18.10.2024, 02:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2024, 14:10 przez Eden Lestrange.)
Stoję z Lorraine przy Eleonorze i ją trochę magluję.
Eden powstrzymała się przed wyraźną reakcją na słowa Lorraine, choć niektóre z nich wywołały delikatne napięcie, którego nie dało się całkiem ukryć. Subtelne przytyki i ironiczne aluzje były dla niej czymś dobrze znanym; Lorraine miała w zwyczaju mówić więcej, niż na pierwszy rzut oka można by przypuszczać, jak zresztą każdy w ich rodzinie. Nie było więc zaskoczeniem, że rozmowa z kuzynką zmierzała w stronę delikatnych, ukrytych pod powierzchnią tematów. Eden musiała zachować czujność.
Miała wrażenie, że odkąd do jej życia na powrót wkroczył Alastor, stale zachowywała tę czujność.
- W zasadzie, znasz powód nieobecności Josephine? Raphaela jest przesłodka, ale wydaje się niewprawiona jeszcze wystarczająco, by prowadzić takie wydarzenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę komentarz wieńczący jej przemowę... - Mruknęła, niby z ciekawości, ale zwyczajnie zaczynała węszyć podstęp. Odnosiła wrażenie, że za kulisami do czegoś doszło, ale za mało wiedziała, żeby choćby móc podejrzewać co to było. Miała zwyczajnie złe przeczucie w kościach.
Nie pomogło mu zelżyć pytanie Lorraine, bo przecież nigdy takiego by jej nie zadała. Eden, chcąca być kimś innym, niż tylko zadufaną, wywyższającą się sobą? Prosiło się o śmiech w odpowiedzi, ale on nie wybrzmiał, bo w połączeniu z sugestią wchodzenia w rolę, rozwodzenia się nad przebierankami i tą z pozoru niewinną zabawą włosami, stanowiło całość specyficznej układanki.
Rozejrzała się uważnie po sali, mknąc wzrokiem po zebranych gościach, nie pomijając nikogo. Robiła przegląd pobieżny, acz uporczywy, a Lorraine mogła spostrzec to charakterystyczny błysk w oczach Eden, który sugerował tylko jedno - rozplątywała sprawnie logiczną zagadkę, sprawnie i profesjonalnie, niczym auror, którym przecież niegdyś była.
- Kimś, kto zwróci na siebie uwagę wszystkich - oświadczyła w końcu, ale zanim jeszcze wróciła spojrzeniem do kuzynki, zawiesiła je na dłużej na krzyczącym głośno młodym mężczyźnie. Podejrzewała go, choć bardziej skłaniała się ku młodej Raphaeli, ale jej nie było w pobliżu, by mogła na niej zawiesić oko.
Kiedy zbliżyły się do jej matki, Eden wciągnęła powoli powietrze nosem na widok ilości pustych kieliszków otaczających ją. Wiedziała, że matka po alkoholu plotła jak na mękach, znieść tego nie było można, a ona to po niej odziedziczyła. Różnica była taka, że Eleonorze już niewiele procentów było trzeba, żeby świat wirował przed jej oczyma, a Eden ostatnimi czasy piła na tyle często, że musiała spożyć sporo, żeby się do takiego niewdzięcznego stanu doprowadzić.
- Big-beat - powtórzyła po rodzicielce, posyłając ukradkowe spojrzenie Lorraine, chyba chcąc się upewnić, że się nie przesłyszała. A potem Ela obejrzała się tak za siebie w przestrachu, gdy wspomniała o ojcu, jakby wilk, o którym mowa miał ją za karę ugryźć. - Mamo, a czemu tata tak magluje tego młodego Burke'a? Przeprowadza rekrutację na dziedzica? - Zagaiła, licząc, że ich dziedzicznie rozwiązujący się po alkoholu język rzuci trochę światła na tę sprawę. - W ogóle, dziwi mnie, że przyszedł. Dotychczas odnosiłam wrażenie, że brzydzi się sztuki. -
Rzut na charyzmę
Eden powstrzymała się przed wyraźną reakcją na słowa Lorraine, choć niektóre z nich wywołały delikatne napięcie, którego nie dało się całkiem ukryć. Subtelne przytyki i ironiczne aluzje były dla niej czymś dobrze znanym; Lorraine miała w zwyczaju mówić więcej, niż na pierwszy rzut oka można by przypuszczać, jak zresztą każdy w ich rodzinie. Nie było więc zaskoczeniem, że rozmowa z kuzynką zmierzała w stronę delikatnych, ukrytych pod powierzchnią tematów. Eden musiała zachować czujność.
