Tak, bez względu, czy się tym specjalnie interesowali, czy nie, to również ich dotyczyło. Musieli wiedzieć, co dzieje się w świecie polityki. Geraldine wcześniej dosyć sporo słyszała od ojca, który pracował w Ministerstwie Magii, ale odszedł ze stanowiska kilka lat temu, bo chyba miał dość tej oficjalnej pracy, zresztą zbiegło się to z momentem, w którym spadł z konia i zaczął te swoje gadanie o tej całej Karen Moher. Lepiej dla niego, że zaszył się w Snowdonii. Teraz tak właściwie nie miała już nikogo znajomego na żadnym wysokim stanowisku. Niektórzy jej znajomi pracowali dla ministerstwa, ale zdecydowanie na niższych szczeblach, chociaż w sumie może warto było się i do nich odezwać, wiadomo, że na co dzień w tym tkwili i pewnie też sporo tematów odbijało się o ich uszy.
Yaxley miała swoje poglądy, którymi raczej nie lubiła się chwalić, uważała, że warto pewne rzeczy zatrzymywać dla siebie, bo mogły wzbudzać kontrowersje, a nie uważała się za kogoś, kto miał o tym zbyt wielkie pojęcie. Nie miała nic do mugolaków, w Hogwarcie nawet potrafiła stanąć w ich obronie, bo nie do końca rozumiała tę część arystokratów, która chciała ich całkowicie wykluczyć z magicznego świata, jakby w ogóle mieli wpływ na to, że się w nim znaleźli... Nie gardziła jednak nigdy przywilejami, które wynikały z jej pochodzenia. Znała swoją wartość, wiedziała, że jej rodzina zasługiwała na należyty szacunek, bo od lat dbali o to, aby nie wypaść z kręgów towarzyskich. Mugolakom trudno było uzyskać takie uznanie, no bo nie ma się co oszukiwać, nie mieli ku temu podstaw. Jasne, Ger zdarzyło się poznać naprawdę wybitnych czarodziejów takiego pochodzenia, ale była ich raczej garstka. Uważała, że mogą na spokojnie należeć do ich świata, jednak powinni zdawać sobie sprawę, gdzie jest ich miejsce.
Arystokraci od lat piastowali najważniejsze stanowiska, mieli świadomość, jak wygląda ten świat, mugolacy zdecydowanie nie mogli im dorównać wiedzą, jak niby miało to zdać egzamin, skoro dowiadywali się w ogóle o istnieniu ich świata kiedy mieli jedenaście lat? No nie, te braki były wyczuwalne, nie byli gotowi na to, aby decydować o przyszłości czarodziejów.
Geraldine zresztą dosyć mocno gardziła wszystkimi publicznymi instytucjami, uważała, że nie do końca sobie radzą z rządzeniem, dlatego zresztą zakończyła swoją współpracę z ministerstwem. Ledwie wytrzymała tam przez cały okres stażu. Wolała działać po swojemu, nie dostosowywać się do określonych reguł, ba nie znosiła zasad, więc nie było szans, aby na dłuższą metę była w stanie tam pracować. O wiele lepiej szła jej działalność na własną rękę, kiedy nie miała nad sobą żadnych przełożonych. Nikt nie patrzył jej na ręce i nie komentował metod jej pracy. Tak było zdecydowanie wygodniej, a potrafiła też radzić sobie z ewentualnymi kontrolami, miała doświadczenie jak to wygląda od wewnątrz, dzięki czemu umiała sprawiać pozory. To było dość istotne - przynajmniej nikt się do niej nie przypierdalał. W końcu sporo ze swoich interesów wykonywała niby legalnie, więc to też było dość istotne.
