17.10.2024, 23:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2024, 12:32 przez Thomas Figg.)
- Czy to wyzwanie? - zapytał spoglądając na nią z przymrużonymi oczami. Zawsze mu imponowała swoją szybkością i gibkością przy wspinaczce, nie ważne ile ćwiczył nigdy nie był choćby blisko pokonania jej i dobrze wiedział, że teraz też nie miał szans. Ale pamiętał jej radość z każdej wygranej, dlatego też nie miał nigdy nic przeciwko kolejnej próbie.
Zaciągnął się zapachem sadu, ta charakterystyczna woń wymieszanej trawy z jabłoniami sprawiała, że czuł się bezpiecznie. Zupełnie jakby wrócił do dzieciństwa, gdzie beztrosko ganiali się po sadach i spędzali wspólnie dnie. Ich głowę zaprzątało jedynie w co będą się bawić i czy uda im się zwędzić kilka ciastek z kuchni przed obiadem.
- Nie oczekuj, że zapomnę z czego mnie wyciągnęliście, Bren - odpowiedział takim samym tonem jak i ona. Jak mógłby? Przecież praktycznie podarowali mu drugie życie, które on chciał odrzucić. - Nie robię tego wszystkiego by spłacać ten dług, chodzi mi o to, że... Nigdy nie przestanę być wam za to wdzięczny co dla mnie zrobiliście - nie wiedział, czy wyraził się dostatecznie jasno w przekazie swoich uczuć. Nie chciał by pomyślał, że wszystko co robi, to dlatego, że próbuje odpłacić im za tamtą pomoc, robiłby to i nawet gdyby mu wtedy nie pomogli. Byli najważniejszymi osobami w jego życiu i bez nich nie chciał i nie potrafił sobie wyobrażać świata. Dlatego właśnie gotów był poświęcić wszystko dla ich ochrony.
- Nie patrz tak na mnie, mam wrażenie, że prześwietlasz moją duszę, żeby wiedzieć czy kłamie, wiesz, że tobie nie umiem - powiedział nieco żartobliwie, ale zaraz spoważniał. - Czasami znów słyszę częściej słyszę ten głos, który słyszałem wtedy. Ale nie jest źle, nie daje się temu pochłonąć. Jak będzie źle to przyjdę do Ciebie albo Nory, uczę się na błędach - powiedział chcąc ja uspokoić, nie było powodów do zmartwień, radził sobie, choć czasami uderzała go powaga świata w jakiej żyli. To przekuwał strach przed stratą bliskich w swoją siłę i starał się nie nurzać w żałości i przemyśleniach miał cele do spełnienia nie mógł się załamywać. Cos go jednak tknęło, Brenna była czasami jak Nora, wydawała się silna, ale każdy miewał swoje limity. - I zdajesz sobie sprawę, że to działa w dwie strony, nie Brenn? I możesz do mnie przyjść z wszystkim? O każdej porze - zapytał jeszcze zanim przejdą do ćwiczeń, trochę go świerzbiło przetestować nową różdżkę, ale najpierw wolał się upewnić.
Zaciągnął się zapachem sadu, ta charakterystyczna woń wymieszanej trawy z jabłoniami sprawiała, że czuł się bezpiecznie. Zupełnie jakby wrócił do dzieciństwa, gdzie beztrosko ganiali się po sadach i spędzali wspólnie dnie. Ich głowę zaprzątało jedynie w co będą się bawić i czy uda im się zwędzić kilka ciastek z kuchni przed obiadem.
- Nie oczekuj, że zapomnę z czego mnie wyciągnęliście, Bren - odpowiedział takim samym tonem jak i ona. Jak mógłby? Przecież praktycznie podarowali mu drugie życie, które on chciał odrzucić. - Nie robię tego wszystkiego by spłacać ten dług, chodzi mi o to, że... Nigdy nie przestanę być wam za to wdzięczny co dla mnie zrobiliście - nie wiedział, czy wyraził się dostatecznie jasno w przekazie swoich uczuć. Nie chciał by pomyślał, że wszystko co robi, to dlatego, że próbuje odpłacić im za tamtą pomoc, robiłby to i nawet gdyby mu wtedy nie pomogli. Byli najważniejszymi osobami w jego życiu i bez nich nie chciał i nie potrafił sobie wyobrażać świata. Dlatego właśnie gotów był poświęcić wszystko dla ich ochrony.
- Nie patrz tak na mnie, mam wrażenie, że prześwietlasz moją duszę, żeby wiedzieć czy kłamie, wiesz, że tobie nie umiem - powiedział nieco żartobliwie, ale zaraz spoważniał. - Czasami znów słyszę częściej słyszę ten głos, który słyszałem wtedy. Ale nie jest źle, nie daje się temu pochłonąć. Jak będzie źle to przyjdę do Ciebie albo Nory, uczę się na błędach - powiedział chcąc ja uspokoić, nie było powodów do zmartwień, radził sobie, choć czasami uderzała go powaga świata w jakiej żyli. To przekuwał strach przed stratą bliskich w swoją siłę i starał się nie nurzać w żałości i przemyśleniach miał cele do spełnienia nie mógł się załamywać. Cos go jednak tknęło, Brenna była czasami jak Nora, wydawała się silna, ale każdy miewał swoje limity. - I zdajesz sobie sprawę, że to działa w dwie strony, nie Brenn? I możesz do mnie przyjść z wszystkim? O każdej porze - zapytał jeszcze zanim przejdą do ćwiczeń, trochę go świerzbiło przetestować nową różdżkę, ale najpierw wolał się upewnić.