18.10.2024, 00:39 ✶
Był absolutnie przekonany, że dzisiejszy dzień to była kara za wszystkie grzechy jakich dopuścił się w ostatnich miesiącach. Bo kto to widział, żeby aurora chodził od domu do domu pytając o zagubione sierściuchy, których plaga najwyraźniej targała Doliną Godryka. W żadnych normalnych okolicznościach by się za to nie wziął i niczego nie polepszała świadomość, że to była tylko i wyłącznie jego decyzja.
Pewnie gdyby nie to, że osobiście zajmował się sprawą widm pod koniec maja, to wzruszyłby tylko ramionami na wieść o rosnącej liczbie zgłoszeń znikających kotków. Bo to brzmiało jak sprawa dla brygadzisty - żmudna, uciążliwa i koncentrująca się na zmartwionych, często też zapłakanych buziach mieszkańców miasteczka, którzy jedyne czego pragnęli to żeby ich pupile wróciły całe i bezpieczne.
Ale nawet jeśli to była końcówka sierpnia, widma wciąż czaiły się w Kniei, gdzieś na granicy świadomości, zawsze obecne i odstraszające od gęstwiny. Czekały i Bulstrode bardzo chciałby wiedzieć na co, ale po wycieczce z Laurentem, Geraldine i Sebastianem nie miał okazji aż tak zagłębić się w las. Nie miał na to czasu, nie wspominając już o zakazie wydanym przez Ministerstwo, chociaż to akurat dotyczyło go najmniej.
A najgorsze w tym dniu chyba było to, że trafił dodatkowo na Geraldine.
Akurat jej nie spodziewał się tutaj tym bardziej, chociaż był w stanie dojść sam ze sobą do porozumienia, że zawsze mogło być gorzej. Mogła mu się na przykład trafić taka Wood, albo jebany Alexander Mulciber. O, to by dopiero było złoto, jakby ten ćpun mu tutaj wypełzł z rowa melioracyjnego, oznajmiając że jest tutaj z ramienia ministerstwa tylko zszedł z Polany po bułki do sklepu.
Bulstrode westchnął ze zbolałą miną, decydując się na sięgnięcie do kieszeni i wyciągnięcie stamtąd paczki papierosów. Bardzo też niechętnie, kiedy już wyjął jednego dla siebie, zaoferował je Yaxley.
- Dobra, niech cię będzie - rzucił, odpaliwszy papierosa i wracając do kontynuowania przerwanego wątku. - Tylko bez pajacerki bo jak nas zobaczy to będzie problem.
Drzwi do znajdującego się nieopodal domku skrzypnęły i mężczyzna, tak zwany Wkurwiony, wysunął się z wnętrza, zamknął za sobą zamek i ruszył w dół ulicy Wiśniowej, niby to odrobinkę nerwowo, ale na całe szczęście chyba nie zwracając zbyt dużej uwagi na otoczenie, bo przeszedł obok nich jak gdyby nigdy nic. Ale Atreus poczekał, aż nie znalazł się już jakiś kawałek od nich, niby to paląc na spokojnie papierosa, zanim sam z Geraldine ruszył uliczką.
Pewnie gdyby nie to, że osobiście zajmował się sprawą widm pod koniec maja, to wzruszyłby tylko ramionami na wieść o rosnącej liczbie zgłoszeń znikających kotków. Bo to brzmiało jak sprawa dla brygadzisty - żmudna, uciążliwa i koncentrująca się na zmartwionych, często też zapłakanych buziach mieszkańców miasteczka, którzy jedyne czego pragnęli to żeby ich pupile wróciły całe i bezpieczne.
Ale nawet jeśli to była końcówka sierpnia, widma wciąż czaiły się w Kniei, gdzieś na granicy świadomości, zawsze obecne i odstraszające od gęstwiny. Czekały i Bulstrode bardzo chciałby wiedzieć na co, ale po wycieczce z Laurentem, Geraldine i Sebastianem nie miał okazji aż tak zagłębić się w las. Nie miał na to czasu, nie wspominając już o zakazie wydanym przez Ministerstwo, chociaż to akurat dotyczyło go najmniej.
A najgorsze w tym dniu chyba było to, że trafił dodatkowo na Geraldine.
Akurat jej nie spodziewał się tutaj tym bardziej, chociaż był w stanie dojść sam ze sobą do porozumienia, że zawsze mogło być gorzej. Mogła mu się na przykład trafić taka Wood, albo jebany Alexander Mulciber. O, to by dopiero było złoto, jakby ten ćpun mu tutaj wypełzł z rowa melioracyjnego, oznajmiając że jest tutaj z ramienia ministerstwa tylko zszedł z Polany po bułki do sklepu.
Bulstrode westchnął ze zbolałą miną, decydując się na sięgnięcie do kieszeni i wyciągnięcie stamtąd paczki papierosów. Bardzo też niechętnie, kiedy już wyjął jednego dla siebie, zaoferował je Yaxley.
- Dobra, niech cię będzie - rzucił, odpaliwszy papierosa i wracając do kontynuowania przerwanego wątku. - Tylko bez pajacerki bo jak nas zobaczy to będzie problem.
Drzwi do znajdującego się nieopodal domku skrzypnęły i mężczyzna, tak zwany Wkurwiony, wysunął się z wnętrza, zamknął za sobą zamek i ruszył w dół ulicy Wiśniowej, niby to odrobinkę nerwowo, ale na całe szczęście chyba nie zwracając zbyt dużej uwagi na otoczenie, bo przeszedł obok nich jak gdyby nigdy nic. Ale Atreus poczekał, aż nie znalazł się już jakiś kawałek od nich, niby to paląc na spokojnie papierosa, zanim sam z Geraldine ruszył uliczką.