i zadbała, żeby miała pod ręką szklankę wody na kaca. Ale czasem rzucała uwagi żartobliwo – złośliwe, które nie były podszyte chęcią wbicia igiełki, wciąż jednak nacechowane tą odrobiną złośliwości, głównie dlatego, że utarczki słowne z Eden były dla Brenny w pewien sposób zabawne. W takim pozytywnym sensie. – Właściwie to nawet ją w pewnym sensie lubię. Chyba najbardziej z Malfoyów, chociaż ona to by mnie najchętniej utopiła z łyżce wody czy coś takiego.
Inna sprawa, że lubienie ludzi przychodziło Brennie zwykle dość łatwo, przynajmniej dopóki ktoś nie zaczynał przy niej pluć na przyjaciół. Nigdy nie miała okazji też spotkać przed tym wieczorem Eden „w parze” z młodszą kuzynką, więc i nie zaobserwowała dotąd zjawiska wzajemnego napędzania się, a dziś w ogóle nie wyłapała, by Lorraine powiedziała cokolwiek złośliwego. W końcu nie za bardzo rozumiała, o co z tym wąsem chodzi…
– Ja chyba prędzej uwierzę w to, że wynajdzie ktoś samoczarujące różdżki niż że w Ministerstwie przyjdzie dzień, gdy awanse będą rozdawane wyłącznie ze względu na kompetencje – oświadczyła. Nie żeby nie wierzyła akurat w kompetencje Harper czy Caspiana, ale no już taka Ministra Magii choćby, ewidentnie niezbyt radziła sobie w wojennych realiach. Czy mogliby awansować na szefa Biura Aurorów kogoś, kto się absolutnie do tego nie nadawał, jak Rookwood?
Bardzo chciałaby powiedzieć, że nie, ale obawiała się, że odpowiedź to jednak będzie brzmiała „tak”.
Oglądała się co jakiś czas na teren imprezy, gdy stali nad tym jeziorem, ale teraz skupiła uwagę na nim, kąciki ust zadrgały jej w tłumionym uśmiechu. Naprawdę miała wielką ochotę wspomnieć coś o tym, że skoro on lubi starsze, to nie znaczy, że nikt tego nie skomentuje, ale j a k i m ś cudem zdołała się powstrzymać przed wzmianką o Flosie. Żart za często powtarzany przestawał być śmieszny. Ale już samych w sobie słów o Ministrze ciężko było nie skomentować w ogóle.
– Jenkins jest chyba tylko parę lat młodsza od mojej matki, a Yaxley zdaje się w tym roku skończył Hogwart i sądząc po tym, jak zachowywali się na widowni, to raczej nie przyprowadziła go tutaj jako asystenta… – Napatrzyła się na nich, gdy zerknęła ku nim podczas występów, i to co wyłapała jasno wskazywało na to, że nie jest to czysto platoniczna relacja. - …więc sobie wyobrażam, jakie nagłówki mogą się pojawić w gazetach, jeśli ktoś postanowi działać przeciwko niej. Hm, nieźle się maskuje w takim razie, zdawała się świetnie bawić – mruknęła, ale bez zaskoczenia. Była córką Potterówny. Doskonale wiedziała wbrew pozorom, że makijaż, suknia i uśmiech mogą być dla kobiety tarczą, a Jenkins najwyraźniej umiała się tą posługiwać. – A ty się nie nudzisz? Bez drinków zamieniających w kapibary?
I tylko z widmem ostrzeżenia Eden, wiszącym nad głowami, i tajemniczym wampirzym hrabią, ale o tym przecież ledwo co mu opowiedziała.
Inna sprawa, że lubienie ludzi przychodziło Brennie zwykle dość łatwo, przynajmniej dopóki ktoś nie zaczynał przy niej pluć na przyjaciół. Nigdy nie miała okazji też spotkać przed tym wieczorem Eden „w parze” z młodszą kuzynką, więc i nie zaobserwowała dotąd zjawiska wzajemnego napędzania się, a dziś w ogóle nie wyłapała, by Lorraine powiedziała cokolwiek złośliwego. W końcu nie za bardzo rozumiała, o co z tym wąsem chodzi…
– Ja chyba prędzej uwierzę w to, że wynajdzie ktoś samoczarujące różdżki niż że w Ministerstwie przyjdzie dzień, gdy awanse będą rozdawane wyłącznie ze względu na kompetencje – oświadczyła. Nie żeby nie wierzyła akurat w kompetencje Harper czy Caspiana, ale no już taka Ministra Magii choćby, ewidentnie niezbyt radziła sobie w wojennych realiach. Czy mogliby awansować na szefa Biura Aurorów kogoś, kto się absolutnie do tego nie nadawał, jak Rookwood?
Bardzo chciałaby powiedzieć, że nie, ale obawiała się, że odpowiedź to jednak będzie brzmiała „tak”.
Oglądała się co jakiś czas na teren imprezy, gdy stali nad tym jeziorem, ale teraz skupiła uwagę na nim, kąciki ust zadrgały jej w tłumionym uśmiechu. Naprawdę miała wielką ochotę wspomnieć coś o tym, że skoro on lubi starsze, to nie znaczy, że nikt tego nie skomentuje, ale j a k i m ś cudem zdołała się powstrzymać przed wzmianką o Flosie. Żart za często powtarzany przestawał być śmieszny. Ale już samych w sobie słów o Ministrze ciężko było nie skomentować w ogóle.
– Jenkins jest chyba tylko parę lat młodsza od mojej matki, a Yaxley zdaje się w tym roku skończył Hogwart i sądząc po tym, jak zachowywali się na widowni, to raczej nie przyprowadziła go tutaj jako asystenta… – Napatrzyła się na nich, gdy zerknęła ku nim podczas występów, i to co wyłapała jasno wskazywało na to, że nie jest to czysto platoniczna relacja. - …więc sobie wyobrażam, jakie nagłówki mogą się pojawić w gazetach, jeśli ktoś postanowi działać przeciwko niej. Hm, nieźle się maskuje w takim razie, zdawała się świetnie bawić – mruknęła, ale bez zaskoczenia. Była córką Potterówny. Doskonale wiedziała wbrew pozorom, że makijaż, suknia i uśmiech mogą być dla kobiety tarczą, a Jenkins najwyraźniej umiała się tą posługiwać. – A ty się nie nudzisz? Bez drinków zamieniających w kapibary?
I tylko z widmem ostrzeżenia Eden, wiszącym nad głowami, i tajemniczym wampirzym hrabią, ale o tym przecież ledwo co mu opowiedziała.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.