- Zwalasz to na ciasteczka? Jakbyś w domu nie miał ich pod dostatkiem... - Zdecydowanie to nie był argument, który do niej przemawiał. Wiedziała jednak, że nie mają innego wyjścia, jak odnaleźć kota, bo skoro brat już obiecał to babci to nie było odwrotu.
- Nie, to nie tak, że uważam Pa.. Cię za starą. - Próbowała wyjść z twarzą z tej sytuacji, ale wyszło jak zawsze. Będzie musiała się skupić, żeby nie paniować kobiecie, tak. Po prostu była całkiem kulturalną osobą, która nie przekraczała granic, kiedy inni tego nie chcieli. Ginny chciała - dotarło to do niej i to zrozumiała. - Ja jestem Nora, ale to pewnie już wiesz, siostra tego śmieszka. - Wolała jednak, aby kobieta miała co do tego pewność. To prawda, że zdecydowanie nie wyglądali jak rodzeństwo. Różnili się chyba każdą możliwą cechą wyglądu, aczkolwiek łączyły ich charaktery. Tego była pewna, to nie do końca więc tak, że nie widać było po nich, że są rodzeństwem.
Spoglądała raz na brata, raz na Ginny i próbowała się odnaleźć w ich rozmowie. Nie znała osobiście tego całego Cathala, wiedziała tylko tyle, że z nim Thomas podróżował, kiedy pracował jako klątwołamacz i tyle. Pokiwała jedynie głową ze zrozumieniem, żeby jasne było dla nich, że dotarło do niej o kim właściwie mówią.
- Tak, one lubiły się tam ukrywać. - Często spotykała koty w ruinach, więc w sumie to nie był wcale taki zły pomysł sprawdzenie tego miejsca.
Norka nie przygotowała się jakoś specjalnie do tej wyprawy, bo ubrana była typowo dla siebie w dosyć krótką sukienkę, tym razem w słoneczniki i wysokie buty na obcasie, powinna sobie jakoś poradzić z tym spacerem, na pewno, nie takie rzeczy już robiła w swoim życiu.
Spacer nie zajął im długo czasu, w końcy znaleźli się w okolicy ruin. Panna Figg zaczęła się rozglądać, jednak nic nie przykuło jej uwagi.
- Kici, kici, kici... - Wymruczała licząc na to, że może jakiś kot pokusi się na to, aby zareagować na jej przywitanie. Nic się jednak nie wydarzyło.
- Najprostsza metoda nie działa. - Rzuciła jeszcze do swoich towarzyszy. Nie miała pojęcia, co się działo w Dolinie, ale musieli jakoś zareagować, szkoda jej strasznie było tych wszystkich koteczków.
- Jasne. - Nie zamierzała zwlekać, ruszyła w stronę ruin, robiła to załkiem zgrabnie, jak na to, w jakich butach musiała się poruszać po tym miejscu.