- Wspaniale, może nam się to przydać. - W tym przypadku kontakty Ambroisa faktycznie mogły nieco naświetlić im to, jak wygląda sytuacja. Miał sporo znajomości, więc mógł zweryfikować to, co aktualnie działo się w magicznym świecie. Właściwie to zdarzały się sytuacje, w których dobrze było mieć różne kontakty, to był jeden z takich momentów. Zresztą nigdy nie wątpiła w to, że te jego interesy mogą mieć znaczenie. Nie negowała ścieżki, którą podążał, chociaż bywało, że się denerwowała o niego, nie na niego. Pogodziła się właściwie dosyć szybko z tym, jak wygląda ich życie, wiedziała, że nie mogą go zmienić, dzięki czemu nie żyło im się najgorzej. Akceptowała to wszystko, co działo się wokół nich. Ona również nie za bardzo zmieniła ścieżkę, którą podążała, tyle, że Greengrass faktycznie spotykał na swojej drodze zdecydowanie więcej ludzi niż ona. To miało swoje plusy.
Miała świadomość, że ludzie mogą czuć niepokój, ostatnio wiele się działo, pojawiały się osoby, które nieco odważniej mówiły o zmianach, które powinny nastąpić w magicznym świecie. Sporo też zawdzięczali temu, że pierwszy raz trafił im się mugolski minister magii, który wzbudzał spore kontrowersje. Ludzie woleli sie przygotować na najgorsze, nastroje były bowiem różne. Nawet ich rozumiała. Sama pewnie też wolałaby mieć pod ręką to, co potrzeba, skoro nie wiadomo, czy sytuacja diametralnie się nie zmieni.
Mieli sporo szczęścia, że udało im się zbudować całkiem niezły azyl poza miastem. Nikt o nim nie wiedział, mogli więc się tam zaszyć i mieć święty spokój z dala od tego wszystkiego. To było całkiem niezłe rozwiązanie, wbrew pozorom nawet nie sądziła, że faktycznie, aż tak będzie mogła im się przydać ta chatka na zadupiu, nie sądziła, że w świecie magii będzie się działo, aż tak wiele.
Yaxleyówna zaczęła doceniać ten spokój, który mieli na wsi. Kiedyś nie lubiła takiego życia, zdecydowanie wolała gwar miasta, bliskość miejsc, które były oblegane, aktualnie jednak nie było jej to potrzebne. Nie sądziła nawet, że będzie w stanie przyzwyczaić się do takiego życia, jakie tego wiodła. Nad morzem było po prostu sielsko, nikt ich nie niepokoił, mogli skupiać się na sobie i cieszyć tym, co mieli. To była całkiem niezła alternatywa. Wiadomo, nie mogli się całkiem wycofać i przenieść tam na stałe, jednak na teraz to było idealne rozwiązanie.
- Cieszę się, że się zgadzamy. - Tak, wieczór zapowiadał się idealnie. To tylko skłaniało ja ku temu, aby jak najszybciej załatwić te wszystkie drobne sprawy. Nie mogła się doczekać, kiedy wylądują na swojej małej plaży. Noc miała być pewnie jedną z najcieplejszych w roku, co zachęcało do tego, aby spędzić ją na zewnątrz. Szkoda było nie skorzystać z takiej okazji. Zresztą, gdyby coś się zmieniło mogli zawsze wrócić do domu. To miejsce było naprawdę niesamowite, wszystko co potrzebowali znajdowało się na wyciągnięcie ręki.
Czuła jednak, że może czas najwyższy się nieco zainteresować tym, jakie nastroje panowały wśród czarodziejów. Nie była z tym na bieżąco, a szkoda byłoby przegapić zbliżające się zmiany. Powinna podpytać co niektórych znajomych o to, co właściwie się dzieje. Dobrze było otworzyć oczy. Wolałaby nie obudzić się, gdy będzie zbyt późno. Nie, żeby jej to jakoś szczególnie dltyczyło, bo Yaxley nie angażowała się jakoś specjalnie w politykę, ani się nią za bardzo nie interesowała. Miała jakieś tam swoje poglądy, które chyba nie do końca pasowały do którejkolwiek ze stron. Nie było nic po środku, a szkoda. Sądziła, że pewnie znalazłoby się sporo osób, które podzielały jej zdanie, zresztą nie musiała szukać daleko - wiedziała, że poglądy Ambroisa są bliskie tym jej.
- Tylko, czy faktycznie im się te prawa należą? - Powiedziała dosyć cicho, aby faktycznie usłyszał to tylko jej chłopak, a nie nikt więcej. Słabo by było, gdyby ktoś z tego pochodu usłyszał, że nie do końca popiera ich postulaty. Cóż, charłacy niby pochodzili z ich świata, jednak nie odgrywali w nim żadnej roli. Yaxleyówna uważała, że chyba lepiej dla nich by było, gdyby zamieszkali w mugolskim świecie. Mogliby się tam odnaleźć bez żadnego problemu. Nie powinni próbować zmieniać czegoś w tej magicznej części, bo przecież sami nie potrafili posługiwać się magią, to trochę ich wykluczało z tego, co się działo, przynajmniej jej zdaniem. Ogólnie jej nie przeszkadzali, bo przecież nie mieli wpływu na to, że magia się w nich nie narodziła, no ale powinni się pogodzić z tym, że to nie było ich miejsce.
Wcale nie tak łatow było im przemieszczać się w tłumie, szczególnie, że nie chcieli się w nim zgubić, wręcz przeciwnie, z każdą minutą wydawało się jej to być coraz trudniejsze. Na szczęście Ambroise pilnował, aby się od niego nie odłączyła. Nie, żeby bała się tego, że nie poradziłaby sobie z tym zamieszaniem, ale zdecydowanie wolała poruszać się z nim. Okropnie żałowała tego, że od razu nie wrócili do domu. Nie miała pojęcia ile im zejdzie na wydostaniu się z tej demonstracji, a wizja kolacji na plaży powoli zaczynała się oddalać.
Mężczyzna przyciągnął ją do siebie nieco gwałtownie, przez co nieomal straciła równowagę, zresztą on również. Czuła, że z ich dzisiejszych zakupów raczej nic nie zostanie, szczególnie, że kupowali sporo rzeczy w aptece. Niezbyt jej się to podobało, bo to oznaczało, że będą musieli tutaj wrócić już niedługo, a liczyła na to, ze zostaną w Piaskownicy nieco dłużej.
- Oczywiście, że dam radę. - Powiedziała jeszcze nim zdążyła spojrzeć o które miejsce dokładnie mu chodziło, ale nie było innej opcji, na pewno uda jej się to zrobić. Yaxley nie była przecież miękką fają. Nie bała się tłumu i potrafiła korzystać ze swoich łokci oraz kolan.
Korzystając więc ze swoich kolan i ciężkich butów (jakie to szczęście, że się na nie zdecydowała!) przepychała się powoli w stronę tego prześwitu, który jej pokazał. Jako, że Ambroise znajdował się tuż za nią i ściskał ją do siebie dosyć mocno szło jej to raczej powoli, ale działało. Jeszcze chwila, a powinni znaleźć się niedaleko tej alejki, w którą mogli odbić. Miała nadzieję, że im sie to uda i że faktycznie za krótką chwilę opuszczą to zbiegowisko, bo ludzie byli coraz bardziej podkurwieni i jeszcze chwila, a zaczną się napierdalać między sobą. Nie ma się co dziwić, większość zaczęła po sobie deptać, panika nie była w tym wypadku ich przyjacielem.