17.10.2024, 22:09 ✶
Mijam zgromadzenie Malfoy-Burke-Crouch-Selwyn, i potem idę kawałek dalej zerknąć za Draculą… hrabim, znaczy się (po drodze zerkając, czy wujek żyje i czy mu wygodnie na tym krześle, skoro nie znaleźli mu szezląga)
Obserwowała niby ot okolicę, pilnując, by nie zerkać za często w stronę Malfoya, chociaż tak naprawdę to on był jedną z dwóch osób, które przyciągały jej największą uwagę… i dostrzegła, że to ku niemu kroki skierowała tancerka tak niechętna ewidentnie Enzo i Avery, i Beatrice Crouch, która zdawała się mieć bardzo marny humor. Ale jedną z „dwóch” – drugą bowiem był hrabia. Brenna nie wiedziała w końcu, że cel jego obecności na przyjęciu i w Anglii był bardzo konkretny. Nie miała pojęcia, że był francuskim dyplomatą, bo pewnie wtedy uznałaby, że nie narobiłby problemów tak otwarcie… Więc szukając czegoś podejrzanego, oczywista, że brała pod uwagę i jego, „tajemniczy wampir” od razu przywodził w jej głowie jedno z dwóch skojarzeń, „Anthony Shafiq” po pierwsze, i „hm, te wszystkie książki, gdy ktoś kończy zeżarty” po drugie. Gdy więc zorientowała się, że znikł jej z oczu kompletnie, podobnie jak jeden z Brygadzistów – czy raczej dwóch, ale jeden poszedł za Yaxleyem – przez ułamek sekundy miała dylemat, co zrobić.
Ostatecznie jednak ruszyła ku widowni, przechodząc w pobliżu grupki otaczającej Fortynbrasa, ciekawa, jak mężczyźni przyjmą, że kobiety przerywają ich rozmowę. Zerknęła ku nim, bez większego niby zainteresowania, gotowa jak gdyby nigdy nic skinąć obojętnie głową na powitanie, gdyby przypadkiem ktoś ku niej spojrzał, chociaż jej wzrok wcale w istocie obojętny nie był. Miała jednak doskonały powód, by się przemieścić, i to całkiem prawdziwy, bo Jonathan właśnie usadzał na krześle wuja Morpheusa, i Brenna nawet gdy już oddaliła się od namiotu, przyspieszyła trochę kroku. Nie panikowała, bo Longbottoma i tak otaczała cała gromadka i zdawało się, że albo się we znaki dała mu choroba i spadek cukru, albo talent Trzeciego Oka, i gdy dostrzegła, że jednak nie padł na ziemię jak kłoda, i że i tak już jest wokół niego zbyt wielu ludzi, skierowała się nieco bliżej jeziora. Chwilowo ignorując przepychankę na linii Yaxley – Brygadzista, zainteresowana raczej tym, dokąd odszedł pewien wampirzy lord.
Obserwowała niby ot okolicę, pilnując, by nie zerkać za często w stronę Malfoya, chociaż tak naprawdę to on był jedną z dwóch osób, które przyciągały jej największą uwagę… i dostrzegła, że to ku niemu kroki skierowała tancerka tak niechętna ewidentnie Enzo i Avery, i Beatrice Crouch, która zdawała się mieć bardzo marny humor. Ale jedną z „dwóch” – drugą bowiem był hrabia. Brenna nie wiedziała w końcu, że cel jego obecności na przyjęciu i w Anglii był bardzo konkretny. Nie miała pojęcia, że był francuskim dyplomatą, bo pewnie wtedy uznałaby, że nie narobiłby problemów tak otwarcie… Więc szukając czegoś podejrzanego, oczywista, że brała pod uwagę i jego, „tajemniczy wampir” od razu przywodził w jej głowie jedno z dwóch skojarzeń, „Anthony Shafiq” po pierwsze, i „hm, te wszystkie książki, gdy ktoś kończy zeżarty” po drugie. Gdy więc zorientowała się, że znikł jej z oczu kompletnie, podobnie jak jeden z Brygadzistów – czy raczej dwóch, ale jeden poszedł za Yaxleyem – przez ułamek sekundy miała dylemat, co zrobić.
Ostatecznie jednak ruszyła ku widowni, przechodząc w pobliżu grupki otaczającej Fortynbrasa, ciekawa, jak mężczyźni przyjmą, że kobiety przerywają ich rozmowę. Zerknęła ku nim, bez większego niby zainteresowania, gotowa jak gdyby nigdy nic skinąć obojętnie głową na powitanie, gdyby przypadkiem ktoś ku niej spojrzał, chociaż jej wzrok wcale w istocie obojętny nie był. Miała jednak doskonały powód, by się przemieścić, i to całkiem prawdziwy, bo Jonathan właśnie usadzał na krześle wuja Morpheusa, i Brenna nawet gdy już oddaliła się od namiotu, przyspieszyła trochę kroku. Nie panikowała, bo Longbottoma i tak otaczała cała gromadka i zdawało się, że albo się we znaki dała mu choroba i spadek cukru, albo talent Trzeciego Oka, i gdy dostrzegła, że jednak nie padł na ziemię jak kłoda, i że i tak już jest wokół niego zbyt wielu ludzi, skierowała się nieco bliżej jeziora. Chwilowo ignorując przepychankę na linii Yaxley – Brygadzista, zainteresowana raczej tym, dokąd odszedł pewien wampirzy lord.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.