18.10.2024, 21:15 ✶
Fistulina hepatica
Tym był. Tym się czuł trzymając szczupłą, jak gałąź dłoń Roselyn.
Tego dnia dowiedział się, że błogosławieństwo Kniei nie jest żadnym błogosławieństwem a klątwą, którą najprawdopodobniej jakiś szkot rzucił gdzieś w przestrzeń, a ona rozeszła się jak zarodniki.
hepatica znaczy wątrobiana
Jak część ciała, taka na zewnątrz. Płakał, gdy zdał sobie sprawę z tego, że Knieja nie jest zazdrosna, Knieja go nie kocha, nie jest nikim wyjątkowym dla Kniei. Nie chciał o tym rozmawiać z Norą, nie wierzył aby jego ukochana była w stanie pojąć ogrom zniszeń w jego sercu. Napisał nawet list do Erika - dziedzica domu Longbottom, który przed miesiącem znalazł czas dla niego i zabrał go na ryby, jak przed laty zabierał go jego ojciec. Mężczyzny, któremu ufał, któremu mógłby się zwierzyć, poszukać w jego opiekuńczym głosie ukojenia, akceptacji, potwierdzenia, że jest chciany tu, na miejscu w Dolinie. Wysłał go. Rozpaczliwą prośbę o pomoc. A potem włamał się do pokoju mężczyzny i ukradł własny list pełen wstydu, że w ogóle chciał mu tym zawracać głowę.
fistulina... fistulina... to był rząd Agaricales
A ona była drzewem. Przemieszczała się. Mówiła. Miała twarz i włosy. Ale była drzewem. Z pewnym zaskoczeniem odkrył że jego ból nie jest tylko jego bólem, a niepokój i strach odciągał jego myśli ku kobiecie, którą widział ledwie kilka razy na oczy, ale... Ona była drzewem.
Nie znał i nie slyszał nigdy o teorii bliźniaczych dusz, nie rozumiał tego co ich łączyło. Lecz gdyby miał do czegokolwiek to przytównać, to czuł się jak fistulina heptica. Nie drzewo. Żywa wątroba, Ozorek dębowy, grzyb przyczepiony do pięknej kory, ręka wsunięta w rękę, symbioza, która będzie trwała już zawsze, nawet gdy ona osiągnie już pełnię swojego istnienia jako drzewo Kniei, a on...
Był zdziwiony, że to nie znikło, że choć przekleństwo stało się błogosławieństwem, to ona pozostała. W cichym przymierzu, w cichej obietnicy wzajemnej pomocy.
Szedł z nimi jeszcze ktoś. Nie znał go. Nie dbał o to. W drugiej ręce trzymał różdżkę i był gotowy zareagować. Był gotowy szczególnie teraz, gdy ziemia była skażona rękami okrutników, gdy nie można było mieć pewności, czy dusza uwięziona w kobiecym ciele będzie miała szanse ukorzenić się teraz, gdy ściółka cierpiała, gdy przestrzenie mchu lizał odór innego planu i widm...
Nie pytał. Huby nie pytają.
One są.
Tym był. Tym się czuł trzymając szczupłą, jak gałąź dłoń Roselyn.
Tego dnia dowiedział się, że błogosławieństwo Kniei nie jest żadnym błogosławieństwem a klątwą, którą najprawdopodobniej jakiś szkot rzucił gdzieś w przestrzeń, a ona rozeszła się jak zarodniki.
hepatica znaczy wątrobiana
Jak część ciała, taka na zewnątrz. Płakał, gdy zdał sobie sprawę z tego, że Knieja nie jest zazdrosna, Knieja go nie kocha, nie jest nikim wyjątkowym dla Kniei. Nie chciał o tym rozmawiać z Norą, nie wierzył aby jego ukochana była w stanie pojąć ogrom zniszeń w jego sercu. Napisał nawet list do Erika - dziedzica domu Longbottom, który przed miesiącem znalazł czas dla niego i zabrał go na ryby, jak przed laty zabierał go jego ojciec. Mężczyzny, któremu ufał, któremu mógłby się zwierzyć, poszukać w jego opiekuńczym głosie ukojenia, akceptacji, potwierdzenia, że jest chciany tu, na miejscu w Dolinie. Wysłał go. Rozpaczliwą prośbę o pomoc. A potem włamał się do pokoju mężczyzny i ukradł własny list pełen wstydu, że w ogóle chciał mu tym zawracać głowę.
fistulina... fistulina... to był rząd Agaricales
A ona była drzewem. Przemieszczała się. Mówiła. Miała twarz i włosy. Ale była drzewem. Z pewnym zaskoczeniem odkrył że jego ból nie jest tylko jego bólem, a niepokój i strach odciągał jego myśli ku kobiecie, którą widział ledwie kilka razy na oczy, ale... Ona była drzewem.
Nie znał i nie slyszał nigdy o teorii bliźniaczych dusz, nie rozumiał tego co ich łączyło. Lecz gdyby miał do czegokolwiek to przytównać, to czuł się jak fistulina heptica. Nie drzewo. Żywa wątroba, Ozorek dębowy, grzyb przyczepiony do pięknej kory, ręka wsunięta w rękę, symbioza, która będzie trwała już zawsze, nawet gdy ona osiągnie już pełnię swojego istnienia jako drzewo Kniei, a on...
Był zdziwiony, że to nie znikło, że choć przekleństwo stało się błogosławieństwem, to ona pozostała. W cichym przymierzu, w cichej obietnicy wzajemnej pomocy.
Szedł z nimi jeszcze ktoś. Nie znał go. Nie dbał o to. W drugiej ręce trzymał różdżkę i był gotowy zareagować. Był gotowy szczególnie teraz, gdy ziemia była skażona rękami okrutników, gdy nie można było mieć pewności, czy dusza uwięziona w kobiecym ciele będzie miała szanse ukorzenić się teraz, gdy ściółka cierpiała, gdy przestrzenie mchu lizał odór innego planu i widm...
Nie pytał. Huby nie pytają.
One są.