18.10.2024, 10:40 ✶
Z czekolady wyłoniła się dłoń, ociekająca ciemnymi kroplami słodyczy, a palce zacisnęły się na nadgarstku Atreusa z siłą imadła. Z pewnością nie były widmowe, chociaż przecież duch nie powinien móc przybrać materialnej postaci: może faktycznie mieli do czynienia z poltergeistem, może duch w jakiś sposób wpływał na ich umysły, a może było to jakieś złośliwe zaklęcie i ktoś faktycznie chciał zniszczyć wesele Blacków?
Piękna, słowiańska czarownica, przypatrywała się temu przez moment, a jej usta ułożyły się w kształt litery "O". Sięgnęła po różdżkę, ale ostatecznie zamiast pomóc Bulstrodowi odwróciła się po prostu na pięcie i jak gdyby nigdy nic, odmaszerowała w stronę łazienki, zapewne planując pozbyć się tam plam z czekolady, które zostały na jej gorsecie. Nie znała go w końcu. Może nic nie obchodził jej jego los, może doszła do wniosku, że sam sobie da radę albo nie miała zamiaru pozwolić, aby doszło do zniszczenia jej eleganckiej sukni?
Tymczasem czekolada zabulgotała, i w ślad za ręką zaczęła wyłaniać się sylwetka. Czekolada przy okazji przelała się poza brzegi fontanny, zachlapując podłogę i buty na Atreusa – a nadgarstek już miał brudny po tym, jak istota chwyciła go za rękę i najwyraźniej niezbyt była chętna do puszczania.
– Jestem Black. Pani Black – oświadczyła z wyższością, i może robiłoby to większy efekt, gdyby nie to, że ciężko wyglądać prawdziwie dostojnie, kiedy ocieka się czekoladą. – Jestem nestorką rodu, prababką Perseusa Blacka. Nie okłamałbyś mnie, prawda, młody człowieku? – spytała, i chociaż Atreus mógł widzieć głównie czekoladę, wiedział, że w tej chwili kobieta na niego spogląda. – Czyje to wesele, w takim razie? Obiecano mi udział w weselu mojego najstarszego prawnuka – oświadczyła z oburzeniem, rozglądając się. W pobliżu szczęśliwie nie stali żadni inni goście, chociaż pewnie przynajmniej pojedyncze osoby musiały zauważyć to niecodziennie zjawisko. Nie żeby na razie ktoś się mocno przejmował, żyli w końcu w świecie czarów, widziało się tu nie takie rzeczy, jak lewitujące fontanny z czekoladą, ale już ta sylwetka, która z tej wyłaziła, mogła nie ucieszyć niektórych, którzy zjedli trochę owoców w czekoladzie…
Piękna, słowiańska czarownica, przypatrywała się temu przez moment, a jej usta ułożyły się w kształt litery "O". Sięgnęła po różdżkę, ale ostatecznie zamiast pomóc Bulstrodowi odwróciła się po prostu na pięcie i jak gdyby nigdy nic, odmaszerowała w stronę łazienki, zapewne planując pozbyć się tam plam z czekolady, które zostały na jej gorsecie. Nie znała go w końcu. Może nic nie obchodził jej jego los, może doszła do wniosku, że sam sobie da radę albo nie miała zamiaru pozwolić, aby doszło do zniszczenia jej eleganckiej sukni?
Tymczasem czekolada zabulgotała, i w ślad za ręką zaczęła wyłaniać się sylwetka. Czekolada przy okazji przelała się poza brzegi fontanny, zachlapując podłogę i buty na Atreusa – a nadgarstek już miał brudny po tym, jak istota chwyciła go za rękę i najwyraźniej niezbyt była chętna do puszczania.
– Jestem Black. Pani Black – oświadczyła z wyższością, i może robiłoby to większy efekt, gdyby nie to, że ciężko wyglądać prawdziwie dostojnie, kiedy ocieka się czekoladą. – Jestem nestorką rodu, prababką Perseusa Blacka. Nie okłamałbyś mnie, prawda, młody człowieku? – spytała, i chociaż Atreus mógł widzieć głównie czekoladę, wiedział, że w tej chwili kobieta na niego spogląda. – Czyje to wesele, w takim razie? Obiecano mi udział w weselu mojego najstarszego prawnuka – oświadczyła z oburzeniem, rozglądając się. W pobliżu szczęśliwie nie stali żadni inni goście, chociaż pewnie przynajmniej pojedyncze osoby musiały zauważyć to niecodziennie zjawisko. Nie żeby na razie ktoś się mocno przejmował, żyli w końcu w świecie czarów, widziało się tu nie takie rzeczy, jak lewitujące fontanny z czekoladą, ale już ta sylwetka, która z tej wyłaziła, mogła nie ucieszyć niektórych, którzy zjedli trochę owoców w czekoladzie…