18.10.2024, 15:16 ✶
Atreus zmarszczył brwi, chyba odrobinkę zbyt wciąż zaskoczony tą całą sytuacją, żeby odpowiednio szybko zareagować na wyciągającą się w jego stronę rękę. Czekoladowa łapa podchwyciła go, zaciskając się na ubraniu i pierwszą rzeczą która przeszła mu przez głowę było to, że właśnie uświniła mu bardzo dobrą szatę. Obejrzał się na Jagodę, bardziej kontrolnie niż oczekując od niej jakiejkolwiek reakcji, ale ta zwyczajnie odwróciła się na pięcie i ruszyła w swoją stronę, zostawiając go samego z zaistniałym problemem.
Cudownie, tego mu było trzeba. Aczkolwiek nie zamierzał narzekać, kiedy pierwszą jej reakcją było posądzenie go o robienie sobie takich głupich żartów jak czarowanie fontanny z czekoladą. Prędzej by już pomyślał że to robota tego gówniarza Blacka, który jakiś czas temu rozstawił się i radośnie oznajmił, ze teraz będzie zbierał zakłady odnośnie tego jak długo związek Perseusa i Vespery przetrwa.
Czekolada zabulgotała i Bulstrode mimowolnie próbował cofnąć rękę, ale zjawa chyba postanowiła zrobić sobie z niego jakiś stały punkt zaczepienia. Dziwne to było, bo teoretycznie powinna być chyba niematerialna, ale z drugiej strony czuł nacisk czekoladowej łapy, więc może znaczyłoby to, że zadziałałyby jakieś normalne zaklęcia. Ale przede wszystkim zaklął w myślach szpetnie, kiedy formująca się dalej sylwetka babci wychlapała z naczynia kolejną falę, zalewając mu tym razem buty.
- W życiu nikogo nie okłamałem - powiedział bez mrugnięcia okiem, ale z pewnym niesmakiem malującym się na twarzy. - Ale jak to pani obiecano? Kto taki obiecał? Może powinna się pani zapytać organizatorów tego całego przedsięwzięcia? Jestem absolutnie przekonany, że oni udzieliliby jakichś lepszych odpowiedzi - w sumie jak tak o tym myślał, to mógł zwyczajnie powiedzieć że tak, to było wesele Perseusa i Vespery, a potem hulaj dusza, niech ktoś inny się zajmie tą zbłąkaną zjawą, bo to absolutnie nie był jego problem. - I czy... może mnie pani puścić? - zapytał, uśmiechając się sztywno, ale druga ręka zacisnęła się nieco mocniej na różdżce. Będzie musiał się potem cały wyczyścić z tej czekoladowej katastrofy.
Cudownie, tego mu było trzeba. Aczkolwiek nie zamierzał narzekać, kiedy pierwszą jej reakcją było posądzenie go o robienie sobie takich głupich żartów jak czarowanie fontanny z czekoladą. Prędzej by już pomyślał że to robota tego gówniarza Blacka, który jakiś czas temu rozstawił się i radośnie oznajmił, ze teraz będzie zbierał zakłady odnośnie tego jak długo związek Perseusa i Vespery przetrwa.
Czekolada zabulgotała i Bulstrode mimowolnie próbował cofnąć rękę, ale zjawa chyba postanowiła zrobić sobie z niego jakiś stały punkt zaczepienia. Dziwne to było, bo teoretycznie powinna być chyba niematerialna, ale z drugiej strony czuł nacisk czekoladowej łapy, więc może znaczyłoby to, że zadziałałyby jakieś normalne zaklęcia. Ale przede wszystkim zaklął w myślach szpetnie, kiedy formująca się dalej sylwetka babci wychlapała z naczynia kolejną falę, zalewając mu tym razem buty.
- W życiu nikogo nie okłamałem - powiedział bez mrugnięcia okiem, ale z pewnym niesmakiem malującym się na twarzy. - Ale jak to pani obiecano? Kto taki obiecał? Może powinna się pani zapytać organizatorów tego całego przedsięwzięcia? Jestem absolutnie przekonany, że oni udzieliliby jakichś lepszych odpowiedzi - w sumie jak tak o tym myślał, to mógł zwyczajnie powiedzieć że tak, to było wesele Perseusa i Vespery, a potem hulaj dusza, niech ktoś inny się zajmie tą zbłąkaną zjawą, bo to absolutnie nie był jego problem. - I czy... może mnie pani puścić? - zapytał, uśmiechając się sztywno, ale druga ręka zacisnęła się nieco mocniej na różdżce. Będzie musiał się potem cały wyczyścić z tej czekoladowej katastrofy.