18.10.2024, 14:39 ✶
- Zabawnie było, jak próbował mnie wyswatać z moim kolegą... nie zainteresowanym kobietami - sprostowała Brenna (choć i wtedy, przy swatach z Flintem, wcale nie była zbytnio zadowolona, że brat Próbuje Się Wtrącać). Swatanie jej z Atreusem nie było zabawne, bo mieli wtedy oboje w głowach wystarczająco dużo zamieszania, a już szczególnie fatalnym wyborem było robienie tego w pierwszych dniach sierpnia. - Miło z twojej strony, Miles – odparła z niezmąconym spokojem, chociaż pewne sprawy nie były wcale takie proste, i o ile samo sypialnie z kimś można było ignorować, o tyle gdy w grę wchodziły emocje, stawało się to bardziej skomplikowane.
O ile to stwierdzenie Brenna puściła pomimo uszu, o tyle pytanie zadane kartom wywołało w niej chęć westchnienia.
Jak często i ile razy mieli zapewniać Millie Moody, że są jej przyjaciółmi i nie czekają na okazję, aby wbić jej nóż w plecy? Przecież Prewett w dość oczywisty sposób po prostu zaprzeczał, że woli mężczyzn… co prawdopodobnie robiłby nawet, gdyby ich nie wolał. W świecie czarodziejów to było źle widziane – w świecie czystokrwistych nie miało już żadnej racji bytu. Do pewnych rzeczy ciężko było przyznać się nawet w gronie najbliższych przyjaciół. Nie odezwała się jednak, pozwalając przelać Millie gniew na te karty, a wyjaśnienia pozostawiając Basiliusowi, którego sprawa dotyczyła. Brenna nie była pewna, czy między nimi nie ma jakichś konfliktów, o których nie wiedziała albo napięć. Jadła w milczeniu, gdy padały kolejne słowa wróżby, nie planując się wtrącać i ogólnie udając, że jej nie ma.
A raczej zamierzała tak zrobić, aż do momentu, w którym Moody zaczęła płakać.
Basilius poruszył się pierwszy, przysiadł się do niej i ją objął, nim Brenna zdążyła wstać. Obeszła jednak stół, podchodząc od Moody z drugiej strony, by z kieszeni wyciągnąć chusteczkę i podać ją Millie. Nie pochyliła się na razie, bo Basilius szeptał jej coś do ucha, nie chciała podsłuchiwać: przesunęła tylko palcami po plecach kobiety, w uspokajającym geście.
O ile to stwierdzenie Brenna puściła pomimo uszu, o tyle pytanie zadane kartom wywołało w niej chęć westchnienia.
Jak często i ile razy mieli zapewniać Millie Moody, że są jej przyjaciółmi i nie czekają na okazję, aby wbić jej nóż w plecy? Przecież Prewett w dość oczywisty sposób po prostu zaprzeczał, że woli mężczyzn… co prawdopodobnie robiłby nawet, gdyby ich nie wolał. W świecie czarodziejów to było źle widziane – w świecie czystokrwistych nie miało już żadnej racji bytu. Do pewnych rzeczy ciężko było przyznać się nawet w gronie najbliższych przyjaciół. Nie odezwała się jednak, pozwalając przelać Millie gniew na te karty, a wyjaśnienia pozostawiając Basiliusowi, którego sprawa dotyczyła. Brenna nie była pewna, czy między nimi nie ma jakichś konfliktów, o których nie wiedziała albo napięć. Jadła w milczeniu, gdy padały kolejne słowa wróżby, nie planując się wtrącać i ogólnie udając, że jej nie ma.
A raczej zamierzała tak zrobić, aż do momentu, w którym Moody zaczęła płakać.
Basilius poruszył się pierwszy, przysiadł się do niej i ją objął, nim Brenna zdążyła wstać. Obeszła jednak stół, podchodząc od Moody z drugiej strony, by z kieszeni wyciągnąć chusteczkę i podać ją Millie. Nie pochyliła się na razie, bo Basilius szeptał jej coś do ucha, nie chciała podsłuchiwać: przesunęła tylko palcami po plecach kobiety, w uspokajającym geście.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.