- To dobrze, nie ma sensu się za bardzo nakręcać. - Jasne, nie można było zapominać o tym, że wróg czai się za rogiem, ale nie powinno to warunkować ich życia. Nie w pełni. Wiedziała, że może być różnie, bo ich pochodzenie nie było odpowiednie, jednak nadal nie byli aż tak źle położeni w tym wszystkim jak mugolacy. Nimi zajmą się po nich.
Wiedzieli o tym, co się dzieje w świecie czarodziejów zdecydowanie więcej niż zwykli zjadacze chleba, w końcu należeli do Zakonu Feniksa, który pomagał walczyć z oprawcami. Musieli śledzić ich poczynania, była tego świadoma. Póki co jednak głownym celem nie były osoby jak oni, znaczy to się mogło zmienić, gdyby ktoś dowiedział się o tym, że należą do tajnej organizacji. Na szczęście jej członkami byli ich bliscy, przez co nie sądziła, że dojdzie do sytuacji, w której ktoś dowie się o ich aktywności. Wszystkim zależało na tym, aby pozostać anonimowym.
- Nie jesteś jedyny Thomas, nie ma sensu się tym przejmować, musimy żyć, nie można się ograniczać. - Cóż, ona sama aktualnie przecież ponownie połączyła swoją drogę z Samem, więc coś o tym wiedziała. Nie uważała, żeby potrzebne było ograniczanie się.
- Jakby coś, to zawsze tu jestem. - Przypomniała mu, jakby zdążył o tym zapomnieć. Nigdzie się też nie wybierała, była zawsze gotowa służyć mu radą.
- Oczywiście, ostatnio zrobiłam kolejną partię, bezsenność męczy coraz więcej osób. Daj mi chwilę. - Wstała i ruszyła w stronę kuchni, gdzie znajdowała się jedna specjalna szafka pełna najróżniejszych eliksirów. Figg ostatnio tworzyła ich masowe ilości, bo nie wiedziała kiedy i komu może się przydać coś z jej zapasów. Wzięła w dłoń dwie fiolki, po czym wróciła do brata. Postawiła je przed nim na stole. - Częstuj się. - Dodała jeszcze. - Chyba pójdę już spać, bo rano powinnam być wcześnie na nogach. - Dodała jeszcze, po czym wyszła z salonu.