Trochę żałowała, że nie zwróciła uwagi na to, że dzisiaj miała odbyć się ta demonstracja. W przyszłości na pewno będzie pamiętała o tym, aby sprawdzić, czy nie dzieje się nic w Londynie, bo teraz ta manifestacja dosyć mocno skomplikowała im dalszą część dnia. Nie była w stanie przewidzieć, jak szybko uda im się stąd wydostać i dotrzeć do siebie. Mogliby oczywiście zatrzymać się przy Horyzontalnej, nadal miała tutaj swoje mieszkanie, do którego wracała od czasu do czasu, gdy musiała załatwić coś w Londynie, lub gdy Ambroise miał więcej pracy, jednak to nie tak miał się skończyć ten wieczór. Akurat dzisiaj chciała go spełnić za miastem, mieli naprawdę całkiem przyjemne plany, które nie do końca dało się realizować na tarasie.
Bardzo nie lubiła zmieniać swoich założeń, kiedy już się na coś nastawiła. Nie było więc innej opcji, jak jakoś wykaraskać się z tej sytuacji. Potrafiła być naprawdę zawzięta jeśli o to chodzi. Tak, szczególnie, gdy chodziło o wieczór z jej chłopakiem.
Nie będą jej żadni charłacy przeszkadzali w powrocie do domu, zresztą nie istotne było to, czy byli to charłacy, mugolacy, czy czystokrwiści. W dupie to miała. Po prostu chciała się stąd wydostać.
- Tak, nic tu po nas. - Zdecydowanie nie powinno ich tu być, bo sprawa ich nie dotyczyła. Zresztą była zła, że charłacy utrudniali całej reszcie funkcjonowanie. Mogliby znaleźć inną metodę niż blokowanie najbardziej obleganej ulicy w czarodziejskim Londynie. Może nie zdawali sobie z tego sprawy, ale w ten sposób tylko zrażali do siebie sporą część społeczeństwa. No, na pewno Yaxley im nie zapomni tego wybryku, nie ma szans, szczególnie, że krzyżowało to jej plany.
- Jak sobie życzysz, najdroższy. - Nie zamierzała mieć litości, szczególnie, że co chwila czuła na swoim ciele łokcie, kolana, czy inne części ciała. Zamierzała się im odwdzięczać tym samym. Może nawet uderzyła kogoś nieco zbyt mocno, ale nikt inny się tym nie przejmował, także ona również nie zamierzała tego robić. Szczególnie, że po prostu chciała się stąd wydostać. Nie dotyczyły jej te zamieszki, to nie były postulaty, o które chciała walczyć.
Powoli przebijali się przez tłum. Nie było to tempo, jakie chciałaby osiągnąć, ale dookoła znajdowało się zbyt wielu ludzi, ciężko było się przez nich przebić nawet przy pomocy kolan i łokci. Nie chciała zresztą zrobić nikomu większej krzywdy, raczej taką delikatną.
Transparenty niebezpiecznie fruwały w powietrzu, Ger co chwila się odchylała, aby nie dostać jakimś w głowę, cóż niestety znajdowały się one właśnie na wysokości jej łba, co wcale nie ułatwiało tej przeprawy.
Jakimś cudem udało im się w końcu prawie dotrzeć do miejsca, w którym dostrzegli swoją szansę na wyrwanie się z tego tłumu. Jak się okazało nic nie poszło po ich myśli, bo pojawili się ludzie, którzy mieli zamiar zaatakować manifestantów. Kiedy ich zobczyła zareagowała warknięciem. Naprawdę się wkurwiła, że znowu nic nie poszło po ich myśli.
Ledwie zdążyła sięgnąć po różdżkę, był to odruch, nie miała bowiem pojęcia, czy uda im się odpowiednio szybko zareagować poczuła, że Ambroise pchnął ją w kierunku ściany. Schowali się między dwoma kontenerami. Nie miała w zwyczaju unikać zagrożenia, jednak rozumiała dlaczego tak postąpił.
- Ja pierdole. - Mruknęła jedynie cicho, nie widziała zbyt wiele, bo mężczyzna skutecznie zasłonił jej wszystko, co się za nim działo.
Nie było sensu się jakoś specjalnie w to angażować, bo to nie była ich sprawa, ale szkoda jej było czasu na to ukrywanie się, póki co nie zamierzała reagować, zamiast tego złapała mężczyznę w pasie i próbowała się wychylić nieco nad jego głową, aby coś zobaczyć.