18.10.2024, 13:24 ✶
– Weź przestań pierdolić Thomas, co ujebiesz mi głowę przy samej dupie, żeby przestało mi odpierdalać? – wcale nie chciała taka być. Figg zawsze był tym zabawnym pajacem, który pił nie z tego imbryka co powinien, ale kumplowali się, był bratem Norki no i... no i chciał dobrze. Chciał być miły. Ze wszystkich trzech osób z którymi nie chciała dzisiaj rozmawiać, z nim nie chciała rozmawiać najmniej. Ale też z nim chciała rozmawiać najmniej, co tworzyło srogi dysonans w tej małej głowie.
– Tak samo jak samotność. Co zrobisz? Skopiesz jej dupsko? Ona se jest. Nie ważne czy siedzisz w pokoju w którym jest jedna osoba czy piętnaście czy kurwa tysiąc. Jest i Cię zjada od środka bo jesteś zjebany. – Nie obrażała jego, ale siebie, myślała o sobie, tylko dziś i tak ludzie opatrznie rozumieli jej słowa, więc możliwe, że brałby to jako wyrzut i obrażanie jego. Nie dbała o to. Była już zbyt rozjebana tym całym spotkaniem, Heather, która widocznie po ostatnim wzięła sobie do serca, że Milles rucha się ze śmierciożercami i tą całą karuzelą emocjonalną wynikającą z faktu, że życie działo się za wolno i za szybko w tym samym momencie.
Kilkukrotnie uderzyła głową w deski drzwi.
Było trochę lepiej.
Przestała płakać.
– Podoba Ci się odcień nocnego nieba na stropie? Nie chciałam dawać tego co był, bo barwniki się zmieniły i... pomyślałam, że ciemniejsze tony będą fajniejsze i trochę różowego na wschodzie jakby wiesz... bo wschód, nadzieja, takie pierdolenie. Co myślisz...? – nie otworzyła mu drzwi, nie oczekiwała też, że by został, żeby obrażony rozmawiać z nią przez ścianę.
– Gdzieś Ty sobie te kwiaty wsadził, w dupę, że ich nie było widać na zebraniu?– dodała jeszcze po chwili głupkowato chichocząc.
– Tak samo jak samotność. Co zrobisz? Skopiesz jej dupsko? Ona se jest. Nie ważne czy siedzisz w pokoju w którym jest jedna osoba czy piętnaście czy kurwa tysiąc. Jest i Cię zjada od środka bo jesteś zjebany. – Nie obrażała jego, ale siebie, myślała o sobie, tylko dziś i tak ludzie opatrznie rozumieli jej słowa, więc możliwe, że brałby to jako wyrzut i obrażanie jego. Nie dbała o to. Była już zbyt rozjebana tym całym spotkaniem, Heather, która widocznie po ostatnim wzięła sobie do serca, że Milles rucha się ze śmierciożercami i tą całą karuzelą emocjonalną wynikającą z faktu, że życie działo się za wolno i za szybko w tym samym momencie.
Kilkukrotnie uderzyła głową w deski drzwi.
Było trochę lepiej.
Przestała płakać.
– Podoba Ci się odcień nocnego nieba na stropie? Nie chciałam dawać tego co był, bo barwniki się zmieniły i... pomyślałam, że ciemniejsze tony będą fajniejsze i trochę różowego na wschodzie jakby wiesz... bo wschód, nadzieja, takie pierdolenie. Co myślisz...? – nie otworzyła mu drzwi, nie oczekiwała też, że by został, żeby obrażony rozmawiać z nią przez ścianę.
– Gdzieś Ty sobie te kwiaty wsadził, w dupę, że ich nie było widać na zebraniu?– dodała jeszcze po chwili głupkowato chichocząc.