17.10.2024, 23:42 ✶
Jonathan od niemal trzydziestu lat żył w przekonaniu, że był mistrzem poprawiania humoru Anthony'ego Shafiqa. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że nie ważne gdzie by nie zaciągnął przyjaciela, ten i tak ostatecznie się chociaż trochę uśmiechał, nawet jeśli sugerowana przez niego aktywność wydawała się Selwynowi zupełnie nie shafiqowa. Były Gryfon miał pewną teorię, że może nie chodziło o same wspólne wyjścia, a jego własną obecność (bo przecież nie był głupi i nawet wrodzona skromność nie sprawiała, że Jonathan nie wiedział, jak doskonale wpływał na ludzi), ale uważał też, że sama jego obecność to nieco za mało i jego drogi Tony, potrzebował też zająć czymś myśli. A że Anthony ostatnio miał najwyraźniej bardzo dużo dramatów życiowo-uczuciowych, to Selwyn uznał, że zdecydowanie przyda mu się jakieś wyjście. Pierwotnie planował zabrać go na pewną nowatorską rozrywkę, wymyśloną przez młodych czarodziejów z miłością do immersji, która polegała na byciu zamkniętym w zaczarowanym pokoju i rozwiązywaniu zagadek, ale no cóż… Pojawiły się ważniejsze sprawy.
Bo przecież, gdy tylko dowiedział się że w Dolinie Godryka masowo znikają koty, musiał coś zrobić i zgłosił się na ochotnika do pomocy! No dobrze, zgłosił siebie i Anthony'ego, uznawszy że przyjacielowi dobrze to zrobi. I o dziwo Anthony się zgodził!
– I niech się pani nie martwił! Zadbamy o to, aby Makbet wrócił cały i zdrowy do domu! – zapewnił po raz kolejny zrozpaczoną właścicielkę, gdy wychodzili właśnie z jej domu, a gdy zapłakana kobieta zamknęła drzwi, zerknął na swojego towarzysza. – Chociaż imię trochę niefortunne. I widzisz mój drogi, czyż to nie jest fascynujące? Zupełnie jakbyśmy doświadczali właśnie alternatywnej rzeczywistości, w której to jesteśmy parą znamienitych detektywów.
Mówił lekko i rozbawiony, ale wprawne oko kogoś kto był jego przyjacielem od lat, mogło dostrzec, że tak naprawdę Jonathan bardzo przejmuje się sprawą zaginionych kotów. Bo to były koty! Zaginione! Nie miał zwierząt, ale nawet nie potrafił sobie wyobrazić takiej tragedii! Makbet musiał koniecznie się odnaleźć cały i zdrowy, nawet gdyby miał go wyrwać ze szponów harpii, sam się przy tym poświęcając!
Bo przecież, gdy tylko dowiedział się że w Dolinie Godryka masowo znikają koty, musiał coś zrobić i zgłosił się na ochotnika do pomocy! No dobrze, zgłosił siebie i Anthony'ego, uznawszy że przyjacielowi dobrze to zrobi. I o dziwo Anthony się zgodził!
– I niech się pani nie martwił! Zadbamy o to, aby Makbet wrócił cały i zdrowy do domu! – zapewnił po raz kolejny zrozpaczoną właścicielkę, gdy wychodzili właśnie z jej domu, a gdy zapłakana kobieta zamknęła drzwi, zerknął na swojego towarzysza. – Chociaż imię trochę niefortunne. I widzisz mój drogi, czyż to nie jest fascynujące? Zupełnie jakbyśmy doświadczali właśnie alternatywnej rzeczywistości, w której to jesteśmy parą znamienitych detektywów.
Mówił lekko i rozbawiony, ale wprawne oko kogoś kto był jego przyjacielem od lat, mogło dostrzec, że tak naprawdę Jonathan bardzo przejmuje się sprawą zaginionych kotów. Bo to były koty! Zaginione! Nie miał zwierząt, ale nawet nie potrafił sobie wyobrazić takiej tragedii! Makbet musiał koniecznie się odnaleźć cały i zdrowy, nawet gdyby miał go wyrwać ze szponów harpii, sam się przy tym poświęcając!