19.10.2024, 12:59 ✶
Popatrzył przepraszająca ona siostrę i westchnął. - Nie mam pojęcia, to przez te jej ciasteczka, miałem wrażenie, jakbym znowu miał te siedem lat i wysyłała mnie do sklepu po cukier czy mleko - odpowiedział drapiąc się po tyle głowy z zakłopotania. Faktycznie nie było to najmądrzejszy ruch, teraz pewnie spędzi tu cały dzień, jak nie dłużej, żeby znaleźć choć poszlakę za zaginionym tonem.
Oczy mu zabłyszczały, kiedy słuchał wymiany zdań między Norą i Guinevere, ktoś przecież w tej całej trójce musiał być turbośmieszkiem, a skoro ta rola spadła na niego (bo jakżeby inaczej), to nie zamierzał od niej uciekać.
- Och, Pani Ginny już była tutaj kiedyś? - zapytał z niewinną miną jakby ogłuchł na czas, kiedy mówiła o tym, żeby nie tytułować jej per "pani". Ale zaraz przewrócił oczami, skoro była na cmentarzu, to znaczyło... - Doprawdy, mógł ci pokazać jakieś ciekawsze miejsce, a nie ciągać cię po cmentarzach - pokręcił głową z dezaprobatą, bo jak domyślał się, to właśnie Cathal był odpowiedzialny za to, ze zwiedzała tutejszy cmentarz. - Cathal, ten Shafiq, z którym współpracowałem w Egipcie przed powrotem do Anglii, w sumie przez niego się poznaliśmy - dodał tytułem wyjaśnienia dla Nory, bo przecież z jego wcześniejszych słów nie było tak prosto wywnioskować o czym, a raczej o kim mówił.
W środku miasteczka wszystko wyglądało tak jak dawniej, z tą tylko różnicą, którą Nora i Thomas widzieli, że brakuje kotów szwendających się po okolicy. Nie były to nigdy całe stada, czy nagminny przypadek, jednak można je było spotkać co jakiś czas, a teraz? Brakowało choćby jednego przedstawiciela rodziny futrzaków. W pojedynczych domach, można było dojrzeć koty siedzące w oknach i tęsknie patrzące na świat na zewnątrz. Ludzie woleli chyba nie wypuszczać swoich zwierząt w obawie przed straceniem ich.
- Często tam można było znaleźć jakieś szwędajace się koty, myślę, że to dobry pomysł - wyjaśnił swój wybór, bo nie czuł się jako idealny wybór na kierownika poszukiwań, ale skoro już obiecał babci... Zaczął się rozglądać, za choćby najmniejszym śladem, ale szukanie kota poza domem, było jak szukanie igły w stogu siana.
- Ehh, może to ślepy zaułek, ale trzeba sprawdzić, może gdzieś utknął w tych ruinach. - odezwał się niezbyt przekonany, że faktycznie znajdą tutaj Miaurycego, tylko jeżeli nie upewni się to nie da mu to spokoju. Dlatego też bez wahania ruszył w stronę ruin, przecież nie mógł szukać tylko oz zewnątrz. - Uważajcie pod nogi i na głowy tylko - dodał jeszcze w stronę kobiet.
Oczy mu zabłyszczały, kiedy słuchał wymiany zdań między Norą i Guinevere, ktoś przecież w tej całej trójce musiał być turbośmieszkiem, a skoro ta rola spadła na niego (bo jakżeby inaczej), to nie zamierzał od niej uciekać.
- Och, Pani Ginny już była tutaj kiedyś? - zapytał z niewinną miną jakby ogłuchł na czas, kiedy mówiła o tym, żeby nie tytułować jej per "pani". Ale zaraz przewrócił oczami, skoro była na cmentarzu, to znaczyło... - Doprawdy, mógł ci pokazać jakieś ciekawsze miejsce, a nie ciągać cię po cmentarzach - pokręcił głową z dezaprobatą, bo jak domyślał się, to właśnie Cathal był odpowiedzialny za to, ze zwiedzała tutejszy cmentarz. - Cathal, ten Shafiq, z którym współpracowałem w Egipcie przed powrotem do Anglii, w sumie przez niego się poznaliśmy - dodał tytułem wyjaśnienia dla Nory, bo przecież z jego wcześniejszych słów nie było tak prosto wywnioskować o czym, a raczej o kim mówił.
W środku miasteczka wszystko wyglądało tak jak dawniej, z tą tylko różnicą, którą Nora i Thomas widzieli, że brakuje kotów szwendających się po okolicy. Nie były to nigdy całe stada, czy nagminny przypadek, jednak można je było spotkać co jakiś czas, a teraz? Brakowało choćby jednego przedstawiciela rodziny futrzaków. W pojedynczych domach, można było dojrzeć koty siedzące w oknach i tęsknie patrzące na świat na zewnątrz. Ludzie woleli chyba nie wypuszczać swoich zwierząt w obawie przed straceniem ich.
- Często tam można było znaleźć jakieś szwędajace się koty, myślę, że to dobry pomysł - wyjaśnił swój wybór, bo nie czuł się jako idealny wybór na kierownika poszukiwań, ale skoro już obiecał babci... Zaczął się rozglądać, za choćby najmniejszym śladem, ale szukanie kota poza domem, było jak szukanie igły w stogu siana.
***
Samo dotarcie do ruin nie trwało zbyt długo, nie był tutaj od feralnego dnia w połowie lipca, kiedy to stracił swoją różdżkę. Machinalnie dotknął swojej nowej, jakby chciał się upewnić, że jest cała i zdolna do użytku. W pobliżu nie widać było żadnych oznak, żeby gdzieś tutaj przebywały koty, jak i samych zwierząt. Ale cóż, gdzieś one musiały znikać? Przecież chyba nie do Kniei? Wolałbym się tam nie zapuszczać mając w pamięci widma.- Ehh, może to ślepy zaułek, ale trzeba sprawdzić, może gdzieś utknął w tych ruinach. - odezwał się niezbyt przekonany, że faktycznie znajdą tutaj Miaurycego, tylko jeżeli nie upewni się to nie da mu to spokoju. Dlatego też bez wahania ruszył w stronę ruin, przecież nie mógł szukać tylko oz zewnątrz. - Uważajcie pod nogi i na głowy tylko - dodał jeszcze w stronę kobiet.