20.10.2024, 02:59 ✶
Z jednej strony wiedział, że ma rację i nie powinien nakręcać się jak katarynka, jednak z drugiej nie chciał czekać zbędzie za późno i przyjdą po nich. Będzie musiał w tym wszystkim znaleźć złoty środek, choć zamiast rozjaśniać sobie wszystko w głowie to tworzył się kolejny chaos. Nie miał pojęcia jak to wszystko zdoła ogarnąć.
- Musimy żyć - powtórzył po niej niczym echo, dwa słowa, które rodziły w nim tak wiele pytań. Dlaczego? Czym jest życie? Jak się to robi właściwie? Potrząsnął głową z uśmiechem, nie mógł znów dać się zaciągać w te ciemne miejsce rozmyślań. Musiał ujarzmić te demony i nie pozwolić im przejąć kontroli, miał dla kogo żyć przecież.
- Wiem, dziękuję ci za to - powiedział miękko, choć nie zawsze potrafił się przemóc i iść do niej z każdym problemem. Wiedział jak wiele miała na głowie. - Postaram się nie nadużywać twojej pomocy. Ale wiesz, ze czasami trudno mi dobrać odpowiednią koszulę do spodni - rzucił żartobliwie dając jej niezbity powód, że powoli wracał na swoje normalne tory. Był zagubiony, ale powoli dzięki ich rozmowie wracał na ścieżkę, co prawda nie wiedział jeszcze dokąd go to powiedzie, ale najtrudniejszy był pierwszy krok, kiedy już do niej dotrze.
- Dzięki - nie wiedział już ile razy to powiedział dzisiejszego wieczoru, że aż nie potrafił policzyć. - Życie mi tym ratujesz, potrzebuje dobrego, długiego snu dzisiaj - powiedział chwytając fiolki. Wiedział, że jedną zostawi sobie na później.
- Musimy, obiecaliśmy Brennie pomóc w przygotowaniach imprezy na plaży, to już jutro - przypomniał jej i jeszcze przytulił ją. - Cieszę się, ze jesteś moją siostrą - szepnął jej jeszcze do ucha nim ruszył w stronę swojej sypialni. - Do zobaczenia rano! Może tym razem wstanę na tyle wcześnie, żeby zrobić śniadanie! - cóż, mistrzem kucharskim to on nie był, ale śniadania to jedyny posiłki, których nie psuł (poza tymi na wynos z restauracji). Pomachał jej jeszcze nim zniknął.
W swojej sypialni westchnął ciężko i jedną z fiolek schował do swojego kufra, a drugą przez chwilę bawił się w dłoniach. Zrzucając z siebie ubrania legł w łóżku i opróżnił fiolkę jednym haustem. Kuląc się w pozycji embrionalnej czekał, aż sen do niego przyjdzie, starał się nie myśleć o niczym. Wtedy też poczuł przyjemne ciepło w okolicy brzucha i mruczenie. Kapitan Pazur zawsze wygadany, miał też swoją inną stronę. Przytulony do swojego kociego towarzysza z delikatnym uśmiechem zapadł w sen.
- Musimy żyć - powtórzył po niej niczym echo, dwa słowa, które rodziły w nim tak wiele pytań. Dlaczego? Czym jest życie? Jak się to robi właściwie? Potrząsnął głową z uśmiechem, nie mógł znów dać się zaciągać w te ciemne miejsce rozmyślań. Musiał ujarzmić te demony i nie pozwolić im przejąć kontroli, miał dla kogo żyć przecież.
- Wiem, dziękuję ci za to - powiedział miękko, choć nie zawsze potrafił się przemóc i iść do niej z każdym problemem. Wiedział jak wiele miała na głowie. - Postaram się nie nadużywać twojej pomocy. Ale wiesz, ze czasami trudno mi dobrać odpowiednią koszulę do spodni - rzucił żartobliwie dając jej niezbity powód, że powoli wracał na swoje normalne tory. Był zagubiony, ale powoli dzięki ich rozmowie wracał na ścieżkę, co prawda nie wiedział jeszcze dokąd go to powiedzie, ale najtrudniejszy był pierwszy krok, kiedy już do niej dotrze.
- Dzięki - nie wiedział już ile razy to powiedział dzisiejszego wieczoru, że aż nie potrafił policzyć. - Życie mi tym ratujesz, potrzebuje dobrego, długiego snu dzisiaj - powiedział chwytając fiolki. Wiedział, że jedną zostawi sobie na później.
- Musimy, obiecaliśmy Brennie pomóc w przygotowaniach imprezy na plaży, to już jutro - przypomniał jej i jeszcze przytulił ją. - Cieszę się, ze jesteś moją siostrą - szepnął jej jeszcze do ucha nim ruszył w stronę swojej sypialni. - Do zobaczenia rano! Może tym razem wstanę na tyle wcześnie, żeby zrobić śniadanie! - cóż, mistrzem kucharskim to on nie był, ale śniadania to jedyny posiłki, których nie psuł (poza tymi na wynos z restauracji). Pomachał jej jeszcze nim zniknął.
***
W swojej sypialni westchnął ciężko i jedną z fiolek schował do swojego kufra, a drugą przez chwilę bawił się w dłoniach. Zrzucając z siebie ubrania legł w łóżku i opróżnił fiolkę jednym haustem. Kuląc się w pozycji embrionalnej czekał, aż sen do niego przyjdzie, starał się nie myśleć o niczym. Wtedy też poczuł przyjemne ciepło w okolicy brzucha i mruczenie. Kapitan Pazur zawsze wygadany, miał też swoją inną stronę. Przytulony do swojego kociego towarzysza z delikatnym uśmiechem zapadł w sen.
Koniec sesji