18.10.2024, 20:17 ✶
Też nie? Co to miało znaczyć? Młody Bell zmarszczył czoło, patrząc na Sebastiana uważnie. To nie tak, że on myślał, że konwen zawsze wyciągał łapę po hajsiwo. W zasadzie to Felix w ogóle się nad tym nie zastanawiał, bo cholera jasna - miał dużo ważniejsze rzeczy do roboty. Na przykład rozważania na temat kolejnych proszków, zmieszanych ze sobą, które mogłyby dać jeszcze lepszy efekt podczas występów. Albo eliksirów. Lubił eliksiry, chociaż skłamałby, gdyby powiedział, że jest w nich mistrzem. Jednak gdy nieznajomy mężczyzna, stojący za stołem, powiedział że się dogadają, twarz Felixa się rozpromieniła. Wyciągnął najładniejszego żołędzia, nawet obejrzał go pod słońcem by sprawdzić, czy jest idealny. Nie, nie był, ale był ładniejszy od tego drugiego.
- Protestował? - zapytał, wyciągając dłoń z żołędziem w kierunku Macmillana. Wydawał się zdziwiony, jakby nie był pewny, o co dokładnie chodzi. Dopiero po kilku uderzeniach serca Bell załapał, o co chodziło. No przecież - był na marszu! - Um... Nie, raczej nie. To znaczy nie chcę być w pierwszym rzędzie. W zasadzie to przyszedłem tu popatrzeć, bo nigdy nie byłem na żadnym proteście.
Odpowiedział z rozbrajającą szczerością, sięgając po miskę. Otworzył szeroko oczy na widok ilości jedzenia. Pachniało dobrze, nawet bardzo dobrze. I było go naprawdę dużo. W cyrku nie głodowali, w Hogwarcie nie głodował, lecz przecież miał mocno zakorzenione w głowie wydzielane porcje jeszcze w sierocińcu. Nigdy nie był wychudzony, nigdy nie był głodzony, ale nigdy też nie jadł ponad normę. Dopiero gdy poszedł za Elaine dostawał ogrom porcji, których normalnie nie był w stanie przejść. Co nie znaczyło, że nie próbował.
- Wow, dużo tego. I to za darmo? - łypnął na faceta podejrzliwie. Jaja sobie z niego robił? Zaraz ktoś wyskoczy na niego z nożem i każe zapłacić? - Nie dziwię się, że to trwa tyle godzin, jak ich tak dobrze karmicie.
Powiedział, przesuwając miskę bliżej siebie. Wziął ją ostrożnie w dłonie, nie chcąc rozlać ani kropli, gdy nagle po raz kolejny został popchnięty. Jeżeli Macmillan nie spodziewał się jakichś specjalnych zamieszek, to cóż... Musiał obejść się smakiem. Miska wyleciała Felixowi z rąk, oblewając wszystko i wszystkich dookoła. A on oberwał w plecy z łokcia tak mocno, że aż łzy stanęły mu w oczach. Ale to nie było celowe: cały ogonek ludzi wpadał na siebie, zupełnie tak jakby ktoś z końca kolejki się pchał.
- Protestował? - zapytał, wyciągając dłoń z żołędziem w kierunku Macmillana. Wydawał się zdziwiony, jakby nie był pewny, o co dokładnie chodzi. Dopiero po kilku uderzeniach serca Bell załapał, o co chodziło. No przecież - był na marszu! - Um... Nie, raczej nie. To znaczy nie chcę być w pierwszym rzędzie. W zasadzie to przyszedłem tu popatrzeć, bo nigdy nie byłem na żadnym proteście.
Odpowiedział z rozbrajającą szczerością, sięgając po miskę. Otworzył szeroko oczy na widok ilości jedzenia. Pachniało dobrze, nawet bardzo dobrze. I było go naprawdę dużo. W cyrku nie głodowali, w Hogwarcie nie głodował, lecz przecież miał mocno zakorzenione w głowie wydzielane porcje jeszcze w sierocińcu. Nigdy nie był wychudzony, nigdy nie był głodzony, ale nigdy też nie jadł ponad normę. Dopiero gdy poszedł za Elaine dostawał ogrom porcji, których normalnie nie był w stanie przejść. Co nie znaczyło, że nie próbował.
- Wow, dużo tego. I to za darmo? - łypnął na faceta podejrzliwie. Jaja sobie z niego robił? Zaraz ktoś wyskoczy na niego z nożem i każe zapłacić? - Nie dziwię się, że to trwa tyle godzin, jak ich tak dobrze karmicie.
Powiedział, przesuwając miskę bliżej siebie. Wziął ją ostrożnie w dłonie, nie chcąc rozlać ani kropli, gdy nagle po raz kolejny został popchnięty. Jeżeli Macmillan nie spodziewał się jakichś specjalnych zamieszek, to cóż... Musiał obejść się smakiem. Miska wyleciała Felixowi z rąk, oblewając wszystko i wszystkich dookoła. A on oberwał w plecy z łokcia tak mocno, że aż łzy stanęły mu w oczach. Ale to nie było celowe: cały ogonek ludzi wpadał na siebie, zupełnie tak jakby ktoś z końca kolejki się pchał.