- Na szczęście nie musisz tego rozumieć. - Dodała z uśmiechem. Faktycznie nie była to może szczególnie lekka broń, ale jakoś tak od zawsze miała do niej sentyment. Poza tym uwielbiała noże, oczywiście miała ich dzisiaj przy sobie kilka, poupychanych w różne miejsca. Zawsze dbała o to, aby być odpowiednio przygotowana podczas leśnych wędrówek, nigdy nie wiadomo przecież co się może przydarzyć.
- Zauważ, że można nią też całkiem porządnie przyłożyć, jak coś znajdzie się zbyt blisko, no i do tego działa z dystansu, to całkiem poczciwa broń, jeśli jest w odpowiednich rękach. - Nigdy nie zastanawiała się nad tym ile kusz udało jej się rozpieprzyć w swoim życiu, na pewno była ich spora ilość, bo właśnie Yaxleyówna czasem sięgała nie do końca po typowe metody.
- Nie mogę? - Odparła z nieco teatralnym rozczarowaniem w głosie. Gdyby nie powiodło im się z tym na co mieli polować, to zawsze mogłaby trafić chociaż w niego, ale właściwie nie było to konieczne. Podczas tej wędrówki do lasu, kiedy przyszło im współpracować udało jej się całkiem nieźle w niego trafić, niosło to ze sobą dodatkowe konsekwencje, jakimi była między innymi obecność Ambroisa w jej życiu. Nie, żeby żałowała tego, że wtedy go zraniła, nie miała pojęcia, czy gdyby wtedy wszystko potoczyło się inaczej, to byliby aktualnie w tym miejscu, razem. Jasne, miała do niego sentyment od zawsze, ale to ta konkretna sytuacja spowodowała, że zaczęli się ze sobą przyjaźnić i spotykać. Wtedy może i było jej trochę głupio, że to się tak potoczyło, bo wyszła na słabą łowczynię, ale teraz była naprawdę wdzięczna za tę serię niefortunnych zdarzeń, która doprowadziła do tego, że aktualnie byli parą. I to bardzo szczęśliwą parą.
- To pierwszy raz, kiedy ktoś się przejmuje tym, czy temperatura mojego ciała jest odpowiednia. - Oczywiście podczas polowania. Była dużą dziewczynką i potrafiła o siebie zadbać, przynajmniej tak się jej wydawało. To całkiem miłe, że okazywał jej taką troskę, nadal nie do końca przywykła do tych drobnych gestów. Okropnie ją rozczulały, bo faktycznie czuła, że stała się dla niego kimś istotnym. Gdyby była nikim to pewnie nie przejmowałby się takimi pierdołami. Wpatrywała się w niego nieco dłużej niż powinna, a jej myśli zaczęły odpływać naprawdę daleko. Mrugnęła w końcu dwa razy, żeby powrócić do rzeczywistości.
- i tak już robisz za mojego tragarza. - Nie chciała mu dokładać, chociaż faktycznie było jej ciepło. W sumie może to nie było aż takie nieodpowiednie, tylko wymieniliby się płaszczami, fakt, jej na pewno był cięższy, ale Ambroise potrafił być całkiem przekonujący.
Zatrzymała się w końcu w miejscu i zrzuciła z siebie swoje okrycie wierzchnie. Od razu zrobiło jej się przyjemniej, bo wiatr zaczął delikatnie ją ochładzać, wiedziała jednak, że może się to skończyć nie do końca mile widzianym przeziębieniem dlatego przejęła płaszcz mężczyzny i narzuciła go sobie na plecy. W sumie to, że byli niemalże tego samego wzrostu było sporą zaletą. Mogła sięgać po jego ubrania, kiedy tylko miała na to ochotę.
Nie umknęło jej jego chrząknięcie uśmiechnęła się gdy zobaczyła, że przyglądał się koszuli, którą miała na sobie. Najwyraźniej zauważył do kogo należała. - Będziesz mógł ją sobie wziąć, tylko później. - Rzuciła jeszcze poprawiając rękawy jego kolejnej części garderoby.
- Grzyby to nie moja działka, jeszcze bym cię przypadkiem otruła... - a tego zdecydowanie nie chciała.
Ruszyli powoli w głąb lasu, zamierzała w końcu mu powiedzieć po co właściwie go tutaj zaciągnęła, chyba wypadało, aby wiedział czego szukają. - Ponoć w tym lesie żyje akromantula, bardzo, duża akromantula, a takich nie spotyka się zbyt często. - Zastanawiała się, czy Roise wie, czym jest akromantula, ale jako, że był to jeden z dosyć popularnych składników eliksirów to chyba zdawał sobie sprawę z tego jak wygląda to stworzenie. - To taki duży pająk. - Dodała jeszcze, gdyby było inaczej niż zakładała. Nie wspominał jej nigdy o tym, że boi się pająków więc to raczej nie powinno być problematyczne, wiedziała, że są osoby u których one wzbudzały lęk.