18.10.2024, 10:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.10.2024, 10:15 przez Charlotte Kelly.)
Charlotte nie podobało się, że Electra pracuje dla mugoli, że jest beztroska, że nie ma żadnego planu i że najwyraźniej zupełnie nie zdawała sobie sprawy z tego, jak wygląda życie. Kobieta wychowana w rodzie Crouchów zastanawiała się, jakim cudem ktoś taki uchował się w rodzinie czystej krwi: czy rodzice i bracia w ogóle nie wypuszczali jej z domu, skoro nigdy nie zetknęła się z twardą rzeczywistością? Uśmiechała się miło, udawała troskę i zainteresowanie, nie polubiła jej jednak ani za krztynę. Ale mimo to nie zamierzała zmuszać syna do zrezygnowania z tej relacji. Wiedziała czym skończyło się to w jej przypadku. Opór rodziców tylko utrwalił jej determinację. Raczej skłaniała się do prób przekonania Electry, by ruszyła głową i przestała robić tak kompromitujące w oczach Charlotte rzeczy, jak praca dla mugoli. Mogła za to odetchnąć z ulgą na myśl o tym, że Jessie podobno nie był w jej typie (a przy odrobinie szczęścia ona nie była w jego typie).
– Nie obawiasz się, że praca dla mugoli zupełnie zamknie ci później możliwość podjęcia pracy w czarodziejskim świecie? – spytała Charlotte, emanując wręcz troską i sympatią, jak świeczki na choince yulowej blaskiem i świąteczną atmosferą. – Jeśli staniesz się tam sławna, ktoś może zacząć sprawdzać twoją przeszłość i odkryć, że Electra Prewett nie ma rodziców, rodzeństwa, szkoły ani żadnej przeszłości i trzeba będzie się wycofać. A czystokrwiści… niestety, są mało postępowi, a to oni najwięcej wydają na ubrania, zwłaszcza jeśli lubisz szyć bardziej wymyślne kreacje. Mogą krzywo patrzeć na takie doświadczenia zawodowe.
To przynajmniej była prawda, to o braku postępowości – bo Charlotte nie lubiła tak naprawdę mugoli, ale nie lubiła i skostniałych tradycji czystokrwistych. Nienawidziła aranżowanych małżeństw, przykazów słuchania starszego pokolenia. Uważała, że swoją wartość należy udowodnić, a większość czystokrwistych nie umiała tego zrobić, polegając na swoim uprzywilejowani. Była paradoksem ,a może jednie okropną osobą, równie wiele mając do zarzucenia niemal wszystkim wokół siebie – poza samą sobą, oczywiście i najbliższym otoczeniem.
Wysłuchała opowieści, pijąc przy tym herbatę, ciężko było więc powiedzieć, co sobie myślała… a nawet jakby nie piła, to pewnie by nic po sobie nie pokazała. Charlotte umiała kłamać. Kłamstwa przychodziły jej tak naturalnie, że momentami nie zauważała sama, gdy niepostrzeżenie zaczynały zamieniać się w prawdę.
– Dolać ci herbaty, Tony? – spytała nieporuszona, kiedy Electra rzuciła się zbierać przedmioty wyrzucone z torebki, chociaż gdy spojrzała na Shafiqa, to on mógł wyłapać, że chłód w oczach nie korespondował z miłym uśmiechem. W gruncie rzeczy przed nim akurat nie próbowała tego kryć, choć gdy moment później patrzyła znów na młodych, spojrzenie miała znów bardzo przyjacielskie.
– Nie obawiasz się, że praca dla mugoli zupełnie zamknie ci później możliwość podjęcia pracy w czarodziejskim świecie? – spytała Charlotte, emanując wręcz troską i sympatią, jak świeczki na choince yulowej blaskiem i świąteczną atmosferą. – Jeśli staniesz się tam sławna, ktoś może zacząć sprawdzać twoją przeszłość i odkryć, że Electra Prewett nie ma rodziców, rodzeństwa, szkoły ani żadnej przeszłości i trzeba będzie się wycofać. A czystokrwiści… niestety, są mało postępowi, a to oni najwięcej wydają na ubrania, zwłaszcza jeśli lubisz szyć bardziej wymyślne kreacje. Mogą krzywo patrzeć na takie doświadczenia zawodowe.
To przynajmniej była prawda, to o braku postępowości – bo Charlotte nie lubiła tak naprawdę mugoli, ale nie lubiła i skostniałych tradycji czystokrwistych. Nienawidziła aranżowanych małżeństw, przykazów słuchania starszego pokolenia. Uważała, że swoją wartość należy udowodnić, a większość czystokrwistych nie umiała tego zrobić, polegając na swoim uprzywilejowani. Była paradoksem ,a może jednie okropną osobą, równie wiele mając do zarzucenia niemal wszystkim wokół siebie – poza samą sobą, oczywiście i najbliższym otoczeniem.
Wysłuchała opowieści, pijąc przy tym herbatę, ciężko było więc powiedzieć, co sobie myślała… a nawet jakby nie piła, to pewnie by nic po sobie nie pokazała. Charlotte umiała kłamać. Kłamstwa przychodziły jej tak naturalnie, że momentami nie zauważała sama, gdy niepostrzeżenie zaczynały zamieniać się w prawdę.
– Dolać ci herbaty, Tony? – spytała nieporuszona, kiedy Electra rzuciła się zbierać przedmioty wyrzucone z torebki, chociaż gdy spojrzała na Shafiqa, to on mógł wyłapać, że chłód w oczach nie korespondował z miłym uśmiechem. W gruncie rzeczy przed nim akurat nie próbowała tego kryć, choć gdy moment później patrzyła znów na młodych, spojrzenie miała znów bardzo przyjacielskie.