18.10.2024, 00:56 ✶
Dora powinna w sumie już dawno spać i jak się okazało - Erik trochę też nie mógł, dlatego siedzieli w kuchni i robili kakao. Znaczy Dora robiła, bo nauczona doświadczeniem kategorycznie zabroniła Longbottomowi podchodzić na mniej niż metr do kuchenki i grzejącego się niej mleka. Każdy przecież wiedział, że jak się na nie nie patrzyło to to zaraz kipiało, ale w momencie kiedy brygadzista był obecny to odnosiła wrażenie, że było jeszcze gorzej. Że było w stanie przypalić się bez gotowania i nie zmieniał tego zbytnio fakt, że chyba nawet ktoś próbował go w tych kuchennych kwestiach egzorcyzmować, czy coś takiego. I jakimś cudem dotrwali cali i zdrowi do końca tego procesu. Crawley przelała mleko do kubków, zamieszała gorące kakao, a potem podała jedno z nich Erikowi, cała z siebie zadowolona.
A potem usłyszeli jak ktoś tłucze się w przedpokoju.
Dziewczyna zmarszczyła lekko brwi, spoglądając na Longbottoma uważnie, ale pierwsze co zrobiła to upiła trochę swojego napoju, jakby czekając czy hałas się powtórzy. To była odrobinkę niespokojna noc i zakładała, że pewnie był to któryś z psów, który może zajęty zabawią nieopatrznie wpadł na jakiś mebel, a potem ktoś znowu na coś wpadł. A do tego dało się słyszeć szepty; ledwo słyszalne, których treści nie dało się odszyfrować siedząc w innym pokoju, ale niemniej alarmujące.
Dora odstawiła kubek na stół i ruszyła w kierunku drzwi kuchni, gdzie mignął zataczający się w półśnie Julian, zmierzający w stronę wyjścia z posiadłości.
- Julek? - rzuciła ostrożnie, w pierwszej chwili nie podchwytując, że był w jakimś... może nie transie, ale absolutnie zaabsorbowany ideą, żeby iść za targającym nim przeczuciem. Dopiero kiedy był na wyciągnięcie ręki od klamki, chwyciła go ostrożnie za ramię. - Julek, jest środek nocy, wszystko dobrze?
A potem usłyszeli jak ktoś tłucze się w przedpokoju.
Dziewczyna zmarszczyła lekko brwi, spoglądając na Longbottoma uważnie, ale pierwsze co zrobiła to upiła trochę swojego napoju, jakby czekając czy hałas się powtórzy. To była odrobinkę niespokojna noc i zakładała, że pewnie był to któryś z psów, który może zajęty zabawią nieopatrznie wpadł na jakiś mebel, a potem ktoś znowu na coś wpadł. A do tego dało się słyszeć szepty; ledwo słyszalne, których treści nie dało się odszyfrować siedząc w innym pokoju, ale niemniej alarmujące.
Dora odstawiła kubek na stół i ruszyła w kierunku drzwi kuchni, gdzie mignął zataczający się w półśnie Julian, zmierzający w stronę wyjścia z posiadłości.
- Julek? - rzuciła ostrożnie, w pierwszej chwili nie podchwytując, że był w jakimś... może nie transie, ale absolutnie zaabsorbowany ideą, żeby iść za targającym nim przeczuciem. Dopiero kiedy był na wyciągnięcie ręki od klamki, chwyciła go ostrożnie za ramię. - Julek, jest środek nocy, wszystko dobrze?
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.