Miała wrażenie, że odkąd do jej życia na powrót wkroczył Alastor, stale zachowywała tę czujność.
- W zasadzie, znasz powód nieobecności Josephine? Raphaela jest przesłodka, ale wydaje się niewprawiona jeszcze wystarczająco, by prowadzić takie wydarzenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę komentarz wieńczący jej przemowę... - Mruknęła, niby z ciekawości, ale zwyczajnie zaczynała węszyć podstęp. Odnosiła wrażenie, że za kulisami do czegoś doszło, ale za mało wiedziała, żeby choćby móc podejrzewać co to było. Miała zwyczajnie złe przeczucie w kościach.
Nie pomogło mu zelżyć pytanie Lorraine, bo przecież nigdy takiego by jej nie zadała. Eden, chcąca być kimś innym, niż tylko zadufaną, wywyższającą się sobą? Prosiło się o śmiech w odpowiedzi, ale on nie wybrzmiał, bo w połączeniu z sugestią wchodzenia w rolę, rozwodzenia się nad przebierankami i tą z pozoru niewinną zabawą włosami, stanowiło całość specyficznej układanki.
Rozejrzała się uważnie po sali, mknąc wzrokiem po zebranych gościach, nie pomijając nikogo. Robiła przegląd pobieżny, acz uporczywy, a Lorraine mogła spostrzec to charakterystyczny błysk w oczach Eden, który sugerował tylko jedno - rozplątywała sprawnie logiczną zagadkę, sprawnie i profesjonalnie, niczym auror, którym przecież niegdyś była.
- Kimś, kto zwróci na siebie uwagę wszystkich - oświadczyła w końcu, ale zanim jeszcze wróciła spojrzeniem do kuzynki, zawiesiła je na dłużej na krzyczącym głośno młodym mężczyźnie. Podejrzewała go, choć bardziej skłaniała się ku młodej Raphaeli, ale jej nie było w pobliżu, by mogła na niej zawiesić oko.
Kiedy zbliżyły się do jej matki, Eden wciągnęła powoli powietrze nosem na widok ilości pustych kieliszków otaczających ją. Wiedziała, że matka po alkoholu plotła jak na mękach, znieść tego nie było można, a ona to po niej odziedziczyła. Różnica była taka, że Eleonorze już niewiele procentów było trzeba, żeby świat wirował przed jej oczyma, a Eden ostatnimi czasy piła na tyle często, że musiała spożyć sporo, żeby się do takiego niewdzięcznego stanu doprowadzić.
- Big-beat - powtórzyła po rodzicielce, posyłając ukradkowe spojrzenie Lorraine, chyba chcąc się upewnić, że się nie przesłyszała. A potem Ela obejrzała się tak za siebie w przestrachu, gdy wspomniała o ojcu, jakby wilk, o którym mowa miał ją za karę ugryźć. - Mamo, a czemu tata tak magluje tego młodego Burke'a? Przeprowadza rekrutację na dziedzica? - Zagaiła, licząc, że ich dziedzicznie rozwiązujący się po alkoholu język rzuci trochę światła na tę sprawę. - W ogóle, dziwi mnie, że przyszedł. Dotychczas odnosiłam wrażenie, że brzydzi się sztuki. -
Rzut na charyzmę
Rzut PO 1d100 - 44
Sukces!
Sukces!
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~